Tomasz M. Korczyński Tomasz M. Korczyński
327
BLOG

Spiesząc na szabat

Tomasz M. Korczyński Tomasz M. Korczyński Kultura Obserwuj notkę 0
 
Niektórzy tracą czas na oglądanie debat politycznych, rozparcelowani na prezesa i resztę “wielkiej” sceny politycznej w Polsce. Inni chodzą na mecze polskiej kadry trampkarzy albo przeżywają je w domach przed telewizorami. Każdy może tracić cenny czas życia na swój własny sposób.
 
Ja tracę go leniwie, spacerując z Żoną po naszym mieście. A sporo teraz imprez kulturalnych. Warszawa Singera trwa!
 
W piątek uczestniczyliśmy w Shabat Shalom, czyli szabacie zorganizowanym przez panią Gołdę Tencer & Company w ramach VIII. Festiwalu Kultury Żydowskiej Warszawa Singera przy ulicy Próżnej. To było dla mnie ważne wydarzenie. Śpiewy, modlitwy, błogosławieństwo, czytanie Tory, a nawet kawały żydowskie, i ukazanie, podczas tego świątecznego wieczoru, istoty rzeczy, czyli faktu, że nasza polska kultura przenika się wzajemnie z żydowską, że polscy Żydzi to Polacy. Nasi przyjaciele. Zasiedliśmy wszyscy obok siebie, ze sobą przy stole, jedliśmy, piliśmy, rozmawialiśmy, okazując sobie wzajemny szacunek, chrześcijanie i Żydzi. Polacy, Izraelici...
 
Ot, normalna rodzina ludzka.
 
Pomimo przyjaznej i ciepłej atmosfery, co jakiś czas przypominała mi się ostatnia dewastacja w Jedwabnem, haniebny czyn jakiegoś fanatyka, bądź fanatyków. Bolesna sprawa. Media i komentatorzy mówią o incydencie. Zgadzam się. Incydent, który znowu zostanie wyolbrzymiony do granic możliwości. Znowu będzie mowa o polskim antysemityzmie. A przecież Polacy są narodem otwartym, nawet jeśli znajdzie się jakiś antysemita, to jest to tylko (i może aż) fanatyk, którego należy okryć zasłoną milczenia.
 
My, Polacy, jesteśmy też cierpliwi, nawet jeśli wciąż mówi się o nas i pisze ohydne rzeczy, które przedstawiają nas w negatywnym świetle. Może cierpliwi dlatego, że w znaczącym stopniu to przede wszystkim Polacy piszą o sobie samych te ohydne rzeczy. Taki narodowy masochizm.
 
Zjadłem koszernego śledzika, owoce, zignorowałem soczystego kurczaka (piątek), potem posiedziałem chwilę w sympatycznej knajpce, stylizowanej na karczmę żydowską. Odpocząłem po tygodniu pracy. I choć mój szabat zaczyna się w niedzielę, warto było uczestniczyć w tym piątkowym.
 
Potem był ciekawy koncert muzyki klezmerskiej, muzyczne dzieło “W nocy na starym rynku” autorstwa Franka Londona. Świetne! Prawdziwa uczta. Wizualizacje świetlne, wizualizacje multimedialne, profesjonalna oprawa muzyczna, rewelacyjni muzycy, ciekawa fabuła.
 
Na spektaklu-koncercie byli nawet kibice Legii… wprawdzie żerowali na uczestnikach widowiska prosząc ich o kasę na browar, no, ale nie wznosili przynajmniej rasistowskich haseł.
 
Sądzę, że dla artystów oraz organizatorów licznie przybyła na widowisko publiczność była wystarczającym czynnikiem satysfakcjonującym, a i zapewne wprowadzającym w zdumienie, pewnie nawet większe niż gorący aplauz i wyraźne zadowolenie oklaskujących ich widzów.
 
Warszawa zaczyna żyć nocą, o czym się przekonuję co rusz i przyznam, że bardzo mnie to cieszy.
 
Mieszkańcy Warszawy mają coraz więcej okazji, miejsc i możliwości na spędzanie czasu, jeśli tylko porównać tę nową dla mnie rzeczywistość z latami 90-tymi.
 
To już kolejny dzień spędzany przeze mnie w ramach Festiwalu Żydowskiego w stolicy. Przedwczoraj byłem w Składzie Butelek, a jeszcze mnie czekają dwa dni Festiwalu, czyli koncerty, wystawy, no i zwiedzanie miasta szlakiem Singera. Polecam. W końcu to nie tylko jeden z najlepszych pisarzy na świecie, nie tylko Żyd, czy Amerykanin, ale też Polak.

Centroprawicowiec

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura