0 obserwujących
341 notek
82k odsłony
  656   0

Małgorzata Frankiewicz: Jalics pogodził się z biegiem spraw...

Papież Franciszek już w pierwszych chwilach swojego pontyfikatu zyskał sobie serca milionów. Skromność, niekonwencjonalność, pochodzenie spoza Europy, wybór imienia, które przez skojarzenie z Biedaczyną z Asyżu budzi ciepłe uczucia nie tylko u chrześcijan – wszystko to niemal w jednej chwili rozbudziło wielkie nadzieje. Ale…

I tym razem pojawia się niepokojące, by nie powiedzieć: szatańskie „ale”, które również od samego początku rzuca cień na nowy pontyfikat. Odzywają się demony z przeszłości, dysharmonijne echa okrutnie zagmatwanej historii XX wieku, który wciąż nie pozwala tak po prostu zamknąć za sobą drzwi. A może są to po prostu demony, które w mniejszym lub większym nasileniu pojawiają się zawsze, gdy Kościół angażuje się w politykę…

W latach 1973 – 79 Jorge Bergoglio był w Argentynie prowincjałem zakonu jezuitów. Niełatwy czas przypadł mu w udziale. W Ameryce Łacińskiej, a zwłaszcza w kręgach jezuickich rozkwitała teologia wyzwolenia, potępiona wkrótce oficjalnie przez Kościół katolicki. W 1976 roku w Argentynie doszła do władzy prawicowa junta wojskowa, która sprawowała krwawe rządy, zamykając w więzieniach, torturując i mordując nie tylko walczących z nią lewicowych partyzantów, ale także osoby podejrzane o lewicowe sympatie. Szacuje się, ze podczas ośmioletniego panowania junty mogło zginąć ok. 30 tys. osób.

W 2005 roku Bergoglio został oskarżony przez prawnika zajmującego się prawami człowieka o współpracę z juntą przy porwaniu jezuitów Orlanda Yoria i Francisca Jalicsa. Inne źródła zarzucają mu, że jako przełożony jezuitów nie zapobiegł śmierci dwóch duchownych: francuskiego księdza Gabriela Longueville oraz Carlosa de Dios Murasa. Mówi się także o tym, że obecny papież nie zajmował się sprawami zaginięć dzieci, które rodziły kobiety aresztowane przez armię i przetrzymane w więzieniach, choć prosiły o to niektóre rodziny, a on dzięki kontaktom z dyktaturą miał możliwości interwencji.

Gdy Bergoglio został wybrany papieżem, egzotyczna dla wielu sprawa lokalnych argentyńskich rozliczeń stała się światowym problemem. Nic dziwnego, że ludzie próbują mierzyć tę sytuację miarą żywych wciąż w pamięci dwudziestowiecznych totalitarnych reżimów albo obecnie istniejących zbrodniczych ustrojów. Są zresztą uniwersalne instrumenty oceny: prawa człowieka i oczywiście etyka chrześcijańska.

Na razie słyszy się tylko o oskarżeniach niepotwierdzonych dokumentami. Jest też oświadczenie, które wydał rzecznik Watykanu Federico Lombardi SJ, że kierowane pod adresem papieża Franciszka zarzuty są bezpodstawne, niewiarygodne i wynikają z antyklerykalizmu. Niestety, brak odwołania się do konkretnych faktów z jednoczesnym wskazaniem na czyhającego wroga przypomina niegdysiejsze dementi radzieckich władz, których zaprzeczenia kazały się domyślać, że jednak coś musi być na rzeczy.

I chyba było, skoro zaraz po oświadczeniu Lombardiego swoje oświadczenie wydał inny jezuita, mieszkający obecnie w Niemczech Jalics, który w Polsce jest znany jako autor popularnych „Rekolekcji kontemplatywnych”. Jalics opisuje krótko swoją historię. W 1974 roku za zgodą prowincjała zakonu, czyli Bergoglia, wraz ze swoim współbratem jezuitą podjął pracę duszpasterską w ubogiej dzielnicy Buenos Aires. Ci dwaj jezuici nie mieli związków z juntą ani z lewicowymi partyzantami, lecz wskutek podejrzeń trafił do więzienia, gdzie przebywał przez pięć miesięcy. Jalics i Yoria, podejrzewani o związki z teologią wyzwolenia, zostali też wówczas usunięci z zakonu jezuitów. W jakiś czas po uwolnieniu zaproponowano im powrót do zakonu, z czego Jalics skorzystał.

Jalics spotkał się ze swoim dawnym prowincjałem w 2000 roku. Rozmawiali o minionych wypadkach, odprawili razem mszę, a po niej uścisnęli się po przyjacielsku. O czym dokładnie rozmawiali, Jalics nie pisze. Stwierdza natomiast, że nie może zająć stanowiska w sprawie roli Bergoglia w tamtych zdarzeniach. Na koniec życzy papieżowi błogosławieństwa w jego posłudze.

 

Jalics pogodził się z biegiem spraw. Pięknie, mądrze i po chrześcijańsku, jak przystało na prawdziwego duchowego mistrza. Skrajnie przeciwnej postawy należy jednak spodziewać się ze strony badaczy, którzy już wyruszyli przeszukiwać argentyńskie archiwa, a na pewno spotkają się z życzliwym wsparciem argentyńskiego rządu, nieprzychylnego papieżowi Franciszkowi. Niewątpliwy urok osobisty nowego papieża może wówczas nie wystarczyć do utrzymania tak szybko zyskanej powszechnej sympatii. Wydaje się, że Franciszek będzie musiał przede wszystkim uporać się z własnym cieniem, który rzuciła na jego życie argentyńska „brudna wojna”, a co więcej, będzie musiał zdać z tego arcytrudnego zabiegu publiczną relację  – jeżeli on i kierowany przez niego Kościół ma być wiarygodny w kwestiach etycznych czy społecznych.

www.tezeusz.pl

Lubię to! Skomentuj14 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale