Na początek ważne zastrzeżenie: tak wiem, że to dopiero początek kryzysu, będzie jeszcze gorzej, dużo gorzej, ale… pamiętam kryzys za Jaruzela, to był dopiero prawdziwy kryzys, ale nawet i wtedy było co jeść. Kto ma babcię lub dziadka i chce się dowiedzieć jak wygląda prawdziwy kryzys, niech zapyta jak było za Gomułki, jak komuniści pieniądze wymienili, albo jak wyglądała gospodarka za okupacji, albo w latach 30-stych. Znaj proporcje Mocium Panie!
Skoro do obecnego kryzysu mamy już odpowiednią miarę, nasza polską miarę, a nie przyjmujemy perspektywę zamożnych społeczeństw Zachodu, czas poszukać jego dobrych stron…
Skoro do obecnego kryzysu mamy już odpowiednią miarę, nasza polską miarę, a nie przyjmujemy perspektywę zamożnych społeczeństw Zachodu, czas poszukać jego dobrych stron…
1. Kryzys najbardziej uderzy w kredytobiorców hipotecznych w walutach, ale głowy nie dam, że dla ratowania pikującej złotówki RPP nie podwyższy nagle stóp procentowych, więc kredytobiorcy pożyczający w złotówkach wcale spać spokojnie nie mogą. Nie bez znaczenia jest też bieżąca kontrola zdolności kredytowej przez banki i możliwe w jej wyniku postawienie kredytu w stan natychmiastowej wymagalności. Skoro banki zaostrzyły kryteria przyznawania kredytów to logicznym krokiem będzie też zaostrzenie kryteriów jakie musi spełniać kredytobiorca w czasie jego spłaty, isn’t it obvious Watson?
No dobra, gdzie tu dobra strona, spieszę wyjaśnić. Wcale nie chodzi, o to, że nasycenie kredytami hipotecznymi elektoratu PO przypomina ilość skwarek w dobrej kaszy i jest znacząco niższe wśród elektoratu PiS. Chodzi mi o coś zupełnie innego, oto koszty „reform” w Polsce najbardziej dotykały „od zawsze” ludzi biednych, starszych, gorzej wykształconych. Nikt naprawdę nie zastanawiał się czy było to nieuniknione, obowiązywało postrzeganie rzeczywistości w myśl zasady: „biednyś boś głupiś, głupiś, boś biednyś”. No i GW spieszyła z wyjaśnieniem, że ten sfrustrowany elektorat to „tyminszczyzna”, „elektorat radiomaryjny”, „wyborcy Kaczyńskiego nienawidzący i zazdroszczący tym zaradnym”. Zobaczymy teraz, niektórzy zmieniają percepcję świata dopiero jak dostaną porządny łomot. Zobaczymy co powie, młody, zaradny, gdy nagle rata kredytu hipotecznego, dotąd sięgająca połowy pensji będzie większa niż ta pensja. I pomimo tego, ze wypruwając sobie żyły będzie ją spłacił, bank i tak zażąda wcześniejszej spłaty całego kredytu. Niech wtedy śmieje się z „frustratów”
Tu dochodzimy do kolejnego wątku naszych rozważań: banki jako święte krowy w naszym systemie ekonomiczno – prawnym. Oto, implementujemy rozmaite pro-konsumenckie dyrektywy, UOKiK potrafi z całą bezwzględnością ścigać biura podróży, ale jakoś za banki się nie bierze. Kto wziął kredyt hipoteczny niech sobie teraz (pewnie po raz pierwszy) poczyta całą umowę kredytową oraz (co najistotniejsze) ogólne warunki udzielania kredytu (jak nie dali, proszę zadać sobie trud i pójść do banku, przyda się prędzej lub później) – toż to prawdziwa kopalnia niedozwolonych klauzul umownych. Zanim pan Aziewicz został posłem PeŁo jakoś nie dostrzegł praktyk banków.
Nasz młody, rzutki kredytobiorca, zrobiony w bambuko przez bank postanawia dochodzić swoich praw w sądzie (w końcu on nie taki ciemny, żeby w klnąc w domu przy odbiorniku nastawionym na Radio Maryja dusić w sobie frustrację). Pierwszy zonk, to wizyta u papugi, papuga powiedział, że czasu nie ma, poszedł do kolejnego ten co prawda czasu ma mało, ale sprawę weźmie. Na początek wicie rozumicie 5 tysiączków zaliczki się należy, potem się zobaczy. Jak się nie podoba można iść do konkurencji, ino konkurencji nie ma... Niech tam, myśli sobie taki młody, rzutki kredytobiorca, trudno zapłacę. Zapłacił papudze, zapłacił w sądzie i czeka. Mijają kolejne miesiące i czeka na wyznaczenie pierwszej rozprawy. W tym samym czasie bank wystawił Bankowy Tytuł Egzekucyjny na który dostał klauzulę wykonalności…3 dnia od złożenia wniosku w sądzie. Kiedy wreszcie sąd łaskawie zajmie się jego sprawą okaże się, że Panu sędziemu łatwiej i prościej jest napisać uzasadnienie oddalające powództwo (napisze, ze skoro się taką umowę podpisało, to trzeba cierpieć) niż wywodzić, które klauzule w umowie były niedozwolone i co z tego wynika.
Znów, uświadomić sobie skalę patologii w sądownictwie można dopiero wtedy jak się dostanie porządny łomot.
Podsumowując, znaczną część lemingów czeka porządne lanie, pewnie nie zmądrzeją za bardzo od tego, ale w ogólnym zarysie uświadomią sobie może, że w tym gadaniu o patologicznej III RP coś było na rzeczy.
2. Adios Euro, tak można by podsumować kolejny plus kryzysu. Po „niespodziewanej” zapowiedzi Płemiera, że Euro przyjmiemy w 2012 pojawiły się głosy „dyżurnych” ekspertów, że korzyści z przyjęcia Euro są tak duże, że opłaca się je przyjąć za wszelką cenę…nawet przy kursie wymiany 1 E = 3 zł. Jako miłośnik spisków myślałem sobie tak: Niemcy dla których nasz eksport jest niczym cierń wbity w zadek, postanowili „coś z tym zrobić”. Przyszedł befehl dla Donka, żeby Euro wprowadzić jak najszybciej, po 3 zł sztuka. Do tego „pakiet klimatyczny” i problem polskiego przemysłu rozwiązany, ostatecznie by zacytować klasyka.
Kryzys wszystko wywrócił, teraz choćbyśmy chcieli Euro (a chcieliśmy, bo był befehl), to Niemcy i Francja zwyczajnie będą się bały brać sobie na głowę taki kłopot. Także na kilka lat mamy spokój, zanim znów przyjdzie befehl dla kolejnej agentury ulokowanej na stołkach w rządzie.
Jest spora szansa, że cały ten cyrk ze wspólną walutą się zawali. Szczegółowe rozważania dlaczego innym razem.
3. Zobaczyć, że Balcerek znów się pomylił – bezcenne…
„Co spowodowało kryzys? Masowe kredyty? Gospodarka amerykańska była jak zawodnik, który bierze doping. Na dłuższą metę tak się nie da" - twierdzi Balcerowicz. Jego zdaniem winne tej sytuacji nie są prywatne banki, ale instytucja publiczna, czyli FED, amerykański bank centralny. Zbyt długo utrzymywał niskie stopy procentowe. Prowadząc politykę łatwego dostępu do pieniądza, naruszył amerykański rynek finansowy.”
http://www.dziennik.pl/gospodarka/article240787/Balcerowicz_To_tylko_problemy_a_nie_kryzys.html
W mojej prostej mózgownicy się nie mieści, że można mylić się w absolutnie każdej kwestii i nadal być ober-autorytetem. Facet bredzi, że winne są niskie stopy procentowe (nie to co w Europie, a zwłaszcza u nas) po czym okazuje się, że w Europie kryzys uderza znacznie silniej, trzeba wydać dwa razy tyle na ratowanie banków. Zresztą aksjomatem Balcerka i jego akolitów z RPP było od zawsze: „wysokie stopy procentowe być dobre, niskie być złe”
No dobra, gdzie tu dobra strona, spieszę wyjaśnić. Wcale nie chodzi, o to, że nasycenie kredytami hipotecznymi elektoratu PO przypomina ilość skwarek w dobrej kaszy i jest znacząco niższe wśród elektoratu PiS. Chodzi mi o coś zupełnie innego, oto koszty „reform” w Polsce najbardziej dotykały „od zawsze” ludzi biednych, starszych, gorzej wykształconych. Nikt naprawdę nie zastanawiał się czy było to nieuniknione, obowiązywało postrzeganie rzeczywistości w myśl zasady: „biednyś boś głupiś, głupiś, boś biednyś”. No i GW spieszyła z wyjaśnieniem, że ten sfrustrowany elektorat to „tyminszczyzna”, „elektorat radiomaryjny”, „wyborcy Kaczyńskiego nienawidzący i zazdroszczący tym zaradnym”. Zobaczymy teraz, niektórzy zmieniają percepcję świata dopiero jak dostaną porządny łomot. Zobaczymy co powie, młody, zaradny, gdy nagle rata kredytu hipotecznego, dotąd sięgająca połowy pensji będzie większa niż ta pensja. I pomimo tego, ze wypruwając sobie żyły będzie ją spłacił, bank i tak zażąda wcześniejszej spłaty całego kredytu. Niech wtedy śmieje się z „frustratów”
Tu dochodzimy do kolejnego wątku naszych rozważań: banki jako święte krowy w naszym systemie ekonomiczno – prawnym. Oto, implementujemy rozmaite pro-konsumenckie dyrektywy, UOKiK potrafi z całą bezwzględnością ścigać biura podróży, ale jakoś za banki się nie bierze. Kto wziął kredyt hipoteczny niech sobie teraz (pewnie po raz pierwszy) poczyta całą umowę kredytową oraz (co najistotniejsze) ogólne warunki udzielania kredytu (jak nie dali, proszę zadać sobie trud i pójść do banku, przyda się prędzej lub później) – toż to prawdziwa kopalnia niedozwolonych klauzul umownych. Zanim pan Aziewicz został posłem PeŁo jakoś nie dostrzegł praktyk banków.
