Wieczorem, gdy sumienie mi mówi, że już mogę nakładam kapcie i ze szklanką zimnej herbaty z cytrynką klikam na stronę główną salonu 24.
Zegar gdzieś przy kominku wybija północ. Atmosfera staje się upiorna: albo wyskakuje dziadek-psychol i babcia Żydówka jednego z czołowych publicystów krakowskiej szkoły dziennikarskiej i oskarżycielsko wskazują na mnie palcem jako na ideowego współpracownika Josepha Goebelsa, który nie czyta gazietowych autorów walczących nieustannie z faszyzmem, albo ten sam autor, informuje wszystkich, że już wyszedł na prostą zostając niepodległościowym socjalistą przepełnionym zdrowym duchem pesymizmu i ironii zauważył Ryszarda Cabę i Smoleńsk i poczuł zapach krwi.
Po wybiciu pierwszego z dwunastu dźwięków zegara sygnalizującego wybicie północy myślę o moim bohaterze z dzieciństwa - pozbawionym zębów handlarzu złotem, który na widok fałszywej monety wypowiadał zdanie: „opamiętaj się człowieku, nie mam zębów od pół wieku” oznaczające odmowę sprawdzania monety, wyglądającej na ewidentnie fałszywą wywołując huraganowy śmiech znającej tę stałą puentę dzieciarni.
Jeśli moneta jest ewidentnie fałszywa, wyprodukowana gdzieś w mennicy MSW PRL nie ma najmniejszego sensu łamać sobie na niej zębów. Już „Obywatel a Służba Bezpieczeństwa” uczył, że z profesjonalistami nie należy rozmawiać, bo oni potrafią tak, od rzemyczka do koniczka a potem już się nie wyplączesz – nieważne czy byłeś „tylko” szpiclem, czy jako "cały" rezydent jak Lesław Maleszka czy Andrzej Szomański prowadziłeś agenturę dla mamy bezpieki i taty KGB – do końca życia będziesz należeć do nieomal milionowego klubu konfidentów. Mieczysław Rakowski jeden z szefów propagandowej szmaty KC PZPR o nazwie „Polityka” napisał w grudniu 1982 podobny artykuł o wiele mówiącym tytule: „Krew jako olej historii” udowadniający, że w innych krajach ginie więcej ludzi, niż w Polsce stanu wojennego generała Jaruzelskiego, a jego kolega z tego samego prestiżowego tygodnika Daniel Passent często żartował z przeciwników politycznych równocześnie informując, że „jest po stronie poszkodowanych”.
Wampiry czują krew – to prawda powszechnie znana, ale nie mam się czego obawiać, bo tuskowy krwiopijca o własnych siłach i tak nigdzie nie lata, a tuż koło mnie na warszawskim Żoliborzu mieszka pewien powszechnie znany łowca wampirów, co to już niejedno skrzydełko połamał i z niejednej szczęki wyjął ząbeczki przyssawkowe.
Zapach potu i starań dziennikarza z Krakowa odgrzewającego stare kotlety o Olofie Palme i płonącym Londynie mające relatywizować rzeczywistość posmoleńską i legitymizować marną władzę, która jednymi dzwiami uwalnia z odpowiedzialności sądowej polskich stalinów na czele z Jaruzelskim, by drugimi drzwiami wprowadzać na salę sądową dobrze znane nam nazwiska przywódców opozycji na III Proces KPN to za mało, abyśmy otaczającą nas rzeczywistość zaczeli nagle postrzegać jak Disneyland. Także i kolejnemu, radioaktywnemu króliczkowi z "czerwonej planety", bardziej wyglądajacego na najeżcę ze "space invaders", nawet jeśli nieco pachnącemu grzybem i pleśnią krakowskiej ulicy będzie nas trudno przekonać do autentyczności świeżo zmienionej narracji z chałaciarzy i getta na Katyń2...
Wybija już dwunasty raz północ – pora spać. Jutro katyńska miesiecznica...
Ważne: Poszukiwani


Komentarze
Pokaż komentarze