Stężenie CO2 cały czas rośnie z powodu rosnącego zapotrzebowania na energię. Mają w tym udział również organizacje wojujących zielonych. Gdy rząd Gerharda Schrödera pod naciskiem zielonego koalicjanta podpisywał układ o zamykaniu w Niemczech elektrowni atomowych, krytycy tego posunięcia przypominali, że dzięki tym elektrowniom unika się emisji około 150 mln ton dwutlenku węgla rocznie. To mniej więcej tyle, ile emitują łącznie Łotwa, Litwa, Słowenia, Irlandia, Szwecja, Słowacja i Belgia. I tyle, ile emituje drugi co do wielkości kraj w UE, czyli Francja, która ok. 80. proc. energii czerpie z siłowni jądrowych. W latach 2008-12 statystyczny Niemiec wyemituje prawie trzy razy więcej dwutlenku węgla niż Francuz. Zielonych to nie przekonuje. Dalej walczą z atomem.
Aktywiści Greenpeace'u wybrali Bełchatów, bo - jak sami mówili - to "hańbiący symbol polityki energetycznej kraju". Bardziej hańbiące są jednak tysiące, setki tysięcy dymiących kominów małych kotłowni i pieców domowych, ale walka z nimi nie jest już tak spektakularna. Haniebnym symbolem jest także niedokończona inwestycja w Żarnowcu.
Tymczasem "Stop CO2" oznacza "Start dla energii atomowej". Nigdy w ciągu ostatnich dziesięcioleci nie budowano na świecie tylu reaktorów atomowych co dzisiaj. Polska decyzję o rozpoczęciu takiej inwestycji już podjęła. W najbliższych dniach ma być podpisana umowa o wspólnej (wraz z Litwą, Łotwą i Estonią) budowie dużej siłowni jądrowej w Ignalinie. Kiedy będziemy mieli swoje reaktory, możemy zacząć wygaszać kotły konwencjonalne. Najpierw jednak te skrajnie nieefektywne w piecach domowych i przyosiedlowych ciepłowniach. Bo to one są największym problemem ekologicznym Polski. Nie zaś odpylane, odsiarczane i w jakimś stopniu pozbawiane związków azotu spaliny w dużych elektrowniach węglowych. W tych ostatnich przynajmniej nie spala się odpadków.
Tomasz Rożek
PS. Tekst ukazał się w Gazecie Wyborczej 07.07.2007




Komentarze
Pokaż komentarze (26)