TomaszDamian TomaszDamian
68
BLOG

Narodziny katolickiego syjonizmu?

TomaszDamian TomaszDamian Społeczeństwo Obserwuj notkę 1
Czy na naszych oczach w Kościele polskim rodzi się katolicki syjonizm? Taka myśl nasuwa się po lekturze Listu Konferencji Episkopatu Polski z okazji 40. rocznicy wizyty Jana Pawła II w Rzymskiej Synagodze Większej. Nawet jeśli obecnie postawienie tezy jest przedwczesne, to wyrażone w Liście poglądy tworzą ku temu solidny grunt. Rozwój teologicznych nurtów, powiązanych jeszcze ze zjawiskami społecznymi i politycznymi, trwa długo, wykraczając poza perspektywę jednego czy dwóch pokoleń. Tak było z syjonizmem protestanckim. Jednostkowe wydarzenia mogą umknąć uwadze. Dopiero w perspektywie „długiego trwania” (w oryg. longue durée) dostrzec można ich rzeczywiste znaczenie.


Z tego powodu warto przeanalizować List KEP, jako zapowiedź zjawisk dotychczas obcych polskiemu katolicyzmowi, nie tylko zresztą jemu. Najpierw, choćby w skrócie, opisać przyjdzie przywołane pojęcie „chrześcijańskiego (protestanckiego) syjonizmu”.

Otóż na gruncie anglikanizmu, funkcjonującego w opozycji do katolicyzmu, zwrot ku Staremu Testamentowi zaowocował dostrzeżeniem szczególnego wybraństwa ludu Starego Przymierza. Jednak sprzeciw wobec przyjęcia prawdy, że nowym ludem wybranym jest trwający od Pięćdziesiątnicy Kościół Katolicki, doprowadził do stopniowego uznania, że Izrael wyznający judaizm pozostaje nadal ludem wybranym. Nie chodzi jednak o judaizm Izraelitów, którzy przyjęli Jezusa jako Mesjasza przepowiadanego przez Mojżesza i Proroków, bo to prowadziłoby do uznania, że lud nowego przymierza zgromadzony jest w Kościele Katolickim, ale o judaizm rabiniczny, wywodzący się z nurtów faryzejskich, nastawionych krytycznie i wrogo do rodzącego się chrześcijaństwa. Kształtowany po wojnie żydowskiej z lat 70-71 p.n.Ch.; zniszczeniu Drugiej Świątyni i tragicznym dla ówczesnego Izraela, a mało znanym, powstaniu Bar-Kochby (132-134 p.n.Ch.). Ten judaizm konsekwentnie zaprzecza, że Jezus narodzony z Marii, żony Józefa z rodu Dawida, był Mesjaszem. Lud wyznający taki judaizm, obecnie naród izraelski, stał się przedmiotem swoistej admiracji chrześcijańskich (protestanckich) syjonistów, wierzących, że boże wybraństwo Izraela trwa nadal, a wspieranie obecnego Izraela zapewni szczęście i boże błogosławieństwo także im („Będę błogosławił tym, którzy ciebie błogosławić będą, a tym, którzy tobie będą złorzeczyli, i Ja będę złorzeczył. Przez ciebie będą otrzymywały błogosławieństwo ludy całej ziemi”, Rdz. 12,3).

Na tle przedstawionych poglądów warto uważnie przeczytać przywołany List KEP, bowiem są w nim wątki, które mogą być podstawą do rozwoju doktryny (herezji?) syjonizmu katolickiego. Po pierwsze autorzy Listu zupełnie ignorują przełom, jaki dokonał się w judaizmie, w związku z narodzinami Jezusa, jego nauczaniem a następnie odrzuceniem Jezusa jako Mesjasza przez większość współczesnych mu Izraelitów. To, że Jezus został uznany za Mesjasza tylko przez tzw. Resztę, a odrzucony przez wiodące wówczas żydowskie stronnictwa i ogół ludu, w ogóle nie zostało w Liście uwzględnione. Po drugie, w tekście wprost postawiony został pogląd, że Bóg nie odwołał Pierwszego Przymierza, a w konsekwencji naród Izraela (już nie lud!) jest nadal narodem wybranym (przywołany w przypisie passus KKK ma jednak nieco inną treść). Twórcy Listu ignorują przy tym obecne w teologii katolickiej stanowisko, że choć prawdziwe jest twierdzenie, że Bóg faktycznie Pierwszego Przymierza nie odwołał, to jednak ono wygasło, czy to na skutek niewierności Izraela, czy to na skutek wypełnienia misji przez Jezusa Chrystusa.

