W ciągu ostatnich, powiedzmy, pięciu lat, dzięki powierzchownemu oglądaniu reklam (także głupich w swej fabule) poznałem kilka niezłych hitów muzycznych, czy zespołów, które jakoś tam później, towarzyszyły mi w życiu; w podróżach, w domu.
Niektóre z nich przełożyły się nawet na zakup przeze mnie płyt danych twórców.
Ostatnio na tapecie mam „The Irrepressibles”, brytyjski projekt poznany dzięki reklamie Citroena Peugeota(paradox).
Genialne jest to, że aby poznać ten zespół, niemal do cna, wystarczy wejść na jego oficjalną stronę (bez konieczności zarzynania youtube’a), by poznać całą dyskografię.
Wiem, że o gustach trudno dyskutować (kogoś pasjonuje akcja tocząca się w Mistrzu Mejin, a innego, nie wiem, powiedzmy bzdet quasi-intelektualny Browna), ale to taki classic-pop, który akurat mi zasmakował, chociaż słucham muzyki z szerokiego wachlarza gatunków (także klasyki-klasyki, w swej sile, potędze, geniuszu).
Wiodącymi hitami na tej składance są: „In This Shirt”, „I’ll Maybe Let You”, „Nuclear Skies”, „Forget The Past”, no i mój faworyt „The Tide”.
Na youtube.com projekt oczywiście ma także swoją reprezentację w postaci kilku teledysków, niektóre dziwne, „The Tide” (choć w ostatnim czasie poprawiania stosunków polsko-rosyjskich dość adekwatny, kto wie, czy nie jest nawet pewna alegoria), inne kolorowe, dramatyczne, jak „In this Shirt”, czy utkane w atmosferze bohemy i inspirowanych fabułą z dr. Faustusa, filmami o wędrownych artystach, czy historiami z życia cyrku, "I'll Maybe Let You".
Melancholijne, patetyczne, intrygujące, niekiedy przejmujące.
I kto tu mi powie, że oglądanie reklam jest wyłącznie marnowaniem czasu?
No cóż, na pewno nie dla reklamożerców...




Komentarze
Pokaż komentarze (3)