Stan danych: październik 2026 r.
Tekst pochodzi z serwisu: transhumanista.pl
Nie państwo jako abstrakcja. Nie prezydent, oligarcha, generał ani zachodni czy rosyjski strateg. Człowiek mający pracę, rodzinę, mieszkanie, dzieci, oszczędności i perspektywę kolejnych dwudziestu lat życia. Tak postawione pytanie prowadzi do mniej wygodnych wniosków niż klasyczna narracja o heroicznej obronie państwowości. Nie prowadzi jednak automatycznie do przeciwnego wniosku, że kapitulacja była rozwiązaniem korzystniejszym. Problem polega na tym, że porównujemy rzeczywistość z historią, która nigdy się nie wydarzyła. Dlatego najpierw trzeba bardzo dokładnie określić, z czym właściwie porównujemy dzisiejszą Ukrainę.
Fałszywa alternatywa: wojna albo okupacja całego kraju
Najprostsza narracja mówi mniej więcej tak: Ukraina mogła walczyć albo pozwolić Rosji okupować cały kraj. To zbyt prosty model. Istniał przynajmniej jeszcze jeden możliwy rezultat: formalnie niepodległa Ukraina pozostająca w rosyjskiej strefie strategicznej, posiadająca własną administrację i większość instytucji, ale pozbawiona możliwości samodzielnego wyboru podstawowego kierunku polityki bezpieczeństwa.
Nazwijmy ten wariant umownie „Janukowycz 2.0”.
Nie chodzi przy tym dosłownie o powrót Wiktora Janukowycza. Nazwa opisuje model: ukraińskie państwo istnieje nadal, lecz jego rząd akceptuje strategiczne czerwone linie Moskwy. W naszym eksperymencie kontrfaktycznym zakładamy więc, że w pierwszej fazie wojny władze w Kijowie dochodzą do porozumienia z Rosją lub zostają zastąpione przez kierownictwo skłonne takie porozumienie zaakceptować. Ukraina pozostaje poza NATO, ogranicza część potencjału wojskowego, uznaje przynajmniej część rosyjskich żądań terytorialnych i pozostaje formalnie suwerennym państwem. Najważniejsze jest jednak jeszcze jedno założenie: ukraińskie społeczeństwo nie rozpoczyna następnie masowej wojny partyzanckiej ani kolejnego zbrojnego powstania przeciwko nowemu porządkowi. To właśnie ten warunek decyduje o sensowności całego scenariusza B.
Czy „Janukowycz 2.0” był w ogóle realnym scenariuszem?
To kluczowe pytanie. Łatwo bowiem stworzyć kontrfaktyczną historię, która daje interesujące wyniki ekonomiczne, ale nigdy nie miała szans wydarzyć się w rzeczywistości. W przypadku Ukrainy istnieją jednak konkretne przesłanki wskazujące, że jakiś wariant politycznie podporządkowanej, lecz nadal istniejącej Ukrainy rzeczywiście należał do rozważanych możliwości. Nie oznacza to, że był jedynym rosyjskim planem. Nie oznacza również, że Rosja na pewno dotrzymałaby każdego późniejszego porozumienia. Oznacza jedynie, że scenariusza tego nie można uczciwie odrzucić jako czystej fantazji.
Jeszcze przed inwazją pojawia się wariant wymiany władz
22 stycznia 2022 r., ponad miesiąc przed rozpoczęciem pełnoskalowej inwazji, brytyjski rząd poinformował, że według posiadanych przez niego danych Rosja rozważa zainstalowanie w Kijowie prorosyjskiego kierownictwa. Jako jednego z potencjalnych kandydatów wskazywano Jewhena Murajewa, a brytyjska informacja wymieniała również kilku byłych wysokich urzędników z czasów Janukowycza posiadających kontakty z rosyjskimi służbami. Rosja zaprzeczała tym twierdzeniom, dlatego należy traktować je jako ocenę brytyjskiego wywiadu, a nie publicznie udowodniony rosyjski dokument strategiczny. Istotny jest jednak sam charakter scenariusza. Brytyjska ocena nie mówiła o konieczności likwidacji całego państwa ukraińskiego. Mówiła o zmianie jego kierownictwa na takie, które byłoby politycznie kompatybilne z interesami Moskwy. Jeszcze przed wojną także analitycy RUSI oceniali, że pełna okupacja nie byłaby dla Rosji optymalnym rozwiązaniem ze względu na gigantyczne koszty kontrolowania wrogiego społeczeństwa. Ich zdaniem Moskwa wolałaby sytuację, w której ukraiński system polityczny załamuje się i powstaje w Kijowie rząd skłonny uwzględniać rosyjskie interesy.
