W dzisiejszej swoje notce Daniel Pasent przypomina taka oto anegdotkę:
A jak było(z Kosciolem Katolickim - przyp. moj) w PRL? Dowcipnie pisze o tym prof. Jan Hartman: „Trudno sobie wyobrazić, by jakakolwiek organizacja niechętna komunistom (a Kościół z pewnością był takową), mogła tak w Polsce prosperować. Jak mawiał (po winku) ks. Tischner, ‘oni (Kościół) zawsze umieli się z nimi (komunistami) dogadać, bo jedni i drudzy, lubili wypić”.
http://passent.blog.polityka.pl/?p=635
I fakt – w zasadzie, to za PRL-u nie bylo zadnych ograniczen w prowadzeniu religijnego zycia. Chrzty, przyjecia, śluby kościelne, msze, procecje i inne uroczystosci i obrzadki, a takze udzial dzieci i mlodziezy w lekcjach religii mialy charakter masowy i byly naturalnym elementem polskiego krajobrazu.
Nie wiem czy sa takie badania, ale jezeli chodzi o represje komunistycznych wladz wobec „nieposlusznych“, dotykaly funkcjonariuszy KK w stopniu takim samym jak przedstawicieli innych zawodow, a wydaje mi sie, ze nawet mniejszym.
Zreszta potyczki na linii wladza-Kościół nie mialy wielkiego wplywu na zycie religijne Polakow - nawet internowanie kardynała Wyszyńskiego w latach 50’ rozgrywalo sie na najwyzszych szczeblach wladz, panstwowej i koscielnej, bez wplywu na zycie religijne Polakow.
Zamordowanie ks. Popieluszki, tez nie bylo elementem walki z religijnoscia Polakow, tylko bestialskim, krwawym rozprawieniem sie z aktywnym opozycjonista – w ogole wszystkie konflikty na linii Kościół-wladza rozgrywaly sie na tle politycznym, a nie religijnym.
Takze, jak czytam tu na S24 o represjach jakim katolicy ulegali za PRLu, to pusty smiech mnie ogarnia.
43
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (16)