Fredd Fredd
66
BLOG

Jesteśmy niepodlegli (dyktatowi "salonu")

Fredd Fredd Polityka Obserwuj notkę 3
Uświadomiłem sobie właśnie, że jako społeczeństwo staliśmy się niepodlegli, niepodlegli dyktatowi „salonu”. Tylko uzależnionych nałogowców interesują jeszcze opinie „ludzi rozumnych” na rozmaite sprawy. Część ludzi ma przestrzeń, gdzie może artykułować poglądy sprzeczne z „salonowymi”, pozostali mają je w trąbce

Od początku lat 90-tych mamy nieustanne plucie na Naród Polski ze strony tzw. „salonu” czyli nazwijmy rzeczy po imieniu potomków komunistów z KPP zaludniających pewna redakcję przy ulicy Czerskiej i ich pomniejszych akolitów. Okresowo, gdy naród w swej ciemnocie odważy się wybrać kogoś nieakceptowanego przez „salon” pluje się i na demokratyczne władze RP. Nawet jak nie plują na władze, bo akuratnie robią z nimi deal’e (jak za Kwaśniewskiego i Millera) wtedy przepraszają za Naród Polski – za Jedwabne, za Marzec 68, za pogrom w Kielcach, i za co tam jeszcze przyszło im do głowy bić się w cudze piersi. 

Przy okazji Święta Niepodległości, chciałbym tych pogrobowców KPP zapytać: a jaka byłaby wasza wymarzona Polska i odmieniony naród? O co walczyliście i czego nie udało się wam zrealizować? 

Przez niemal 15 lat III RP „salon” sprawował rząd dusz znacznej części „inteligencji”, dominował w mediach, lub wręcz był jedynym medium. Rządzili nami pomazańcy „salonu”, dodatkowo w zjednoczonej Jewropie ichnie odmiany ‘salonu” stanowią siłę przewodnią. I co? I łajno wam z tego wyszło, ale nie chcę się w tym miejscu naśmiewać z nieudacznictwa „salonu” (czasem jednak trudno się powstrzymać), lecz poznać ich cele. 

Na podstawie, tego co wypisują zazwyczaj towarzysze z Czerskiej spróbuję zrekonstruować „program salonu”  

- Katolicyzm, wiadomo Polak – katolik. W swej łaskawości „salon” akceptuje fakt, że większość ludzi zamieszkujących kraj miedzy Bugiem a Odrą to katolicy. Oczywiście, można pozwolić, by chodzili do kościoła, ale jedynie pod warunkiem, że jest to „kościół łagiewnicki”. Ciekawe na marginesie, czy „biskupi – patrioci” jak Gocłowski, Życiński, zdają sobie sprawę, że mogą sobie budować „kościół łagiewnicki” przy medialnym klangorze, tak długo jak istnieje „kościół toruński”. Gdyby jego zabrakło oni staliby się ciemnogrodem, a postępowy kościół budowaliby żonaci biskupi homoseksualiści. No mniejsza z tym, ważne, ze „salon’ akceptuje istnienie koncesjonowanie kościoła katolickiego w obrządku łagiewnickim. 

- Antysemityzm, tu jest nadzwyczaj ciekawie, z racji korzeni narodowościowych „salon” jest na tym punkcie niezwykle czuły. Niczym chromatograf gazowy potrafi wychwycić pojedyncze cząsteczki antysemityzmu w społeczeństwie. Tyle, że po II Wojnie Światowej w społeczeństwie praktycznie antysemityzmu nie było i nie ma, o czym najlepiej świadczyły komentarze do wojen „6 dniowej” i „Yom Kippur” zwykłych ludzi sprowadzające się do stwierdzenia, że: „nasi Żydzi dali łupnia Ruskim Arabom”. Jak nie ma antysemityzmu, to trzeba go było wytworzyć. Taki dajmy na to Bubel, nigdzie nie pracuje, a wydaje: pieniądze i gazetki. Czasem go gdzieś sądzą, ale nie zamkną. Cud nad Wisłą. Podsumowując „salon” dzielnie walczy z antysemityzmem, którego dawno już nie ma. 

- Ksenofobia i nietolerancja (zawsze w parze jak Ala i As) tu jest nawet łatwiej niż z antysemityzmem, bo nikt nie wie do końca o co kaman. Nietolerancyjnym ksenofobem można być zarówno dlatego, że nie chce się oglądać kopulujących homoseksualistów, jak i „gościć” u siebie przybyszów z Afryki, którzy wyciągają rękę po socjał i kobiety wirusem HIV zarażają. Można nim zostać nie chcąc, by obok królów polskich w Katedrze na Wawelu spoczywał Litwin przez całe życie zionący nienawiścią do wszystkiego co polskie. Skoro nikt nie wie jak wygląda wzorzec nietolerancyjnego ksenofoba, można tym określeniem opisać każde nieakceptowane przez „salon” zachowanie. 

- Polityka zagraniczna, tu jest prosto jak budowa cepa, robić co każą Niemcy, Rosji nie podskakiwać. Jak powiedział „profesor czasów wojny” Bartoszewski - zachowywać się jak brzydka panna bez posagu. Czyli mówiąc dosadnie, wypiąć 4 litery przez dziurę w płocie i czekać co się zdarzy.  

- Gospodarka, wiadomo trzeba reformować, reformować i jeszcze raz reformować. Ruch jest wszystkim, cel niczym. Odkąd pamiętam (czyli do schyłkowego PRL-u) ciągle nas reformują. I etap reformy, drugi etap reformy, reformy Balcerowicza, reforma finansów publicznych, teraz ma być do tego reforma całej Unii. Nikt nigdy nie powiedział po co reformują, jak ma wyglądać model docelowy. Zawsze jest tylko: „nie jest dobrze towarzysze, trzeba coś zmienić żeby wszystko zostało po staremu”. 

- Polityka wewnętrzna, gruba kreska, ludzie honoru, zamknąć IPN, archiwa spalić, do szamba granatów nie wrzucać. 

Podsumowując, klęska „salonu” (rozumiana jako utrata wpływu na bieg wydarzeń) wzięła się właśnie z uwagi na program, albo jego brak. Nie można mianem programu określić szereg mętnie określonych celów, których i tak zrealizować nie było jak, bo w sumie nie wiadomo było o co ta walka idzie. Plus niewyobrażalna arogancja, czego ucieleśnieniem była Unia Demokratyczna. 

Michnik sam nie wiedział czego chce. Z jednej strony usiłował realizować cele niemożliwe do realizacji, z drugiej realne działania ograniczały się do utrzymywania status quo. Pierwsi dostrzegli do komuniści od Millera. Dostrzegli, że król jest nagi. Skoro wszyscy płacili im haracze, to ze zdziwieniem uświadomili sobie, że nie ma cienia powodu dlaczego nie miałby płacić im Nad-red-aktor i jego mocodawcy. Wysłali do nich Lwa, dalszy ciąg znamy. 

Doskonale ujął to Ziemkiewicz: „michnikowszczyzna” przeszła od kreacjonizmu nowego społeczeństwa do obrony swoich wpływów i beneficjentów III RP. Czyli na pozycje stricte defensywne. 

Przy okazji Święta Niepodległości nie jestem, aż takim pesymistą jak niektórzy komentatorzy. Naród Polski ma słabość do hochsztaplerów politycznych, ale prędzej czy później uświadamia sobie, ze znów został nabrany i daje spektakularnego kopa. Kto uwierzyłby w 1990 r., że sztandar Unii Demokratycznej „Wujka Bronka” trzeba będzie wyprowadzić, że Wałęsa dostanie w wyborach prezydenckich 2000 r. 1,01 procenta głosów. Albo w 2000 r., że SLD czeka tak spektakularny koniec. 

„Salon” postawił obecnie na Donka i jego wesołą gromadkę, jednak po pierwsze wróży to jak najgorzej owej gromadce. Po wtóre postawił zacisnąwszy żeby, z braku jakiejkolwiek alternatywy. I to też jest miarą upadku, niczego sami nie tworzą, jedynie popierają cudze twory. 

Doczekaliśmy się niepodległości od „salonu”, jest tak, że jedynie nałogowcy dalej zaczadzają się ideami serwowanymi w kuchni Nad-red-aktora. Nawet lemingi głosujące na Tuska mają w poważaniu całe to bajdurzenie o walce z antysemityzmem, ksenofobią, nietolerancja, czy jak tam nękające go demony Michnik akurat nazywa. 

Jak to nie jest klęska, to nie wiem co nią mogłoby być. Szczególnie wiedząc z jak wysokiego konia spadli i gdzie zamierzali dojechać. Pozdrawiając redaktora Wilkiera zdrówka wszystkim życzę.  


Fredd
O mnie Fredd

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka