Istnieje taka mozliwosc, ze nie-e. Co innego przegrac z Tuskiem, a co innego byc pokonanym przez nie-Tuska, a przeciez jasnym jest, ze pan LK nie pokona nawet z Bonifacego Glymzy z Zabitej Głuchej.
Przegrana LK z Tuskiem, etosowa inteligencja IV RP, w latwy i sprawdzony kilkakrotnie sposob, zamienilaby w sukces PiSu, sukces Lecha Kaczynskiego: „zwyciestwo moralne“, „wiekszosc chwilowo w mniejszosci“, „spisek polskojezycznych mediow i lemingow“, itd., itp., a sam Tusk przedstawiany bylby jako „dyktator“ kontrolujace calosc zycia polityczno-spolecznego w Polsce, swoisty capo di tutti capi zamieniajacy Polske w jedna wielka „peowska lodziarnie“.
...i na takim obrazie Polski, PiS jechalby do wyborow parlamentarnych. Co prawda zwyciestwa by mu to nie dalo, ale co najmniej zachowalby dzisiejszy stan parlamentarnego posiadania, a nawet moglby go troche powiekszyc.
Znaczy Tusk-prezydent bylby dla PiSu bardzo dobrą i skuteczną „kielbasą wyborczą“.
Natomiast przegrana LK z innym kandydatem, te sielanke psuje okrutnie. Znaczy: na upartego mozna grac w to samo, ze „Tusk steruje z tylnego siedzenia“, „polskojezyczne media“ itd., ale to juz nie ta siła rażenia, a wiec i skutek mizerniejszy, wiec mniej szabel w parlamencie, czyli dalsza marginalizacja.
Nie mowiac juz o tym, ze przegrana z kazdym innym kandydatem, to wstyd – jasnym sie stanie, ze Polakom nie chodzi o prezydenture Tuska, tylko o odsunięcie Lecha Kaczynskiego, a to usmaży znakamitą „kielbasę wyborczą“ dla PO.
Wiec lepiej dla PiSu, by Lech Kaczynski nie kandydowal. Tylko jak to zrobic? Same „przyczyny zdrowotne“, nawet jesli beda prawdziwe, nie wystarczą.
32
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (10)