2. Sadowa 10 m 50.
Drzwi mieszkania na czwartym piętrze były uchylone, Wroński pchnął je lekko i weszliśmy do środka. Panował gwar i chaos. Impreza trwała co najmniej od wczoraj. Nikt nie zwrócił na nas uwagi. Chociaż nie, zaraz po wejściu do przedpokoju zostałem chwycony za rękę przez człowieka w masce konia, który zapytał prawie płacząc: "Nie widzieliście gdzieś mojego słoika?"
Nie zdążyłem odpowiedzieć, a już Pawka wepchnął mnie do pokoju i posadził na małym stołku w rogu: "To praktykant, zupełnie nowy - musi się jeszcze wiele nauczyć" - przedstawił mnie wszystkim obecnym, ale zdaje się, że nikt na jego prezentację nie zwrócił uwagi. Nie zdążyłem zjeść śniadania i byłem głodny. Rozejrzałem się po pokoju w poszukiwaniu czegoś do jedzenia. Tu i ówdzie stały talerze, ale jedzenia już nie było. Siedzący w pobliżu mężczyzna zauważył moje poszukiwania i odgadł , o co mi chodzi: "W kuchni są jeszcze kiszone ogórki, znakomite!" - poinformował. Ogórki były, a jakże - kiszone, ale, kiedy znalazłem się w kuchni, to został tylko słoik z zalewą. Nie ma nic lepszego od zalewy ogórkowej, na czczo z rana ... uprzedził mnie człowiek w masce konia, który pojawił się niespodziewanie, wypił zawartość słoika i schował pusty do plastikowej torby. Beknął i wyszedł. Wykonać zadanie i wrócić do domu - pomyślałem, ale kota nigdzie nie było widać ...
Rozejrzałem się i wróciłem w bezpieczne miejsce, na stołek w kącie, skąd mogłem wszystko dokładnie obserwować.
- Odkąd kometa szyby powybijała w oknach, rzeczy dziwne dziać się zaczęły - dama w masce lalki Barbie mówiła głębokim, niskim głosem, jakby rzucała czar - Czy zauważyliście, że w zeszłym tygodniu nie było piątku? Dwa tygodnie wcześniej - był, trzy tygodnie temu - był ... a w zeszłym - nie.
- I ja to zauważyłem, mówiłem ... ale nikt nie chciał w to uwierzyć! - wyrwało mi się spontanicznie.
Wszyscy, jakby dopiero teraz dostrzegli moją obecność, ale trwało to tylko sekundę, wrócili do rozmowy. Barbie zakończyła pytaniem: Czy to przypadek?
- Widziano stado wilków błąkające się koło parku, to może mieć jakiś związek z tamtym - dorzucił rzeczowo facet w śmiesznych okularach, ze sztucznym nosem i krzaczastymi wąsami. Wygląda jak Groucho Marks ... Nie zdążyłem wyciągnąć wniosku z tego odkrycia, bo
oto: do saloniku wszedł człowiek z gitarą, niepozorny - chudy, lekko przygarbiony, nie stary, ale i niezbyt młody, i... nie miał na twarzy maski! Wszyscy przerwali rozmowy, trwali w wyczekującym milczeniu. Właściciel gitary znalazł wreszcie sobie miejsce, trącił strunę - ta wydała miły dźwięk, a on zanucił tęsknie:
Przepraszam, ja szukam Poezji...
Czy może tu weszła przed chwilą?
Ja tylko słów kilka zamienię i pójdę,
Czy Państwo mi drzwi swych uchylą?
(...)
Większość słuchaczy miała przymknięte oczy, ja nie mogłem oddać się podobnej beztrosce, bo przecież kot, sierść i bógraczywiedziećcojeszcze! Zatem rozglądałem się dyskretnie dookoła, zaglądałem pod fotele, krzesła, stoliki, pod wersalkę i kanapę, za szafę i kredens ...
Pieśniarz kończył:
Przez puste ulice wędruję zgaszony,
Na cmentarz - tam pewnie spoczywa...
Gdy nagle - to ona! Obdarta, zbiedzona
Poezja - lecz cała i żywa!
- Brawo, brawo! - rozległy się oklaski i krzyki - Brawo autor!
- O, moi kochani, to nie ja jestem autorem - brawa dla Pani! - śpiewak podał dłoń Barbie, ta wstała i ukłoniła się.
Wroński zerwał się i wskoczył na krzesło, krzyczał:
- Genialne, tylko sobie strzelić w łeb!
Teraz dopiero zauważyłem, że Wroński ma na twarzy maskę przedstawiającą jego własną - Wrońskiego - twarz. Maska była nieco za duża, policzki zbyt rumiane, ucho (chyba lewe) zwisało lekko naderwane, ale podobieństwo gumowej twarzy do oryginału było uderzające.
- Genialne! - jeszcze raz krzyknął i zwalił się na ziemię przewracając krzesło.
c.d.n.


Komentarze
Pokaż komentarze