Informacja o niejawnej i niespodziewanej sprzedaży na trzy miesiące przed wyborami jednego z największych dzienników w Polsce "Rzeczpospolitej" panu Grzegorzowi Hajdarowiczowi kojarzonemu równoczesnie z KPN i WSI nie wywołuje u mnie żadnego zdziwienia.
Przecież to nie pierwsza tego typu transakcja. Historia PRL to historia „przejmowania” gazet, przedsiębiorstw i cudzych pomysłów: „Po prostu”, „Tygodnik Solidarność” i „gazieta”: wszystkie te tytuły zostały przejęte prawem kaduka. Potem mieliśmy historię „Życia Warszawy” i ogłoszeń, które chcieli przejąć chytrzy neostalinowcy. Podobny schemat dotyczy telewizji, gdzie wrogie przejęcie telewizji PULS nie ma z pojęciem rynku żadnego związku.
W tym roku mają odbyć się wybory. Przebieg ostatnich wyborów prezydenckich, gdzie nawet kratki na kartach wyborczych nie były takie same, a tysiące kart wyborczych z nazwiskiem Jarosława Kaczyńskiego znajdowane były na wysypiskach śmieci w wielu miejscach Polski świadczą o licznych nieprawidłowościach przy liczeniu głosów. Tyran Donald Tusk po zabraniu opozycji kasy i możliwości reklamy, kupieniu sędziów i posłów likwiduje resztki wolności mediów. Pozostał jeszcze internet i skromne środowisko niepokornych katolików z "Radia Maryja". Ale czy przekaz pokazujący prymitywne oszustwa i zwykłe przestępstwa platformy agenturalnej i jej przywódców za pomoca tych skromnych mediów wystarczą do tak druzgocącego zwycięstwa opozycji, aby władza nie zdecydowała się na uznanie kilku milionów głosów za nieważne, co ma w zwyczaju?
Przejęcie i zniszczenie największego dziennika opozycji ma sens wyłącznie polityczny. Ważne będzie, aby opozycja nie zdołała odbudować swojej struktury informacyjnej tuż przed wyborami. I nowy, ale mający długoletnie doswiadczenie z elementami antysocjalistycznymi Walery Namiotkiewicz to zagwarantuje - tak, jak "Po Prostu" przestało istnieć przy sprzeciwie czytelników, tak będzie i teraz. O ile udałoby się Prawu i Sprawiedliwości wygrać wybory, to zostanie pozbawiona dziennika "rzadowego" poprzez jego sprywatyzowanie i nowopowstały rząd bedzie miał przeciwko sobie zarówno uwłaszczoną nomenklaturę z mediów walterowskich jak TVN czy Polsat, jak i niechętne neostalinowskie towarzystwo Gaziety, czyli pozostanie bez żadnych środków masowego przekazu.
Nie wiem kim jest Grzegorz Hajdarowicz, ale wiem co robią jego znajomi. Paweł Sabuda i Maciej Gawlikowski to agentofile agenta SB TW „Lecha” Leszka Moczulskiego tworzący portal informacyjny, walczący głównie z historykami i z IPN, prezentujący alternatywny model historii, w którym ktoś, kto był konfidentem SB, jest bohaterem. Agentofile uważają, że SB fałszowała akta, aby skompromitować „prawdziwych opozycjonistów” takich jak m.in. Leszek Moczulski (TW Lech) czy Andrzej Szomański (TW Historyk). Alternatywne historie uwiarygadniane są książkami i filmami finansowanymi, jak twierdzą, "z własnej kieszeni". Jednocześnie tworzy się wrażenie, jakoby właśnie Maciej Gawlikowski "ścigał bezpiekę" za każdym razem jednak okazuje się, że nie są to donosiciele odgrywający jakąkolwiek rolę w KPN, tylko "jawni współpracownicy" wsród dziennikarzy lub oficerowie służb mniej wiecej do poziomu oficera prowadzącego, czyli tzw. "krawężniki". Niezorientowanym polecam moje menu konfidentów w przypisach i rozważenie, dlaczego agentofile nie zajmują się tą śmietanką wśród donosicieli i dlaczego przez tyle lat nie potrafili ustalić, że "Jerzy Wiatr" broniący "szeregowych ubeków" to właśnie konfident SB Leszek Moczulski. Jeżeli rzeczywiście mieliby oni bronic prawdy historycznej to dlaczego pozwalają wieloletniemu asystentowi agenta SB Moczulskiego Krzysztofowi Królowi na opowiadanie bajek na temat jego współpracy ze mną, "Uczniem Polskim" i Federacją Młodziezy Szkolnej? Szczególnie ohydne jest przyjmowanie czy raczej przejmowanie zmarłych przez tę grupę jak np. Emila Barchańskiego. Co agentofile prowokatorów z SB w KPN jak Maciej Gawlikowski mają wspólnego z Emilem Barchańskim? NIC. Do tej pory tylko rosyjska KPZR przyjmowała do swoich szeregów pośmiertnie, ale środowisko agentofila Macieja Gawlikowskiego i Krzysztofa Króla zwyczaj ten wprowadziło do realiów PRLbis. Twierdzą, że głosują niezależnie, ale nie słyszałem z ich strony ani jednego złego słowa o PO. Ich informatorzy i ikony portalu to agent SB TW Lech Leszek Moczulski i jego wieloletni asystent i komunistyczny Nikodem Dyzma Krzysztof Król werbalnie popierający PO, a towarzysko SLD w imieniu Prezydenta RP rozdający ordery osobom negatywnie zweryfikowanym przez IPN w imię korygowania "błędów IPN".
Oni sami często wystepują jako "opozycjoniści" w Gazietie, z reguły w artykułach wskazujących na konieczność zgody społecznej, jak np. wymierzonych w demonstracje dekomunizacyjne przed domem kata "Solidarności" gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Przyjażnie nastawieni do neostalinowców, czasem w ubraniach łudzaco przypominających styl chałaciarza chętnie demaskują wszelkie przejawy antysemityzmu.
Wszyscy trzej zaczeli działalność opozycyjną po roku 1985, co bardziej złośliwi wskazują na rok 1989, w organizacji młodzieżowej Konfederacji Polski Niepodległej. W czasie, kiedy umierał Jacek Żaba wszyscy trzej znajdowali się w Krakowie. Nie jest dla mnie całkowicie jasne, dlaczego nie udzielili mu pomocy.
O wielkich świętach i wielkich sukcesach: http://tomasz.sokolewicz.salon24.pl/320486,swieto-trybuny-ludu
Grecja, czyli upadek Unii Europejskiej: http://tomasz.sokolewicz.salon24.pl/320052,grecka-tragedia-z-twarza-tuska


Komentarze
Pokaż komentarze (23)