Remediacja (?) tego czegoś kosztowała dziesiątki milionów złotych. Publicznej kasy. Naszych pieniędzy. Wyrzucone w błoto, moim zdaniem (a trochę się na tym znam). Hasło remediacji Stawu Kalina, do którego przez dziesięciolecia spływał toksyczny syf z Zakładów Chemicznych Hajduki w sąsiednim Chorzowie (produkowano tam oprócz farb i lakierów także składniki broni chemicznej), był ulubionym hasłem wyborczym dwóch ostatnich prezydentów Świętochłowic - Kostempskiego i Begera. Ciemny lud to kupił.
Teraz będzie trochę naukowo i chemicznie
Za stawem jest hałda. Hałda Kalina. Też spadek po Zakładach Chemicznych Hajduki. Widać ją u góry zdjęcia. Na pierwszy rzut oka wygląda jak zalesiony pagórek. To jednak tylko złudzenie.
W środku kryją się przede wszystkim szlamy wapienne pochodzące z procesu kaustyfikacji sody, silnie zanieczyszczone fenolami. Zwałowisko zawiera również odpady smoliste, osady z przyzakładowej oczyszczalni ścieków, żużle oraz pochodne przerobu węgla i benzolu.
Brak membran i systemów drenażowych powodował, że opady atmosferyczne wypłukiwały toksyny (przede wszystkim dobrze rozpuszczalne w wodzie fenole i metale ciężkie), tworząc silnie trujące cieki. Przedostają się do wód gruntowych i grawitacyjnie spływają do sąsiadującego z hałdą stawu Kalina (tego po remediacji, mimo wykonanej zapory, jednak zbyt płytkiej !!!), doprowadzając do całkowitej degradacji biologicznej okolicznych gleb. Też ładnie pachnie fenolem i innymi „aromatami”.
Ale Beger, obecny prezydent ma plan. Władze Świętochłowic podpisały umowę (na blisko 26 mln zł) z firmą REMEA na bezpośrednią remediację hałdy. Metoda, którą hałda ma przestać truć mieszkańców okolicznych domów jest godna Nagrody Nobla.
Toksyczne związki zostaną rozłożone przez mikroorganizmy i enzymy (jak proszek "E" lub Persil). Będą te tysiące ton chemikaliów rozkładać przez 2,5 roku.A potem Świętochłowice zmienią nazwę na „Świony Zdrój”, powstaną sanatoria i prewentoria na podtrutych mieszkańców. Tak będzie czysto i pachnąco.
Na miejscu dawnej toksycznej hałdy przy Stawie Kalina powstanie nowoczesny park rekreacyjny z wieżą widokową i ścieżką edukacyjną. Z wieżą widokową!!!

Technologiczna abstrakcja
Z inżynieryjnego, geologicznego i mikrobiologicznego punktu widzenia termin 30 miesięcy (z czego zaledwie 24 miesiące na właściwe procesy biologiczne in situ) zaplanowany na neutralizację Hałdy Kalina jest skrajnie optymistyczny i obarczony krytycznym ryzykiem opóźnień.
O ile mechanizmy biochemiczne (te bakterie i enzymy „zjadające” toksyny) są doskonale przebadane i skuteczne w warunkach laboratoryjnych lub na jednorodnych, ex-sitowych poletkach (gdzie ziemia jest wstępnie zmielona i idealnie napowietrzona), o tyle zderzenie tej technologii z fizyczną rzeczywistością stuletniego zwałowiska przemysłowego rodzi potężne problemy.
Zadeklarowany termin wydaje się być w znacznie większym stopniu podyktowany sztywnymi ramami unijnego finansowania i cyklami samorządowymi niż chłodną kalkulacją fizykochemiczną.
Hałda Kalina nie jest górą zanieczyszczonego, ale jednorodnego piasku, przez który można równomiernie przepompować wodę z bakteriami i tlenem. To chaotyczne zwałowisko, w którym znajdują się zbrylone osady wapienne, żużle wielkopiecowe, odpady budowlane i przede wszystkim – gęste, lepkie, hydrofobowe bryły smoły (tzw. „smoły kwaśne”).
Wtłaczanie biopreparatów i powietrza w taką strukturę (metoda in situ, bez rozkopywania całości) zawsze napotyka na problemy. Ciecz wtłaczana pod ciśnieniem zawsze szuka drogi o najmniejszym oporze. To prawa fizyki. Zamiast penetrować zbitą bryłę toksycznej smoły, zawiesina z bakteriami opłynie ją dookoła luźniejszymi szczelinami.
W efekcie, nawet po 24 miesiącach intensywnego pompowania, wewnątrz hałdy mogą pozostać nienaruszone, „martwe” rdzenie - nazwę to obrazowo - czystej trucizny, które będą powoli uwalniać toksyny przez kolejne dekady. Pokonanie tej fizycznej bariery wymaga czasu – znacznie dłuższego niż dwa lata. Bakterie z rodzaju Pseudomonas i Rhodococcus osiągają szczytową wydajność metaboliczną (czyli najszybciej „jedzą” fenol i węglowodory) w temperaturach rzędu 20–35°C.
Harmonogram 24-miesięczny oznacza, że proces obejmie co najmniej dwie pełne polskie zimy
W metodach ex-situ grunt układa się w pryzmy, które same się nagrzewają w wyniku procesów fermentacyjnych lub można je łatwo przykryć i dogrzać. W przypadku sporej, chłodzonej wiatrem i przemarzającej hałdy (in situ), temperatura gruntu drastycznie spada.
Poniżej 10°C metabolizm bakterii zwalnia niemal do zera – przechodzą one w stan anabiozy. To oznacza, że z 24 miesięcy należy odjąć 6 do 8 miesięcy „biologicznej martwoty”, co czyni termin realizacji jeszcze bardziej napiętym.
O ile fenole (dobrze rozpuszczalne w wodzie i stosunkowo proste w budowie) faktycznie mogą ulec mineralizacji w kilka miesięcy, o tyle stężenie wielopierścieniowych węglowodorów aromatycznych (WWA) w starych osadach smolistych to zupełnie inny problem chemiczny.
Związki takie jak benzo(a)piren składają się z wielu sprzężonych pierścieni. Są skrajnie hydrofobowe – zachowują się w gruncie niemal jak mikroskopijny plastik. Aby bakteria mogła je rozłożyć, enzymy muszą mieć fizyczny kontakt z cząsteczką (bio-dostępność). Czas półtrwania (rozkładu połowy masy) ciężkich WWA w warunkach glebowych wynosi od kilku do nawet kilkunastu lat. Rozłożenie ich do zera w 24 miesiące bez całkowitego zmielenia urobku z dodatkiem potężnych ilości chemicznych surfaktantów jest z założenia mało realne.
Analizując ten projekt, nie można zignorować uwarunkowań historycznych samej Kaliny. Poprzedni etap – remediacja stawu Kalina u podnóża hałdy – był modelowym wręcz przykładem katastrofy, nie tylko harmonogramowej.
Po nieudanych podejściach, wycofywaniu się wykonawców (m.in. konsorcjum VIG) i wieloletnich sporach sądowych, proces, który miał trwać kilkanaście miesięcy, pochłonął ostatecznie niemal pół dekady, a koszty wielokrotnie wzrosły.
Podczas obecnego etapu (remediacji samej hałdy), każde natrafienie na niezinwentaryzowane odpady o ekstremalnej toksyczności, podziemne puste przestrzenie czy nagłe zablokowanie rur iniekcyjnych gęstą smołą może spowodować konieczność zatrzymania prac i wszczęcia dodatkowych procedur administracyjno-prawnych. Po 2,5 roku stężenia najlżejszych, najbardziej mobilnych frakcji (głównie fenoli) rzeczywiście spadną do zakładanych poziomów, co pozwoli odtrąbić sukces i rozliczyć unijną dotację.
Jednak wewnątrz rdzenia hałdy niemal na pewno pozostaną nierozłożone ciężkie frakcje smoliste (WWA), których redukcja zatrzyma się na poziomie np. 60-70 procent. Po zakończeniu kontraktu miasto prawdopodobnie będzie musiało przez wiele kolejnych lat utrzymywać system napowietrzania i co roku „doszczepiać” hałdę nowymi bakteriami na własny koszt, aby powoli, przez dekadę, ostatecznie zmineralizować pozostałości toksyn.
Rak u bram
Na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat Świętochłowice i sąsiadujący z Kaliną Chorzów nieprzerwanie znajdują się w krajowej czołówce miast o najwyższej zachorowalności i umieralności onkologicznej.
Tymczasem władze Świętochłowic, a szczególnie prezydent Daniel Beger, grają na czas, podczas gdy mieszkańcy ponoszą zdrowotne konsekwencje. Na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat Świętochłowice i bezpośrednio sąsiadujący z zatrutą Kaliną Chorzów nieprzerwanie i niezmiennie znajdują się w ścisłej krajowej czołówce polskich miast o najwyższej zachorowalności i zgonów na nowotwory.
Zgodnie z weryfikowalnymi i najnowszymi zestawieniami opartymi na bazach Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) oraz Krajowego Rejestru Nowotworów (KRN), potworna umieralność z powodu nowotworów złośliwych na opisywanych terenach drastycznie i niepokojąco przekracza krajowe normy.
Zaledwie w 2023 roku oficjalny wskaźnik umieralności onkologicznej w Świętochłowicach był o 34,2 proc. wyższy niż średnia dla całej Polski. Co gorsza, w bezpośrednio przyległym Chorzowie wskaźnik ten był aż o 38,3 proc. wyższy. Również historyczne raporty udostępniane przez GUS z poprzednich lat (na przykład z szeroko komentowanego cyklu analiz śmiertelności z lat 2020–2022) niezbicie wskazywały, że nowotwory odpowiadają w Świętochłowicach za ponad 20,5 proc. wszystkich odnotowanych zgonów, a z kolei w Chorzowie za 20,7 proc. Stanowi to jednoznacznie jeden z absolutnie najwyższych odsetek zgonów onkologicznych w skali całego kraju.
Jak widać czarno na białym, ogólne dane dla Świętochłowic i Chorzowa potwierdzają wysoką umieralność onkologiczną. Ludzie czują się tam jak w tanim horrorze, zdegradowani do roli darmowych królików doświadczalnych.
Wpływ bomby ekologicznej dotyka najbardziej bezbronnych
Z medycznego punktu widzenia to, czym bezlitośnie przez całe dziesięciolecia „oddychały” ciężarne kobiety zamieszkujące wokół Kaliny, miało bezsporny i udowodniony naukowo, destrukcyjny wpływ na rozwój wczesnych płodów.
Z rozkopanej hałdy nieustannie będą parowały szkodliwe związki, które z niewyobrażalną łatwością przenikają przez barierę łożyska matki. Bezpośrednia ekspozycja na WWA w okresie kluczowym dla ciąży drastycznie zwiększa prawdopodobieństwo i ryzyko wystąpienia niskiej masy urodzeniowej noworodka (rozpoznawanej jako hipotrofii wewnątrzmacicznej) oraz wystąpienia tragicznego, przedwczesnego porodu.
Wspomniane związki chemiczne z hałdy uszkadzają DNA, co zwłaszcza w pierwszym trymestrze ciąży jest bez wątpienia jednym z głównych czynników prowadzących do potwornych wad letalnych, a w konsekwencji powodującym poronienia samoistne. Zbliżone, fachowe badania prowadzone z innych, zanieczyszczonych ośrodków przemysłowych na całym świecie (na przykład te dokonywane wokół wielkich amerykańskich rafinerii czy zakładów petrochemicznych) wyraźnie wykazują bardzo silną korelację powiązaną między podwyższonym i wysokim stężeniem lotnego benzenu w powietrzu, a obserwowanym wzrostem wskaźnika nieszczęśliwych poronień oraz deformacji w postaci wad cewy nerwowej u rozwijających się płodów.
Brak transparentności maskuje kluczowy czynnik – to, co znajdowało się i wciąż zalega w niezabezpieczonych odpadach Zakładów Chemicznych „Hajduki” i dokładnie to, co nieustannie parowało do śląskiej atmosfery przez całe kilkadziesiąt lat, podstępnie zatruwając powietrze przeznaczone dla okolicznych mieszkańców (a uciążliwy fetor bywał wyczuwalny bez problemu w promieniu wielu kilometrów).
Hałda Kalina była i jest potężnym emiterem wszystkich wymienionych wcześniej związków chemicznych. W ogólnych podsumowaniach badawczych jej katastrofalny wpływ na utrzymujące się dramatyczne statystyki Świętochłowic i sąsiedniego Chorzowa pozostaje dla poważnych ekspertów absolutnie i naukowo bezdyskusyjny.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)