Obejrzałem dziś wywiad z panem Jerzym Owsiakiem w TVP Info.
Człowiek z charyzmą, z błyskiem w oku; wie, że czyni dobro.
Tak właśnie jest.
Stąd, jak znaczna część Polaków, przekonany o sensie tego przedsięwzięcia, uczestniczę w finansowej części projektu. Nie jest to, dodam szybko niczym szczególnie wyjątkowym, jak zbywa, to się łatwo daje.
Zawsze szanowałem i podziwiałem tych, którzy nic nie mają, a i tak dają ostatnie grosze dla potrzebujących.
Wśród szaraków, bohaterów, są też niestety ci inni, pokraczne indywidua, hieny, które idą dalej, haniebnie daleko, poza polski horyzont słabostek i śmiesznostek.
Zacznę jednak od polskiej paranoi: “zastaw się, a pokaż się“.
Nieważne, że zebrano 37 milionów PLN na sprzęt do leczenia dzieci.
Najważniejszego jeszcze nie osiągnięto: nie został pobity rekord!
Oto najważniejsze zadanie na teraz, czy rekord padnie czy nie padnie, nawet jeśli naród padnie, media padną, rekord musi być. Czy będzie więcej niż rok temu? My, Polacy zarżniemy się, żeby było więcej, aby tylko ugrać rekord, zaskoczyć cały świat.
Ach, cóż to by było za rozczarowanie, gdyby Orkiestra nie zagrała w tym roku na rekord.
Kompletna katastrofa, rozczarowanie, klapa. Nie byłoby rekordu!
Co z tego, że coraz więcej osób uczestniczy w inicjatywie? W niedzielę 9 stycznia, o poranku było więcej młodych wolontariuszy na ulicy niż przechodniów...
Ale ta małostkowość polska jest w swym apogeum, choć wsteczna, to ostatecznie pozytywna zarazem, przynajmniej w tym jednym konkretnym przypadku.
Ta marchewka co dynda wesoło (pt. "rekord musi być"), wciąż łasi i motywuje do pobijania kolejnych milionowych sum, oznacza ona, nie mniej ni więcej, tylko więcej pieniędzy na sprzęt medyczny dla dzieciaków.
I to mnie cieszy.
Są jednak osoby, które przekraczają granicę dobrego smaku i np. robią sobie reklamę na sprawie, ile mogą, ile wlezie. I nie chodzi mi tu o polityków z czerwonymi serduszkami w klapach marynarek przychodzących do telewizyjnego studia, żeby kamera serduszko jego dobre uchwyciła, to nie jest w żadnym razie przekraczanie granicy cynizmu politycznego, ale kolejna małostkowa nutka i festyniarstwo. Do przełknięcia.
Nie, chodzi mi tu o poważniejszą kwestię.
Pewien były już, na szczęście, poseł, i mam nadzieję, że poseł ostatni raz, żeby się pokazać i zbić smętny kapitał polityczny, licytuje swój mandat poselski. Aberracja.
Dzięki temu zabiegowi marketingowemu, wątpliwemu etycznie, jest o nim, choć trochę, przy pewnym zastoju medialnym, głośniej. To straszne, że tonący w sondażach nawet takiej brzytwy się chwyta.
Chorych dzieci.
Na pewno ktoś tam się na ten niefortunny mandat połasi (na tę wyborczą, mam nadzieję, jak już napisałem, ostatni raz pomyłkę), i zostanie on zlicytowany, ale podłość, miałkość autora pomysłu, jest tak czytelna, że słabo się robi.
I ta podłość już nie jest polska, ale diabelska, dlatego wolę stokrotnie nasze małostkowe “pokaż się, a zastaw się”, niż cyniczne wykorzystywanie chorych dzieci.
Plugawe pieniądze.
Sprawę ratuje jeden fakt, pieniądz nie śmierdzi i nawet w beznadziejnej sytuacji, jaką jest ta przytoczona, może przyczynić się do pewnego dobra.
Oby…




Komentarze
Pokaż komentarze (2)