20 lipca 1944 roku chcący zakończenia wojny oficerowie niemieccy próbowali zabić Adolfa Hitlera. Już latem 1938 roku szef sztabu Wehrmachtu gen. Ludwig Beck miał zamiar odsunąć Hitlera od władzy. Zgoda brytyjskiego premiera Chamberlaina wykorzystana przez propagandę do kształtowania wizerunku wodza jako wielkiego, europejskiego polityka, pokojowo realizującego swoje cele odebrała zamachowcom poparcie społeczeństwa i opóźniła wielki zamach o 6 lat. Henning von Tresckow i Carl Friedrich Goederer wykonali w 1942 i 1943 dwie nieudane próby zastopowania szaleńca za pomocą bomb z zapalnikami czasowymi. Sam wielki zamach z 20 lipca 1944 nie powiódł się.
W dzień poprzedzający rocznicę zamachu na Adolfa Hitlera niemiecka dyplomacja przeprowadziła udany zamach na rosyjskiego dyktatora Władimira Putina polegający na publicznym odwołaniu rzekomo już przyznanej nagrody jedności Niemiec o nazwie „Quadriga“. Zamach na Putina został przeprowadzony przez Angelę Merkel tak, że cały świat usłyszał o braku poszanowania praw człowieka w Rosji, za co odpowiedzialność ponosi Władimir Putin. Jednocześnie Niemcy grzecznie acz stanowczo odmówiły rosyjskiemu żądaniu zniesienia wiz miedzy Rosją a Europą. Rosji został też przekazany postulat, aby wybory były bardziej transparentne. To zachowanie Angeli Merkel zasługuje na najwyższy szacunek.
Zamachy jednak wykonywane są nie tylko na tyranów. Rządzącą od kwietnia 2010 w wyniku Katynia2 nieformalna koalicja „sieroty po prlu” buduje w raczej asportowej Polsce olbrzymie i kosztowne stadiony, które kiedyś trzeba będzie utrzymywać. Polacy nie umieją grać w piłkę nożną, która im kojarzy się raczej z mafijnymi pralkami i nieformalnymi formami hazardu, niż ze sportem, co przyznają nawet najwięksi fani kopania piłki. Szanse wygrania chociaż jednego meczu nie są duże. Po co więc gigantyczne stadiony budowane przez zwycięzców przetargów głownie z Niemiec?
Rząd Donalda Tuska nie planuje rozwoju elektrowni gazowych w kraju, w którym odkryto gigantyczne jego złoża. O alarmujacych wskażnikach gospodarczych, deportacjach młodzieży, przywłaszczeniu emerytur i zupełnym braku dyplomacji (awanturach za granicą) nie wspominając.
Tak więc jeszcze raz moje „Danke schoen, Angela”, bo nasz rząd jest na urlopie. Szkoda tylko, że jest to urlop pełnopłatny.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)