Fredd Fredd
126
BLOG

Perkal i paciorki dla tubylców

Fredd Fredd Polityka Obserwuj notkę 6
O kadrze zarządzającej większością polskich firm mam niskie mniemanie, jak nie przymierzając Shrek o księciu Farquadzie. Uważam znakomita większość z nich za przepłacanych, ograniczonych umysłowo nadętych bufonów, którzy własną miałkość intelektualną maskują używaniem na każdym kroku angielskich pojęć, zaś służalczość wobec zagranicznych akcjonariuszy odreagowują chamstwem wobec podwładnych.  

Powyższa opinia wynika z obserwacji poczynań, z wypowiedzi samych zainteresowanych w TVN-CNBS, czasem także z osobistych doświadczeń, czy z bezpośrednich relacji podwładnych. 

To co wychodzi na jaw (widzimy wierzchołek góry lodowej – resztę zobaczymy w przyszłym roku ok. marca - kwietnia) przy okazji tzw. „wyopcjowania” (copy right by Trystero) polskich firm przez zachodnich bankierów. 

Szeroko opisywał problem Trystero, więc odsyłam do jego bloga: trystero.pl

Ograniczę się do najistotniejszych faktów: 
- polskie firmy, aby „zabezpieczyć się” (cudzysłów niezbędny, bo to takie samo zabezpieczenie jakby zabezpieczyć się przed pożarem trzymając w piwnicy zbiornik z gazem – pożaru nie będzie, bo będzie buuum!) przed ryzykiem kursowym kupowały opcje walutowe.
- opcje pozwalały zarabiać na umacniającej się walucie, rekompensując częściowo spadek wpływów z eksportu
- opcje mają tę wadę, że kosztują, więc sprytni bankierzy zaproponowali rozwiązanie – łącznie z zakupem opcji, firma sama wystawi opcje, które bankierzy sprzedadzą dalej. Tak więc stworzono perpetum mobile – darmowe zabezpieczenie przed ryzykiem kursowym 
- żeby perpetum mobile zadziałało musiano ustalić cenę wykonania opcji wystawianych przez firmy na wysokim poziomie, tak by nie było ryzyka, że firma kiedykolwiek będzie musiała płacić premię nabywcy opcji. Prawda, ze genialne, złotówka po 4 latach umacniania się, miała kontynuować trend, tym bardziej, że przebąkiwano o wejściu do strefy euro "za wszelka cenę” (czytaj przy kursie wymiany 3 zł za Euro). Wyglądało to pięknie, zachodni bankierzy płacili naszym firmom kaskę za bezwartościowy papier – opcje z cenami wykonania 3.50 – 3.80 zł za Euro.
- problem stanowiło, to, że firma wystawiała bezwartościowe opcje (czytaj bardzo tanie), zaś kupowała takie, które miały przynieść zysk (czytaj drogie)
- znów dzielni bankierzy zaproponowali rozwiązanie – trzeba sprzedać kilka razy więcej tanich opcji niż się kupuje drogich

Co było dalej – wiadomo – przyszedł kryzys i złotówka się dramatycznie osłabiła. Nagle bezwartościowe opcje stały się bardzo drogimi opcjami, za które trzeba będzie wypłacić premie grożące w niektórych wypadkach bankructwem firmy. 

Tyle faktów, teraz trochę spiskologii… polskie banki występowały w opisanym mechanizmie w roli pośredników, co więcej zdaje się w roli pośredników gwarantujących szwindel. Świadczy o tym fakt, iż w chwili ujawnienia 40 mln strat Ropczyc z tytułu „zabezpieczenia” gwałtownie spadł nie tylko kurs samej spółki ale i banku Millenium, który im opcje sprzedał, a równocześnie od nich kupił. Znaczy się wygląda, że Kott jedynie podżyrował wypłacalność Ropczyc, a opcję kupił ktoś inny i to ktoś inny zgarnie premię - obojętnie od Ropczyc, albo od Millenium. Trzeba zadać pytanie kto za tym stoi? Kto pakował wiosną i latem kasę w bezwartościowe jak się wtedy wydawało opcje. Co ten tajemniczy ktoś wiedział i skąd. 

Poczekamy zobaczymy to się dowiemy części przynajmniej prawdy. Ptaszki ćwierkają o kilku amerykańskich bankach inwestycyjnych, które wiedząc o nadciągającej burzy postanowiło zarobić na naiwnych tubylcach. Zresztą niech im tam na zdrowie wyjdzie – tubylcy istnieją po to, by im wciskać bezwartościowy perkal i paciorki, w zamian za złoto i diamenty (trzeba tylko przekonać ciemniaków, że jest dokładnie odwrotnie).

Naszym dzielnym menagerom wydawało się, że robią doskonały interes, tymczasem kupowali bezwartościowe opcje (perkal i paciorki) a sprzedawali opcje warte miliony (złoto i diamenty). 

W każdym podręczniku inwestowania na giełdzie piszą, że wystawianie opcji, a więc przyjmowanie na siebie ryzyka nieograniczonej (przynajmniej teoretycznie) straty jest strategią wielce ryzykowną, zaś wystawianie tzw. nagich opcji czyli w żaden sposób nie zabezpieczonych przez zakup innych opcji czy kontraktów terminowych z inną ceną wykonania to samobójstwo. Nigdzie nie znalazłem wzmianki o tym, czym jest wystawianie niezabezpieczonych opcji bez pokrycia. Nikomu chyba do głowy by nie przyszło, że tak można. Każdy, kto na obojętnie jakiej giełdzie chce wystawić opcję wpłaca tzw. depozyt zabezpieczający, którego zmniejszenie się poniżej pewnego poziomu wymusza zamknięcie pozycji. 

Waldek Pawlak powiedział, że cały proceder to finansowe piractwo. Zaraz tam piractwo, niech Waldek powie lepiej czym było postępowanie polskich firm. Głupota, bezdenną głupotą, kryminalną głupotą? Czy na tych ich „embi–ejach” nie uczyli ich podstaw funkcjonowania opcji. Dłubali w nosie, czy mieli to wszystko w nosie stwierdzając, że się uda. Chętnie zapytałbym pana Kochalskiego przed czym zabezpieczył Ciech swoimi transakcjami? Albo pana Olechnowicza co eksportuje Lotos w takich ilościach, że trzeba było zabezpieczać ryzyko kursowe?  

Teraz najlepsze, z tego co wycieka do publiki wynika, że najwięcej opcji walutowych wygasa w marcu – kwietniu następnego roku. Ciekawe jaki wtedy będzie kurs złotego wobec Euro 1: 5? Ktos, kto zadął sobie tyle fatygi, żeby skroić frajerów, chyba nie odpuści sprawy i nie pozwoli naiwniakom ujść w więcej niż w skarpetkach. Nawet jak zbankrutuje część firm zamieszanych w proceder, to pozostałe i tak ucierpią na tyle, że będę musiały szukac oszczędności (zwolnienia). Ile ludzi pójdzie na bruk przez debilizm naszej kadry zarządzającej?  



Fredd
O mnie Fredd

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Polityka