Zaprezentowane w Liście poglądy okazują się więc bliźniaczo podobne do formuł wygłaszanych w USA czy w Izraelu przez chrześcijańskich syjonistów, przy aprobacie większości przedstawicieli współczesnego judaizmu a także świeckich środowisk izraelskich. Percepcja poglądów zbieżnych z chrześcijańskim syjonizmem w katolickim nauczaniu grozi więc tym, że również skutki obu postaw będą do siebie zbliżone.

Pierwszą widoczną konsekwencją przyjętych poglądów jest milczenie, a co najmniej wstrzemięźliwość, wobec losu katolików i, szerzej, chrześcijan w Ziemi Świętej. Zaraz po ataku Hamasu na Izrael 7 października 2025 r. przewodniczący KEP abp Stanisław Gądecki i przewodniczący Komitetu KEP ds. Dialogu z Judaizmem kard. Grzegorz Ryś wraz z całym Kościołem w Polsce wyrazili „ból i głęboką solidarność z narodem Izraela, zaatakowanym w nieludzki i bezwzględny sposób przez Hamas”. Po zamordowaniu przez izraelskiego snajpera matki i biegnącej jej z pomocą córki przed jedynym katolickim kościołem w Gazie, równie mocnych słów solidarności z zabijanymi palestyńskimi katolikami oraz potępienia sprawców zabrakło. Także w czasie obchodzonego corocznie Dnia Judaizmu w Kościele polskim nie sposób dopatrzeć się wezwania do poszanowania praw katolików i innych chrześcijan przez władze Izraela, które nieformalnie akceptują bezwzględne traktowanie ludności palestyńskiej, nie tylko chrześcijańskiej, przez tzw. żydowskich osadników.

Kolejny skutek proponowanej postawy to spore zamieszanie już nie tylko na gruncie teologii, związane z formułowaniem tezy o dwóch drogach zbawienia: jednej dla chrześcijan, drugiej dla członków narodu Izraelskiego (koncepcja zbawienia etnicznego?), ale także w sferze polityki. Skoro bowiem już nie lud (pojęcie odwołujące się do tradycji starotestamentalnej), ale naród Izraela jest przedmiotem wybrania, idąc przy tym do zbawienia odrębną od chrześcijaństwa drogą, to jakże mu zabronić realizacji jego powołania? Jeśli więc dąży on do (od)budowy Wielkiego Izraela od Synaju aż po wielką rzekę Eufrat, nie sposób nie akceptować tego planu. Wielki Izrael obejmuje z grubsza ziemie Izraela dzisiejszego, razem ze Strefą Gazy i Zachodnim Brzegiem, do tego Liban, Jordania, a przynajmniej jej większa część, spory kawałek Syrii, Iraku, Kuwejtu, a nawet fragment Arabii Saudyjskiej, Egiptu oraz Turcji. Z wypowiedzi Mike’a Hukabee, ambasadora USA w Izraelu, wynika, że dla amerykańskich syjonistów to nawet realna wizja. Zatem w trwającym permanentnie sporze między państwem żydowskim a sąsiadami zwolennicy niezmiennie trwającego wybraństwa narodu Izraela powinni opowiedzieć się za tym pierwszym. Syjoniści protestanccy nie mają z tym problemu. W przypadku katolickich zwolenników tezy o niezmiennym wybraniu na szczęcie tak radykalnych postaw jeszcze nie ma.

Podobne wątpliwości dotyczą izraelskiego projektu budowy Trzeciej Świątyni. Czy katoliccy zwolennicy trwania Pierwszego Przymierza zaakceptują zburzenie meczetów na Wzgórzu Świątynnym? A w potencjalnym konflikcie z muzułmanami opowiedzą się za „narodem wybranym”? Logika wybrania nakazuje takie postępowanie i nie ma wątpliwości, że tak uczynią protestanccy syjoniści.

Odczytany w V Niedzielę Wielkiego Postu List KEP obrazuje więc nowe zjawisko, które przez analogię można nazywać „syjonizmem katolickim”, a czy faktycznie tak się stanie i czy będzie to nurt analogiczny do syjonizmu protestanckiego wraz z jego skutkami, przekona się zapewne następne pokolenie. Chyba że zdarzenia potoczą się nadzwyczaj szybko.


Alina - polonistka, poetka, recenzentka literatury,  Tomasz - historyk, publicysta,  Katolicy

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo