Wróciłem właśnie z fantastycznego i kameralnego występu młodych utalentowanych muzyków z polskiej formacji “The Cuts” grających wczoraj w klubie "Sen pszczoły". Zagrali najlepsze kawałki ze swoich dwóch płyt, i dwa utwory z nowej płyty, która ma się ukazać w styczniu przyszłego roku.
Następny koncert w stolicy dopiero na wiosnę, ale już z nową płytą. Przed Warszawą czeka ich potężna trasa, trzydziestu koncertów po kraju.
Dźwięki elektroniczne jakie wydobywa klawiszowiec Tom Horn, to bajka i podróż w świat dzieciństwa “Atari”.
Rytmiczne basy i gitary Pana TT oraz głęboki wokal Przemka Zdunka to nawiązanie do najlepszych utworów z czasów Cold Wave, a nawet Dark Wave (londyńska Suspiria). U nas mówi się "elektro-rock".
Szkoda, że media ich blokują, stacje radiowe się nie wysilają, choć mają do dyspozycji kilka hitów, że publiczność kupuje najgorsze wykwity pop, a ignoruje utalentowanych muzyków, którym w Polsce rozwój działalności artystycznej jest utrudniany, a sukces okupiony potężnymi wydatkami i stałym zamartwianiem w odpowiadaniu sobie na pytanie: “co dalej?” i “jak żyć?”.
W końcu, zespół powstał niedawno, w 2006 roku, nagrał dwie płyty, niezłe, choć posiadające pewne braki, z perspektywą na trzecią, wkrótce... to już coś na polskiej scenie. Płyty wydane porządnie i w swej zawartości dopracowane, nie jest to poziom sieczki z Radia Zet & Co.
Tym bardziej, że nowe piosenki zapowiadają również bardzo dobrą płytę i zdecydowanie widać progres tria z Piły.
Warto zapamiętać tę nazwę. Mam nadzieję, że z koncertu na koncert coraz trudniej będzie się dopchnąć do lidera i porozmawiać z pozostałymi muzykami, pogratulować im udanego występu.
Na razie jestem zadowolony, że mogłem ich posłuchać na żywo i po koncercie porozmawiać. To skromne i pozytywne chłopaki z energią rokującą na dalszą karierę.
Duży pozytyw dla perfekcyjnego nagłośnienia!




Komentarze
Pokaż komentarze