Niemal 40 lat temu w Berlinie został wymyślony döner kebab. Przez imigranta tureckiego pochodzenia, pana Kadira Nurmana, dziś już na emeryturze mieszkańca Berlina.
We wrześniu 1972 roku ten gastarbeiter z Turcji wpadł na pomysł, żeby w okolicach ZOO berlińskiego sprzedawać mięso w chlebie plus dodatki (na początku były to sałata i sosy).
Zatem kebab nie jest turecki, ale niemiecki. Tak przynajmniej dowodzi “Berliner Morgenpost“.
W ciągu tych czterdziestu lat sporo się zmieniło.
W samych Niemczech jest około 16 tysięcy bud z kebabami, w Berlinie tysiąc, dziennie spożywa się 600 ton mięsa w tej formie, ponadto działa Stowarzyszenie Tureckich Producentów Donerów (ATDiD), co roku mają miejsce donerowe targi, można za darmo degustować liczne propozycje kulinarne w kręgu tego niemieckiego dobra kulturowego.
Wymyślono także automaty do donerów. Wrzucasz monetę i automat robi ci sam kebaba. Nie trzeba się przynajmniej martwić o nieumyte ręce kucharza.
Osobiście w Polsce unikam tego wątpliwego smakołyku (mięso do kebabów dowozi się z Berlina), ale nie mogę się powstrzymać od konsumpcji w Belgii, Holandii no i oczywiście w Niemczech, szczególnie w Berlinie (po Warszawie moim ulubionym mieście na świecie).
Są nie-do-podrobienia!




Komentarze
Pokaż komentarze (5)