Słowa te wypowiedziała pewna posłanka do Izby Gmin, podczas obiadu z ambasadorem amerykańskim około połowy lat 70 – tych. Ponieważ w dalszej części dekady jej kariera polityczna nabrał zdecydowanego przyspieszenia, zaś w latach 80 – tych była pierwszoplanową postacią, nie tylko w polityce brytyjskiej, ale i światowej, można przyjąć, że częściej miała rację, niż się myliła. Doświadczenia naszej, mimo, że stosunkowo krótkiej, historii politycznej po 89 roku dowodzą słuszności tytułowej tezy.
AWS przegrał z powodu kryzysu rosyjskiego i związanego z tym wzrostu bezrobocia. Można też wspomnieć, że tuż przed kryzysem rosyjskim, nasz ekonomiczny Geniusz Tatr zaordynował nam drakońskie „chłodzenie gospodarki”. Dobrze schłodzona gospodarka, dodatkowo zmrożona oddechem rosyjskiego niedźwiedzi wygenerowała rekordowe bezrobocie. Cała reszta destrukcji AWS to jedynie skutek oczekiwanej klęski wyborczej, nie zaś jej przyczyna. Miller i jego ekipa z kolei została przygnieciona aferami.
Oczywiście, prędzej czy później dojdzie do tego, że jakaś partia po wygranych wyborach trafi na koniunkturę gospodarczą, nie zrobi przy tym nic głupiego. W konsekwencji porządzi dwie kolejne kadencje. Nie będzie to bynajmniej wesoła ferajna Donka. Prędzej, ktoś kto wygra po nich wybory.
Dwa elementy mogą zadziałać – kryzys ma szansę się skończyć w 2011 r. (jakaś poprawa pod koniec 2010 r. może być widoczna), poza tym na tle PeŁo każdy będzie wyglądał korzystnie. Nie przesadzam, że będzie to PiS, choć trudno wyobrazić sobie powstanie nowej, liczącej się siły politycznej. Dudkiewicz? Wolne żarty. Wydmuszka medialna i tyle. Kazio i spady z PiS. Jeszcze śmieszniej, ci ludzie byli w wielu partiach, jednak nigdy niczego do podstaw nie stworzyli. Pozostaje zatem PiS, ciekawe jak Waldek Kuczyński to przeżyje.
Można wierzyć, że PO jest w stanie wygrać kolejne wybory. Można, tyle, że trzeba mieć w dowodzie RRK. Sam Donek w to nie wierzy, widać, że gra na zostanie prezydentem i przeczekanie. Prędzej można oczekiwać Donkowego zwycięstwa w wyborach prezydenckich (choć uważam to za mało prawdopodobne), niż zwycięstwa PeŁo po 4 latach takich rządów.
Właściwie jakie to rządy? Najpierw było ogłoszenie „polityki miłości” w związku z końcem polityki w ogóle. Potem było stwierdzenie, że nic nie robienie to cnota, bo w Polsce jest już zbyt wiele przepisów. Potem była „rewolucja październikowa”, 100 ustaw. Było też wyśmianie kryzysu i ogłoszenie Polski „wyspą stabilności”. Następnie, kiedy jednak kryzys w nas uderzył, doszło do (na szczęście nieudolność ekipy powoduje, że w istocie cały eksperyment był jedynie wirtualny) szukania oszczędności. W chwili kiedy praktycznie wszystkie kraje świata zdecydowały się na stymulacje gospodarki poprze zwiększenie wydatków budżetowych (wyinflacjowanie się z kryzysu) my mamy iść w przeciwnym kierunku. Będziemy zaciskać pasa, głownie kosztem obronności i inwestycji infrastrukturalnych. Do tego dołączyliśmy do płatników netto w UE.
Kiedy z pewnego dystansu przyjrzy się poczynaniom ekipy Tuska jedno słowo opisuje wszystkie te zachowania. Chaos, chaos przez gigantyczne CH. Przy okazji spotkania Donka z Klichem wyszła na jaw śmieszna sprawa. Ujawniono rozkład dnia Donka. W normalnym kraju premier, którego dzień pracy wygląda tak: rano premier z rodziną w Gdańsku, jak wreszcie przybył do Warszawy spotkał się z piłkarzami ręcznymi, potem odebrał tytuł człowieka roku „Wprost”, na więcej sił i czasu nie starczyło, zostałby medialnie rozszarpany.
„Niezależni” eksperci wykazują podziwu godną troskę o los PiS. Szczególnie martwi ich fakt, że Kaczyński ciągnie partię w przepaść. Wszystko po to, by zapewnić bratu reelekcję, na która nie ma szans. Podziwu godna troska. Jeden Migalski wyjaśnił, ze w interesie PiS jest reelekcja Kaczyńskiego, bo wtedy niemal na pewno wygra wybory, albo przynajmniej niemożliwe będzie rządzenie bez PiS w koalicji. W każdym razie autorytety przejęte troską o Pis jakoś nie znajdują czasu, by zauważyć, że to Donald na ołtarzu własnej kampanii prezydenckiej poświęcił nie tylko własną partię, ale i los Polski. Nie zrobił niczego, co w opinii speców do PR mogłoby obniżyć mu słupki. W praktyce prowadzi to do nic nie robienia i odgrywania kolejnych medialnych spektakli, jak ten o szukaniu oszczędności.
Tak więc, w tym miejscu apel do lemingów, spieszcie się kochać Waszą partię. Tak szybko odejdzie.
188
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze