TomaszDamian TomaszDamian
55
BLOG

Dzień Judaizmu bez cienia Trzeciej Świątyni

TomaszDamian TomaszDamian Społeczeństwo Obserwuj notkę 1
Czy faktycznie budowa Trzeciej Świątyni i jej ewentualne funkcjonowanie, jest zupełnie obojętne dla katolickiej teologii, że nie wspomina się o tym w momencie zdawałoby się wręcz uprzywilejowanym do podjęcia dyskusji o tak istotnym projekcie? Kiedy ok. 317 roku p.n.Ch. (post natum Christi) próbę jej odbudowy podjął cesarz Julian Apostata, nie było wątpliwości, że chodziło to działanie skierowane przeciw chrześcijanom i ich przekonaniu, że to oni są Nowym Izraelem i spadkobiercami obietnic mesjańskich
Za nami XXIX Dzień Judaizmu. Obserwowaniu obchodów towarzyszyło przekonanie, że wydarzenia nie wyszły poza bezpieczne sformułowania, iż „celem obchodów jest budowanie wzajemnego zrozumienia”, a „ten dzień jest po to, aby zasiać więcej nadziei, także w relacjach między chrześcijanami i Żydami” . Dorzucić można jeszcze młode pokolenie, któremu trzeba przekazać „pamięć i odpowiedzialność” .
Szereg środowisk „konserwatywnych” w Kościele (przy całej umowności tego pojęcia) niejako z gruntu krytykuje samo istnienie Dnia Judaizmu w kalendarium Kościoła w Polsce, wytykając już nie tylko wspomniany dydaktyzm i okrągłe, rzucane do mediów, dialogiczne sformułowania, pasujące do szeregu innych wydarzeń, ale też sam sens takich obchodów. Wśród argumentów jest przede wszystkim wskazywanie na „mit starszych braci w wierze”, bo przecież współczesny rabiniczny judaizm jest bardzo odległy od katolicyzmu.
Taka postawa umożliwia jednak pokazywanie krytyków jako zamkniętych na rzeczywistość dialogu oszołomów, wrogich dialogowi i wzajemnemu poznawaniu się oraz zaprzeczających, tak naprawdę, istocie chrześcijaństwa. W konsekwencji, trochę na własne życzenie, gubi się okazja do postawienia w sposób poważny zagadnień, które od razu zdjęłyby z wydarzenia odium nudnawego dydaktyzmu. W dostępnych o nim materiałach nie sposób znaleźć bowiem jakakolwiek wzmiankę o fundamentalnym dla współczesnego judaizmu, obecnie już jego zdecydowanej większości, projekcie budowy Trzeciej Świątyni. Pierwszą zburzył Nabuchodonozor, drugą Tytus, o budowie trzeciej myśli już nie tylko judaizm, ale też amerykańscy chrześcijańscy syjoniści, najwierniejsi sojusznicy judaizmu i Izraela. W 2025 r. m.in. Pete Hegseth, aktualnie Sekretarz Obrony USA, mówił w Jerozolimie w czasie jednego z wystąpień o cudzie odbudowy Trzeciej Świątyni. Wprawdzie nie wie on, „jak to się stanie, słuchacze nie wiedzą, jak to się stanie, ale to się może stać” (I don’t know how it would happen You don’t know how it would happen but I know that it could happen) . Od lat działa w Jerozolimie Instytut Świątynny, niemal wszystko jest gotowe, aby budowa ruszyła. Trzeba jeszcze tylko zburzyć meczety na Górze Świątynnej i poradzić sobie z reakcją świata islamu.
Czy faktycznie budowa Trzeciej Świątyni i jej ewentualne funkcjonowanie, jest zupełnie obojętne dla katolickiej teologii, że nie wspomina się o tym w momencie zdawałoby się wręcz uprzywilejowanym do podjęcia dyskusji o tak istotnym projekcie? Kiedy ok. 317 roku p.n.Ch. (post natum Christi) próbę jej odbudowy podjął cesarz Julian Apostata, nie było wątpliwości, że chodziło to działanie skierowane przeciw chrześcijanom i ich przekonaniu, że to oni są Nowym Izraelem i spadkobiercami obietnic mesjańskich, nie zaś żydzi, którzy w większości nie uznali w Jezusie Mesjasza. Patrząc na ruiny zburzonej przez Rzymian Drugiej Świątyni, chrześcijanie byli przekonani, że są świadkami spełnienia ewangelicznych obietnic. Odbudowując Świątynię, cesarz chciał pokazać fałsz chrześcijaństwa i kłamstwo Ewangelii. Końcowy efekt znamy, na łożu śmierci Apostata zakrzyknął: „Galilaee vicisti!”
Czyżby po 1700 latach, na gruncie katolickiej teologii, kwestia istnienia Świątyni i sprawowania w nim kultu, przestała mieć znaczenie? Jeśli tak, dobrze byłoby usłyszeć argumenty. Jeśli teologiczne dylematy pozostały, dobrze byłoby je przywołać ponownie. Przeciwnicy takiej postawy mogą wprawdzie powiedzieć, że to problem wewnątrzkatolicki, nienadający się do dyskutowania ze stroną żydowską. Oczywiście tak, ale wypływają z niego pytania, które pod adresem drugiej strony w ogóle nie padły: Czym dla judaizmu jest odbudowa Świątyni i czy przez jej pryzmat patrzy on na chrześcijaństwo i chrześcijan w Izraelu; czy po jej zbudowaniu państwo to jeszcze bardziej stanie się swoistym konglomeratem władzy politycznej i religijnej, co już teraz odczuwają chrześcijanie w Ziemi Świętej; czy wyraźne prześladowania chrześcijan, a przypadku armii wręcz morderstwa, są konsekwencją coraz bardziej radykalnej postawy rabinicznego judaizmu?
Szczery dialog tylko wokół zaproponowanych tematów przyniósłby szerokie zainteresowanie Dniem Judaizm. Z pewnością duże grono świeckich tylko pobieżnie, siłą rzeczy, obserwujących historyczne i teologiczne dyskusje, śledziłoby wówczas wypowiedzi uczestników. Swoją drogą strona katolicka mogłaby zaproponować podpisanie na zakończenie Dnia Judaizmu wspólnego apelu o ukaranie żołnierzy strzelających do bezbronnych cywili, w tym matki i córki, przed jedynym chrześcijańskim kościołem w Strefie Gazy. We wspólnej odezwie dobrze jeszcze będzie zwrócić uwagę na szykany, jakich od ludności żydowskiej, co najmniej za przyzwoleniem władz, doświadczają mieszkańcy arabskiej, ale całkowicie chrześcijańskiej wioski Taybeh na Zachodnim Brzegu. Na moralne zadośćuczynienie „czeka” też śp. polski wolontariusz jadący z humanitarną pomocą do Gazy.
Dopiero wówczas Dzień Judaizmu stanie się wydarzeniem autentycznym, nieomijającym tematów trudnych, ale przecież tak bardzo widocznych Być może spełni się wówczas pragnienie ks. kard. Grzegorza Rysia, aby było to nie tylko jeden dzień spotkania. Potrzeba do tego przede wszystkim dwóch rzeczy: własnej katolickiej odwagi do podejmowania zagadnień drażliwych oraz gotowości drugiej strony do prawdziwego dialogu. Dopóki go nie podejmiemy, trudno mówić, że zabraknie partnerów, choć dotychczasowe doświadczenia pokazują, że podejmowanie tematów trudnych spotyka się z zarzutem antysemityzmu. Ale nie traćmy nadziei.
Za rok przypadnie „okrągły” XXX Dzień Judaizmu w Kościele polskim. Katolicy świeccy mogliby jednogłośnie w formie apelu, listu otwartego, czy jeszcze w inny sposób, zaproponować katalog tematów do poruszenia na jubileuszowym wydarzeniu. Ze zrozumiałych względów nie zainicjują tego duchowni, pozostaje Lud Boży. Okres powakacyjny byłby dobrym momentem, aby Komitetowi Konferencji Episkopatu Polski ds. Dialogu z Judaizmem przedstawić katalog tematów do poruszenia na corocznym wydarzeniu. Najlepiej z doprecyzowanymi tematami i prelegentami. Wszystko na najwyższym merytorycznym poziomie jako odpowiedzialny głos polskich świeckich.
Na razie można odnieść wrażenie, że dobre samopoczucie po kolejnym Dniu Judaizmu trwa m.in. kosztem prześladowanych, a nawet zabijanych, w Ziemi Świętej chrześcijan, którzy są daleko i łatwo o nich milczeć.

Alina - polonistka, poetka, recenzentka literatury,  Tomasz - historyk, publicysta,  Katolicy

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo