Tomasz M. Korczyński Tomasz M. Korczyński
880
BLOG

W “Wyborczej” tego nie uwidzisz

Tomasz M. Korczyński Tomasz M. Korczyński Kultura Obserwuj notkę 6

 

Na centralnej Drodze Krzyżowej w Warszawie tłumy. Nie było jeszcze takich w historii obchodów Wielkiego Piątku w moim mieście.

Pogoda dopisała, warszawiacy także.

Gęsty tłuuuuuuum, przez Senatorską rozlał się na cały Plac Teatralny i szedł, szedł do końca, doprawdy, przeżyłem wczoraj budujące świadectwo warszawiaków.

Gęsty orszak długi i szeroki szedł w nabożnej czci po Trakcie Królewskim. I modlił się!

Masa świadków widziana na raz może oszołomić.

W “Wyborczej” nie ma wpisu na ten temat, żadnej relacji, refleksji.

Czy to z niewiedzy, czy z oniemienia, czy z zażenowania, że jednak ktoś przyszedł z własnej woli czcić zmarłego Nazarejczyka, a może po prostu znaczna część towarzystwa wyjechała ze stolicy, do rodzinnych domów na Święta, nie wiem.

Przyznam, że gdybym reprezentował obecnie środowisko racjonalistów wszelkiej maści, ateistów walczących, libertynów, itepe, to bym zaczął pakować manatki ogłaszając klapę swego interesu. Jakoś nie idzie.

Jak to?, to do warszawiaków jeszcze nie dotarła wesoła nowina z Czerskiej?, nie ugruntowała się, nie zmieniła świadomości klasowej, miejskiej, wielkomiejskiej, metropolitalnej?

Cała praca na marne?

Salonik tak zatkało, że nie mając niczego do napisania, przez cały Boży dzień udostępniał na witrynce zabawny tekst o cudzie na skarpetkach w Anglii, chyba w Anglii, bo nie wczytywałem się…

Wisi ten badziew cały dzień, chyba, żeby przekaz dotarł do wszystkich, w co też wierzy całe to towarzystwo.

No, ale każdy może dziś wierzyć w co chce, jedni w cudowne skarpetki, inni w majtki, inni w Krzyż.

Tylko Gessler&Gessler, lody z bratem kręcili, imprezka jest, muzyczka wesoło w lokalu bzyka sobie, piwko i kiełbaska, ale tam też coś smutnawo było, pustkami to-to świeciło, a wszystko przez te fanatyki i tępogłowy, które miast ruszyć szturmem na tanzbudę, tylko pieśni wznosiły, co rusz przyklękały, w skupieniu i powadze tysiącami przechodziły w rozmodleniu, koniec świata, czas się zbierać z tego grajdołka polskiego, jakby powiedział klasyk z PO, "koniec z tym grajdołem", a tu brak posluchu. Tylko idą i idą, do tego się modlą!

Pewnie wierchuszka się tych tłumów nawet przestraszyła, nie wiadomo ki cziort przejmie zgromadzenie, a jak pójdą na Belweder? Lecz towarzystwo namiotowe też nie kwapilo się do przyłączenia, wolało zostać na straży postulatów, nie przerywając pracy organicznej, agitowało rozdając gazetki...

A poważnie zaś mówiąc, było naprawdę fantastycznie, przejmująco, religijnie, mistycznie.

Jestem dumny z mojego miasta i jego mieszkańców. Chyba jednak końca świata nie ma się co spodziewać, powszechnego upadku i degrengolady też chyba nie.

Warszawa rządzi, bez dwóch zdań.

Centroprawicowiec

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Kultura