Nasz młody, rzutki kredytobiorca, zrobiony w bambuko przez bank postanawia dochodzić swoich praw w sądzie (w końcu on nie taki ciemny, żeby w klnąc w domu przy odbiorniku nastawionym na Radio Maryja dusić w sobie frustrację). Pierwszy zonk, to wizyta u papugi, papuga powiedział, że czasu nie ma, poszedł do kolejnego ten co prawda czasu ma mało, ale sprawę weźmie. Na początek wicie rozumicie 5 tysiączków zaliczki się należy, potem się zobaczy. Jak się nie podoba można iść do konkurencji, ino konkurencji nie ma... Niech tam, myśli sobie taki młody, rzutki kredytobiorca, trudno zapłacę. Zapłacił papudze, zapłacił w sądzie i czeka. Mijają kolejne miesiące i czeka na wyznaczenie pierwszej rozprawy. W tym samym czasie bank wystawił Bankowy Tytuł Egzekucyjny na który dostał klauzulę wykonalności…3 dnia od złożenia wniosku w sądzie. Kiedy wreszcie sąd łaskawie zajmie się jego sprawą okaże się, że Panu sędziemu łatwiej i prościej jest napisać uzasadnienie oddalające powództwo (napisze, ze skoro się taką umowę podpisało, to trzeba cierpieć) niż wywodzić, które klauzule w umowie były niedozwolone i co z tego wynika.
Znów, uświadomić sobie skalę patologii w sądownictwie można dopiero wtedy jak się dostanie porządny łomot.
Podsumowując, znaczną część lemingów czeka porządne lanie, pewnie nie zmądrzeją za bardzo od tego, ale w ogólnym zarysie uświadomią sobie może, że w tym gadaniu o patologicznej III RP coś było na rzeczy.
2. Adios Euro, tak można by podsumować kolejny plus kryzysu. Po „niespodziewanej” zapowiedzi Płemiera, że Euro przyjmiemy w 2012 pojawiły się głosy „dyżurnych” ekspertów, że korzyści z przyjęcia Euro są tak duże, że opłaca się je przyjąć za wszelką cenę…nawet przy kursie wymiany 1 E = 3 zł. Jako miłośnik spisków myślałem sobie tak: Niemcy dla których nasz eksport jest niczym cierń wbity w zadek, postanowili „coś z tym zrobić”. Przyszedł befehl dla Donka, żeby Euro wprowadzić jak najszybciej, po 3 zł sztuka. Do tego „pakiet klimatyczny” i problem polskiego przemysłu rozwiązany, ostatecznie by zacytować klasyka.
Kryzys wszystko wywrócił, teraz choćbyśmy chcieli Euro (a chcieliśmy, bo był befehl), to Niemcy i Francja zwyczajnie będą się bały brać sobie na głowę taki kłopot. Także na kilka lat mamy spokój, zanim znów przyjdzie befehl dla kolejnej agentury ulokowanej na stołkach w rządzie.
Jest spora szansa, że cały ten cyrk ze wspólną walutą się zawali. Szczegółowe rozważania dlaczego innym razem.
3. Zobaczyć, że Balcerek znów się pomylił – bezcenne…
„Co spowodowało kryzys? Masowe kredyty? Gospodarka amerykańska była jak zawodnik, który bierze doping. Na dłuższą metę tak się nie da" - twierdzi Balcerowicz. Jego zdaniem winne tej sytuacji nie są prywatne banki, ale instytucja publiczna, czyli FED, amerykański bank centralny. Zbyt długo utrzymywał niskie stopy procentowe. Prowadząc politykę łatwego dostępu do pieniądza, naruszył amerykański rynek finansowy.”
http://www.dziennik.pl/gospodarka/article240787/Balcerowicz_To_tylko_problemy_a_nie_kryzys.html
W mojej prostej mózgownicy się nie mieści, że można mylić się w absolutnie każdej kwestii i nadal być ober-autorytetem. Facet bredzi, że winne są niskie stopy procentowe (nie to co w Europie, a zwłaszcza u nas) po czym okazuje się, że w Europie kryzys uderza znacznie silniej, trzeba wydać dwa razy tyle na ratowanie banków. Zresztą aksjomatem Balcerka i jego akolitów z RPP było od zawsze: „wysokie stopy procentowe być dobre, niskie być złe”
4. KGHM zbankrutuje - Trystero na swoim blogu pisze dlaczego i dlaczego jest to dobra wiadomość. Odsyłam do niego http://www.trystero.pl/
Pewnie jeszcze jakieś dobre strony kryzysu dostrzegę…nie omieszkam się podzielić. Może ktoś ma jeszcze inne sugestie?



Komentarze
Pokaż komentarze (9)