Zawsze byłem przeciwnikiem kary śmierci. Wynikało to z mojego głębokiego przekonania, że Boża zasada: „Nie zabijaj” obowiązuje każdego i zawsze.
Taka uniwersalna prawda.
Oczywiście nadal tak uważam, obrazy, takie jak książka S. Kinga „Zielona mila”, czy film „Życie za życie” z K. Spacey są, każdy w swoim wymiarze, dobrym wkładem w dyskusję na ten temat.
Dla mnie, obok godności człowieka, KAŻDEGO, najistotniejsze są obrona i dobro tej jednej niewinnej jednostki, która potencjalnie może zostać zabita, pomimo swej niewinności, a to zbyt duży koszt dla świata, za duża strata, na którą nas nie stać.
Także Jan Paweł II walcząc o szacunek dla każdego życia nie akceptował kary śmierci, której był, jako humanista, przeciwnikiem.
Obrazuje to np. analiza historii biblijnej, zaprezentowana w encyklice Evangelium vitae.
Po zabójstwie Abla jego brat morderca zostaje dożywotnio wyłączony ze wspólnoty ludzkiej i wygnany w miejsce odosobnienia, na pustynię.
Bóg odciska na Kainie piętno po to, aby nikt nie szukał na nim zemsty za śmierć Abla, jednocześnie przypomina mu samemu w ten sposób o jego straszliwym czynie. Niemniej zachowuje go przy życiu, miłosierdzie Boże jest większe od ludzkiego, bo nawet w Kainie Bóg dostrzegł godność ludzką.
W dyskusji, która się toczy na ten temat, widzę również zasadniczą niekonsekwencję zarówno w działaniach niektórych obrońców życia poczętego (nie licząc prawicowych polityków, którzy przyznają się do chrześcijaństwa), którzy nie mają problemu z nawoływaniem do wprowadzenia kary śmierci, z drugiej strony, zakaz stosowania kary śmierci w UE, której instytucje nie mają nic przeciwko zabijaniu ludzi nienarodzonych.
Karuzela szaleństwa




Komentarze
Pokaż komentarze (1)