To dokładnie logika naszego wariantu B.
Jednocześnie rosyjskie plany wojskowe sięgały znacznie dalej
Nie wolno jednak wybierać wyłącznie materiału potwierdzającego tę hipotezę. RUSI, opierając się między innymi na rosyjskich materiałach zdobytych przez stronę ukraińską, później ocenił, że pierwotny rosyjski plan zakładał bardzo szybkie przejęcie kontroli nad Ukrainą i stworzenie aparatu okupacyjnego. Według tego opracowania Rosja zakładała około dziesięciodniową kampanię wojskową, a następnie kontrolę kraju pozwalającą na dalsze przekształcenia polityczne i terytorialne. To jest poważny argument przeciwko najbardziej łagodnej wersji „Janukowycza 2.0”. Równocześnie sami autorzy RUSI zastrzegają, że znaczna część materiału źródłowego stanowiącego podstawę ich analizy nie może zostać publicznie udostępniona, dlatego raport należy traktować jako świadectwo oparte na dostępie do materiałów operacyjnych, a nie klasyczne badanie akademickie umożliwiające niezależną weryfikację wszystkich źródeł. Najbardziej uczciwy wniosek brzmi więc:
Rosja przygotowywała się również do bezpośredniego przejęcia kontroli nad Ukrainą, a nie wyłącznie do pokojowego ustanowienia przyjaznego rządu.
To jednak nadal nie mówi nam, jak wyglądałaby docelowa struktura państwa po zakończeniu oporu. Okupacja może być narzędziem ustanowienia nowego porządku politycznego, a niekoniecznie jego permanentną formą.
Bardzo ważny jest 7 marca 2022 r.
Niecałe dwa tygodnie po rozpoczęciu wojny rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow przedstawił Reutersowi najbardziej wówczas konkretny publiczny zestaw rosyjskich warunków zakończenia działań.
Rosja żądała:
- neutralności Ukrainy zapisanej w konstytucji,
- uznania Krymu za część Rosji,
- uznania separatystycznych republik Doniecka i Ługańska
- oraz zakończenia ukraińskich działań zbrojnych.
Pieskow deklarował jednocześnie, że Rosja nie domaga się przekazania jej Kijowa oraz że po spełnieniu tych warunków działania wojenne mogłyby zostać zatrzymane. Oczywiście była to deklaracja strony prowadzącej wojnę. Nie można z niej wywnioskować, że Rosja koniecznie dotrzymałaby wszystkich takich zapewnień. Ale dokumentuje ona ważny fakt: w publicznie przedstawionych warunkach z początku marca nie znajdowało się żądanie formalnej likwidacji państwa ukraińskiego. Model pozostawiał Ukrainę jako państwo, choć państwo o znacznie ograniczonej swobodzie strategicznej. To jest już znacznie bliższe naszemu scenariuszowi B niż wizji permanentnej okupacji każdego ukraińskiego miasta.
Jeszcze mocniejszym argumentem są negocjacje stambulskie
Najciekawszym materiałem są jednak negocjacje prowadzone przez Rosję i Ukrainę w marcu i kwietniu 2022 r. Samuel Charap z RAND Corporation i historyk Sergey Radchenko przeanalizowali projekty umów wymieniane przez obie strony oraz przeprowadzili rozmowy z uczestnikami rokowań. Ich wniosek nie brzmi, że gotowy pokój został podpisany i następnie zerwany. Przeciwnie: wiele bardzo ważnych kwestii pozostawało nierozstrzygniętych. Jednocześnie strony zaszły w negocjacjach znacznie dalej, niż często przedstawia się to w debacie publicznej. Powstał projekt systemu, w którym Ukraina miała pozostać państwem, przyjąć trwałą neutralność, otrzymać międzynarodowe gwarancje bezpieczeństwa, ograniczyć część zdolności wojskowych, a jednocześnie mogła zachować możliwość członkostwa w Unii Europejskiej. To bardzo istotne dla naszej analizy. Oznacza bowiem, że po rozpoczęciu wojny sama Rosja uczestniczyła w negocjacjach nad rozwiązaniem, które nie zakładało po prostu zniknięcia Ukrainy z mapy. Spory dotyczyły między innymi wielkości ukraińskich sił zbrojnych, mechanizmu gwarancji bezpieczeństwa, terytoriów oraz zakresu rosyjskiego wpływu na przyszłe decyzje dotyczące bezpieczeństwa. Nigdy nie osiągnięto pełnego kompromisu. Ale istniało pole negocjacyjne. Dlatego twierdzenie, że jedynym możliwym rezultatem braku dalszego oporu była trwała bezpośrednia okupacja całej Ukrainy, nie znajduje pełnego potwierdzenia w przebiegu wydarzeń z pierwszych miesięcy 2022 r.
Po kilku miesiącach wojny sytuacja była już inna
Trzeba również uważać na błąd polegający na przenoszeniu rosyjskich celów z końca 2022 czy 2024 r. z powrotem do lutego i marca 2022 r. Wraz z przebiegiem wojny cele polityczne i wojskowe obu stron ewoluowały. We wrześniu 2022 r. Rosja ogłosiła aneksję czterech ukraińskich regionów: Donieckiego, Ługańskiego, Chersońskiego i Zaporoskiego. Zgromadzenie Ogólne ONZ zdecydowaną większością głosów odrzuciło zmianę ich statusu jako sprzeczną z prawem międzynarodowym. W 2024 r. rosyjskie warunki były już znacznie szersze niż te przedstawiane publicznie w pierwszych dniach marca 2022 r. i obejmowały wycofanie ukraińskich wojsk również z całych administracyjnych granic regionów, których Rosja w pełni nie kontrolowała. To pokazuje, że koszt niedojścia do porozumienia zmieniał późniejsze pozycje negocjacyjne. Dlatego nasz wariant B jest kontrfaktycznym scenariuszem przede wszystkim dla pierwszej fazy wojny, a nie twierdzeniem, że identyczne rozwiązanie pozostawało dostępne przez następne lata.
Największy problem scenariusza B: sami Ukraińcy
Jeżeli Rosja chciała Ukrainy podporządkowanej politycznie bez konieczności permanentnego kontrolowania jej siłą, potrzebowała jednego niezwykle ważnego elementu: wystarczającej akceptacji lub przynajmniej bierności ukraińskiego społeczeństwa. I właśnie tutaj rosyjskie kalkulacje napotykały realny problem. KIIS przeprowadził między 5 a 13 lutego 2022 r., czyli bezpośrednio przed inwazją, reprezentatywne badanie dotyczące zachowania Ukraińców w przypadku rosyjskiej interwencji. 37,3 proc. deklarowało gotowość do zbrojnego oporu. 25 proc. deklarowało udział w oporze cywilnym. Łącznie 57,5 proc. deklarowało przynajmniej jedną formę oporu. To dużo.Jeszcze ciekawszy jest jednak podział regionalny. Na zachodzie Ukrainy gotowość do jakiejkolwiek formy oporu deklarowało 72,2 proc. badanych, a do walki zbrojnej 44,8 proc. Na wschodzie było to odpowiednio 30,5 proc. i 17,8 proc. Czyli Ukraina już przed wojną nie była pod tym względem jednolita. To ma ogromne znaczenie.
Rosja nie musiałaby przekonać każdego Ukraińca, że nowy system jest dobry. Musiałaby doprowadzić do sytuacji, w której wystarczająco duża część społeczeństwa uznaje:
„Nie podoba mi się ten układ, ale nie zamierzam z jego powodu prowadzić wojny przez następne dziesięć lat”.
To jest zasadnicza różnica pomiędzy poparciem politycznym a społeczną gotowością do długotrwałej walki.
Dlaczego skala oporu zmienia rosyjską kalkulację?
Państwa prowadzą politykę zgodnie z własnymi interesami strategicznymi, ale sposób realizacji tych interesów zależy od kosztów poszczególnych rozwiązań. Dla Rosji utrzymywanie wielkiego kraju liczącego dziesiątki milionów mieszkańców pod permanentną okupacją wojskową byłoby rozwiązaniem niezwykle kosztownym. Wymagałoby ogromnych sił bezpieczeństwa, aparatu administracyjnego, finansowania oraz stałego ryzyka strat. Jeżeli ten sam podstawowy cel strategiczny - neutralną, militarnie ograniczoną i politycznie przyjazną Ukrainę — można byłoby osiągnąć poprzez lokalny rząd zdolny samodzielnie administrować krajem, rozwiązanie takie byłoby dla Moskwy znacznie tańsze. To nie jest twierdzenie o rosyjskim altruizmie. Wręcz przeciwnie. To argument dotyczący racjonalnego minimalizowania kosztów kontroli. RUSI jeszcze przed wojną wskazywał właśnie na problem rządzenia dużym i wrogim społeczeństwem jako jeden z powodów, dla których Moskwa mogłaby preferować podporządkowany politycznie rząd nad bezpośrednią okupację. Jeżeli jednak miliony ludzi rozpoczynają aktywny opór, rachunek się zmienia.
- Potrzeba więcej wojsk.
- Więcej służb.
- Więcej kontroli.
- Więcej represji.
A wraz ze wzrostem przemocy rośnie kolejny opór. Powstaje klasyczna spirala insurgencji i kontrinsurgencji. Dlatego charakter rosyjskiego systemu w Ukrainie byłby w ogromnym stopniu funkcją zachowania samych Ukraińców.
Co dokładnie zakładamy w naszym eksperymencie?
To trzeba powiedzieć całkowicie otwarcie. Wariant B nie próbuje odtworzyć najbardziej prawdopodobnego przebiegu wydarzeń po rosyjskim zwycięstwie militarnym. Zadaje inne pytanie. Zakładamy, że po osiągnięciu porozumienia:
- Ukraina akceptuje neutralność;
- Rosja nie próbuje permanentnie bezpośrednio administrować całym państwem;
- powstaje rząd posiadający przynajmniej minimalną zdolność administrowania krajem;
- społeczeństwo może być z tego rozwiązania niezadowolone, ale nie rozpoczyna masowej wojny partyzanckiej;
- nie dochodzi do kolejnego wielkiego powstania wymagającego pacyfikowania znacznej części kraju;
a polityczne podporządkowanie Rosji jest realizowane przede wszystkim poprzez rząd, gospodarkę, służby i politykę zagraniczną, a nie poprzez ciągłą wojnę.
To jest warunek eksperymentu, nie prognoza.
Można go streścić znacznie prościej:
Co stałoby się ze zwykłym Ukraińcem, gdyby w 2022 r. polityczny kompromis z Rosją został zaakceptowany jako fakt i społeczeństwo nie zdecydowało się dalej za niego umierać? Dopiero w takim świecie sensowne jest porównywanie jego jakości życia ze światem rzeczywistym.
A co z rosyjskimi represjami i zbrodniami na terenach okupowanych?
Nie można ich z analizy usuwać. Udokumentowane działania rosyjskie na terenach okupowanych pokazują, że Rosja była gotowa stosować zatrzymania, przemoc i represje przeciwko osobom uznawanym za zagrożenie dla jej kontroli. Jest to bardzo istotna informacja o ryzyku scenariusza B. Nie wynika z niej jednak automatycznie, że identyczny poziom represji występowałby w każdym alternatywnym układzie politycznym.
Należy odróżnić:
zarządzanie terytorium podczas aktywnej wojny, wobec oporu i sabotażu
od:
zarządzania formalnie istniejącym państwem satelickim posiadającym własną administrację i nieprowadzącym zbrojnej walki przeciw patronowi.
Nie wiemy, jak duża byłaby różnica.
Nie można więc uczciwie napisać ani:
„Rosja na pewno prowadziłaby masowe czystki w całej Ukrainie”,
ani:
„jeżeli Ukraińcy przestaliby walczyć, represji na pewno by nie było”.
Oba stwierdzenia wykraczają poza dostępne dowody.
Wiemy natomiast coś innego.
Im większa skala aktywnego oporu, tym większy aparat przymusu byłby potrzebny do utrzymania rosyjskiego porządku. A zatem brak masowej partyzantki jest nie dodatkiem do wariantu B, lecz jednym z jego fundamentalnych założeń.
Czy można określić „szansę” na Janukowycza 2.0?
Przypisanie mu liczby - 20, 40 albo 70 procent - byłoby pseudoprecyzją.
Nie istnieje baza danych pozwalająca policzyć prawdopodobieństwo alternatywnej historii. Możemy natomiast ocenić przesłanki. Za realnością takiego scenariusza przemawia:
- istnienie ocen wywiadowczych mówiących o planach instalacji prorosyjskiego kierownictwa;
- strategiczny problem gigantycznych kosztów długotrwałej okupacji całej Ukrainy;
- publiczne rosyjskie warunki z początku marca 2022 r., które dopuszczały dalsze istnienie Ukrainy pod warunkiem neutralności i ustępstw terytorialnych;
oraz rzeczywiste negocjacje, w których omawiano model neutralnego państwa ukraińskiego posiadającego międzynarodowe gwarancje i nawet możliwość przyszłego członkostwa w UE.
Przeciwko traktowaniu go jako oczywistego scenariusza przemawia:
- istnienie rosyjskich planów bezpośredniego przejęcia kontroli nad krajem;
- gotowość znacznej części Ukraińców do zbrojnego lub cywilnego oporu;
- późniejsza aneksja kolejnych ukraińskich terytoriów;
oraz doświadczenie rosyjskich represji na terenach okupowanych.
Najprecyzyjniej można więc powiedzieć:
„Janukowycz 2.0” był historycznie możliwym wariantem politycznym, ale jego trwałość była silnie uzależniona od poziomu ukraińskiego oporu.
To wystarczy dla naszego eksperymentu. Nie potrzebujemy dowodzić, że był scenariuszem nieuchronnym. Musimy jedynie wykazać, że był wystarczająco realistyczny, aby sensownie zapytać, jak wyglądałoby w nim życie zwykłego człowieka.
Życie człowieka, nie bilans państwa
Wyobraźmy sobie teraz trzydziestoletniego mieszkańca dużego ukraińskiego miasta w lutym 2022 r. Ma pracę. Być może żonę i dziecko. Może mówić po ukraińsku, rosyjsku albo w obu językach. Polityką interesuje się przeciętnie albo wcale. Nie chce zostać bohaterem narodowym. Chce pracować, zarabiać, posiadać mieszkanie, podróżować, wychować dzieci i w wieku pięćdziesięciu kilku lat mieć większy majątek niż w wieku trzydziestu. To z jego perspektywy należy przeprowadzić porównanie.
Lata 2022-2026: tutaj rachunek jest najbardziej namacalny
Najłatwiejsza część analizy dotyczy pierwszych czterech lat, ponieważ dla realnego świata posiadamy już dane. Ukraińska gospodarka doznała w 2022 r. jednego z największych załamań w swojej współczesnej historii. Później rozpoczęło się częściowe odbicie, ale kraj nadal funkcjonuje w warunkach wojennych. Wspólna analiza Banku Światowego, Komisji Europejskiej, ONZ i rządu Ukrainy oszacowała potrzeby odbudowy i rekonstrukcji na około 588 mld dolarów w ciągu następnej dekady. Miliony Ukraińców nadal pozostają przesiedlone wewnętrznie lub poza granicami kraju. Dla części mężczyzn możliwość opuszczania Ukrainy pozostaje ograniczona. Do tego dochodzi mobilizacja, rozdzielenie rodzin, utracone przedsiębiorstwa, zniszczone mieszkania oraz kilka lat zawodowego życia funkcjonującego w całkowicie nienormalnych warunkach. Z punktu widzenia naszego trzydziestolatka nie są to abstrakcyjne koszty geopolityki. To jego życie.
Co w tym samym czasie oznaczałby scenariusz „Janukowycz 2.0”?
Przy założeniach naszego eksperymentu różnica jest gigantyczna.
- Nie dochodzi do czterech kolejnych lat pełnoskalowej wojny.
- Nie następuje obecna skala niszczenia energetyki, przemysłu i mieszkań.
- Nie powstaje rachunek odbudowy sięgający setek miliardów dolarów.
- Miliony ludzi nie opuszczają kraju z powodu działań wojennych.
- Nie ma obecnej skali mobilizacji.
- Rodziny nie zostają rozdzielone na lata.
- Przedsiębiorca może kontynuować działalność.
- Pracownik rozwija karierę.
- Właściciel mieszkania zachowuje aktywo.
- Dziecko chodzi do tej samej szkoły.
W przypadku zwykłego gospodarstwa domowego ciągłość życia ma olbrzymią wartość ekonomiczną. I właśnie dlatego stwierdzenie, że „opór się opłacał, ponieważ Ukraina zachowała suwerenność”, jest z punktu widzenia jednostki niepełne. Suwerenność nie trafia bezpośrednio na konto bankowe. Może natomiast stworzyć warunki, które kiedyś poprawią sytuację człowieka.
Problem utraconego compoundingu
Jednym z najbardziej niedocenianych kosztów wojny jest czas. Jeżeli trzydziestolatek przez cztery czy pięć lat nie rozwija przedsiębiorstwa, nie odkłada pieniędzy, nie kupuje nieruchomości i nie inwestuje, nie traci jedynie dochodu z tych kilku lat. Traci również przyszły zwrot z kapitału, którego nigdy nie udało mu się zgromadzić. Przedsiębiorca, którego firma w normalnych warunkach zwiększałaby wartość o kilka procent rocznie, może po piętnastu latach znajdować się w zupełnie innym miejscu niż człowiek, który musiał zaczynać ponownie w wieku 35 lat. Podobnie rodzina, która utraciła mieszkanie warte kilkadziesiąt tysięcy dolarów, nie odzyskuje automatycznie tego majątku tylko dlatego, że w 2035 r. PKB Ukrainy zaczyna szybko rosnąć.
Państwo może wtedy powiedzieć: „PKB przekroczył poziom sprzed wojny”.
Obywatel może odpowiedzieć: „Ale ja nie odzyskałem poprzednich trzynastu lat”.
Gdzie zatem znajduje się materialna korzyść z oporu?
Najważniejszą potencjalną korzyścią nie jest sama flaga ani formalna suwerenność. Jest nią możliwość znalezienia się w przyszłości w bardziej produktywnym systemie gospodarczym i instytucjonalnym. Ukraina prowadzi proces integracji z Unią Europejską. Jeżeli proces zakończy się sukcesem i jeśli członkostwu będą towarzyszyły rzeczywiste reformy, może oznaczać większy napływ kapitału, lepszą infrastrukturę, dostęp do ogromnego rynku, większą mobilność pracowników oraz poprawę jakości instytucji. Historia państw Europy Środkowej pokazuje, że taka konwergencja potrafi w jednym pokoleniu zasadniczo zmienić poziom życia. Nie ma jednak żadnej gwarancji, że Ukraina powtórzy dokładnie tę drogę.
Europa roku 2045 nie musi wyglądać jak Europa roku 2026
W dyskusjach o Ukrainie często pojawia się milczące założenie: Europa oznacza przyszły dobrobyt, Rosja przyszłą stagnację. Dzisiaj gospodarcza przewaga Unii nad Rosją jest ogromna. Nie oznacza to jednak, że identyczna relacja musi istnieć w roku 2045. UE posiada własne problemy demograficzne, energetyczne, technologiczne i produktywnościowe. Rosja również posiada problemy demograficzne, technologiczne i instytucjonalne. Nie mamy więc dzisiaj podstaw ani do założenia, że rosyjska przestrzeń gospodarcza czeka spektakularny rozwój, ani do przyjęcia jako aksjomatu, że obecna przewaga Europy będzie przez następne dwadzieścia lat rosła. Orientacja europejska Ukrainy jest zatem również zakładem dotyczącym przyszłości samej Europy.
Korupcja: zmienna mogąca zdecydować o obu scenariuszach
Tu dochodzimy do jednego z najważniejszych elementów. Traktowanie korupcji jako prostego skutku geopolitycznej orientacji Ukrainy jest błędem. Ukraina po 1991 r. posiadała zarówno administracje bardziej prorosyjskie, jak i jednoznacznie proeuropejskie. Systemowa korupcja przetrwała oba modele. Za Janukowycza Ukraina uzyskiwała katastrofalne rezultaty w międzynarodowych indeksach korupcji. Po 2014 r. nastąpił realny rozwój instytucji antykorupcyjnych: NABU, SAPO, High Anti-Corruption Court, elektronicznych deklaracji majątkowych, ProZorro i cyfryzacji administracji. Nastąpiła poprawa. Nie nastąpiła likwidacja systemowego problemu. Najważniejszym wnioskiem jest zatem to, że Bruksela ani Moskwa nie są jedynymi zmiennymi. Trzecią jest samo ukraińskie społeczeństwo.
Scenariusz europejski i korupcja
Europejska droga posiada strukturalną przewagę w postaci warunkowości. Bruksela może uzależniać pieniądze, postęp negocjacji i członkostwo od konkretnych reform prawnych oraz instytucjonalnych. Powstaje mechanizm:
presja społeczna od dołu + warunkowość europejska z zewnątrz + instytucje antykorupcyjne wewnątrz państwa.
To może znacząco ograniczyć korupcję. Nie gwarantuje jej likwidacji. Historia Ukrainy po 2014 r. pokazuje bowiem również zdolność lokalnych elit do adaptowania się do kolejnych reform i poszukiwania nowych sposobów utrzymywania wpływów.
Czy Rosja również mogłaby mieć interes w ograniczeniu korupcji?
Takiego scenariusza również nie można wykluczyć. Jeżeli Moskwa chciałaby utrzymywać podporządkowaną Ukrainę bez permanentnej okupacji, potrzebowałaby systemu posiadającego przynajmniej minimalną społeczną legitymizację. Jedną z metod jej budowy mogłaby być poprawa codziennego funkcjonowania państwa.
- Mniej drobnej korupcji.
- Sprawniejsza administracja.
- Lepsza infrastruktura.
- Skuteczniejsza policja.
- Większa przewidywalność dla zwykłego przedsiębiorcy.
Z punktu widzenia Moskwy mogłoby to mieć dodatkową wartość strategiczną. Rosja konkuruje o wpływy w szeregu państw postsowieckich. Permanentnie biedna, skorumpowana i niestabilna Ukraina byłaby bardzo słabą reklamą rosyjskiej strefy wpływów. Natomiast państwo, którego mieszkańcy mogliby powiedzieć: „system polityczny jest ograniczony, ale nasze życie materialne rzeczywiście się poprawia” mogłoby być dla Rosji znacznie użyteczniejszym przykładem wobec innych krajów regionu. Nie byłaby to polityka altruistyczna. Byłaby narzędziem wpływu.
Dwa różne modele walki z korupcją
Istniałaby jednak zasadnicza różnica. Model europejski przynajmniej docelowo próbuje budować system, w którym instytucje kontrolne są niezależne również od aktualnego centrum politycznego. Model autorytarny może wyglądać inaczej. Może bardzo skutecznie karać skorumpowanego burmistrza. Może zlikwidować łapówki na drogach. Może zdyscyplinować lokalnego oligarchę. Jednocześnie może tolerować uprzywilejowane sieci gospodarcze związane z samym centrum władzy. Czyli możliwe jest państwo, w którym przeciętny obywatel doświadcza znacznie mniej codziennej korupcji, lecz najwyższy poziom systemu pozostaje klientelistyczny. Dla jakości codziennego życia pierwsza zmiana nadal może być bardzo istotna. Dla długoterminowej innowacyjności, praworządności i bezpieczeństwa własności druga pozostaje problemem.
Społeczeństwo ukraińskie jako wspólna zmienna
Najważniejszym błędem byłoby zatem przedstawienie obu światów następująco: w świecie A Ukrainę reformuje Bruksela, a w świecie B o wszystkim decyduje Moskwa. W obu przypadkach istnieje jeszcze ukraińskie społeczeństwo. To ono może wymuszać zmiany. To ono reaguje na korupcję. To ono może uznać funkcjonowanie elit za nieakceptowalne. W scenariuszu europejskim presja społeczna jest wzmacniana przez instytucje europejskie. W scenariuszu rosyjskim ta sama presja może skłaniać władzę do ograniczania najbardziej destabilizujących patologii, jeśli alternatywą jest kolejny bunt. Dlatego dobrym modelem nie jest: UE = mniej korupcji, Rosja = więcej korupcji.
Lepszy jest:
presja społeczeństwa × jakość instytucji × interes elit × interes zewnętrznego patrona.
Rok 2035
W korzystnym dla realnej Ukrainy świecie wojna się kończy. Napływa kapitał. Trwa odbudowa. Integracja europejska poprawia dostęp do rynku. Reformowane są sądy, instytucje antykorupcyjne funkcjonują skuteczniej, produktywność rośnie. Wtedy nasz czterdziestokilkuletni obywatel może już zacząć ekonomicznie odzyskiwać straty z pierwszej połowy lat dwudziestych.
W korzystnym wariancie „Janukowycza 2.0” Ukraina posiada natomiast wielką przewagę wynikającą z braku wcześniejszego zniszczenia. Ma o kilkanaście lat więcej nieprzerwanej akumulacji kapitału. Jeżeli dodatkowo rosyjski patron wymusza częściowe ograniczenie korupcji i stabilne funkcjonowanie administracji, materialna różnica względem świata europejskiego może być nadal bardzo duża. Oba światy posiadają jednak również wersje negatywne.
Proeuropejska Ukraina może pozostać skorumpowanym państwem peryferyjnym.
Prorosyjska Ukraina może stać się skostniałą kleptokracją.
Geopolityczna etykieta sama nie odpowiada na pytanie o wynik.
Rok 2045
Nasz trzydziestolatek z lutego 2022 r. ma wtedy 53 lata. Dopiero w tym momencie porównanie staje się naprawdę ciekawe. Jeżeli realna Ukraina przez kilkanaście lat rozwija się o 3-4 proc. realnie rocznie, integruje się gospodarczo z UE i znacząco poprawia instytucje, może ostatecznie dogonić, a potem przegonić alternatywną Ukrainę pod względem bieżącego poziomu życia. Jeżeli rozwija się o 1-2 proc., pozostaje silnie skorumpowana i nadal traci ludność, może nigdy nie odzyskać utraconego kapitału i straconych lat. Jeżeli prorosyjska Ukraina stagnuje, przewaga braku wojny z czasem traci znaczenie. Jeżeli jednak rozwija się stabilnie przez dwie dekady i nie poniosła gigantycznej destrukcji lat 2022–2026, jej skumulowany majątek może pozostać bardzo duży. Dopiero wtedy moglibyśmy policzyć rzeczywisty bilans.
Rosyjski język i kultura
Warto również odrzucić utożsamianie rosyjskojęzyczności z polityczną lojalnością wobec Rosji. Przed wojną miliony obywateli Ukrainy mówiły na co dzień po rosyjsku. Badania KIIS z okresu bezpośrednio poprzedzającego inwazję pokazują również bardzo silne zróżnicowanie regionalne gotowości do walki. Na wschodzie gotowość do zbrojnego oporu była znacznie niższa niż na zachodzie kraju. Rosyjskojęzyczny mieszkaniec Charkowa czy Odessy mógł jednocześnie uważać się za Ukraińca i nie chcieć rosyjskiej kontroli politycznej. Ale dla człowieka, który był politycznie apatyczny i kulturowo pozostawał blisko rosyjskiej przestrzeni językowej, zmiana w stronę „Janukowycza 2.0” mogłaby oznaczać mniejszą zmianę życia codziennego niż dla ukraińskiego nacjonalisty czy działacza politycznego. To także należy uwzględnić.
Dwie Ukrainy oczami zwykłego człowieka
| Obszar | Rzeczywista ścieżka | „Janukowycz 2.0” przy założeniu stabilnego kompromisu |
| Wojna 2022–2026 | ogromne koszty | zasadniczo zakończona |
| Mobilizacja | realne ryzyko | brak mobilizacji wojennej |
| Migracja | miliony ludzi | znacznie mniejsza |
| Majątek | duże zniszczenia | większość aktywów zachowana |
| Kariera | możliwość kilku lat zakłócenia | większa ciągłość |
| Rodzina | częste rozdzielenie | większa stabilność |
| Rosyjski język | malejąca rola publiczna | prawdopodobnie silna pozycja |
| Integracja z UE | realna możliwość | ograniczona lub zależna od warunków porozumienia |
| Korupcja | presja społeczeństwa + warunkowość UE | presja społeczeństwa + możliwy interes Moskwy w stabilizacji |
| Model polityczny | potencjalnie bardziej pluralistyczny po wojnie | prawdopodobnie bardziej autorytarny |
| Ryzyko represji politycznych | istniejące, zwłaszcza w warunkach wojny, ale ograniczane pluralizmem instytucjonalnym | prawdopodobnie wyższe wobec aktywnej opozycji |
| Potencjał wzrostu po 2030 | wysoki przy udanej integracji | zależny głównie od modelu gospodarczego Rosji i dostępu do innych rynków |
| Główna przewaga | potencjalnie wyższe tempo przyszłego rozwoju | brak gigantycznej destrukcji początkowej |
| Główne ryzyko | straty mogą nigdy nie zostać odrobione | polityczna zależność może ograniczać długoterminowy rozwój |
Najbardziej uczciwy wniosek
Analiza zwykłego obywatela prowadzi do rezultatu znacznie mniej komfortowego niż narracje obu stron konfliktu. Jeżeli założymy, że w 2022 r. Ukraina była w stanie zawrzeć trwałe porozumienie z Rosją, zaakceptować neutralność i określone ograniczenia strategiczne, a następnie społeczeństwo nie rozpoczęłoby masowej zbrojnej walki przeciwko temu systemowi, scenariusz „Janukowycz 2.0” nie jest absurdem. Istnieją konkretne przesłanki wskazujące, że forma politycznie podporządkowanej, lecz formalnie istniejącej Ukrainy była jednym z możliwych rezultatów pierwszej fazy konfliktu. Jednocześnie nie była rezultatem gwarantowanym. Rosyjskie plany obejmowały również bezpośrednie przejęcie kontroli nad państwem, a znaczna część społeczeństwa ukraińskiego jeszcze przed inwazją deklarowała gotowość do oporu. Dlatego scenariusz B powinien być rozumiany dokładnie tak, jak został skonstruowany: nie jako twierdzenie o tym, co Rosja „na pewno zrobiłaby”, lecz jako analiza tego, co mogłoby wydarzyć się, gdyby ukraińskie państwo i społeczeństwo zaakceptowały strategiczny kompromis zamiast kontynuowania wojny. Przy tym założeniu krótkoterminowa przewaga materialna scenariusza B jest bardzo duża.
- Mniej śmierci.
- Mniej emigracji.
- Brak wieloletniej mobilizacji.
- Znacznie mniej zniszczeń.
- Więcej zgromadzonego majątku.
- Więcej lat normalnej kariery.
- Większa stabilność rodzinna.
Scenariusz rzeczywisty oferuje coś innego.
- Możliwość znalezienia się w przyszłości w innym systemie gospodarczym, prawnym i instytucjonalnym.
- Możliwość integracji z bogatszym rynkiem europejskim.
- Potencjalnie większą niezależność instytucji.
- Potencjalnie wyższą długoterminową produktywność.
Ale są to w dużej mierze korzyści przyszłe i warunkowe. Muszą dopiero zostać wypracowane.
- Wojna musi się zakończyć. Ukraina musi zostać odbudowana.
- Korupcja musi zostać ograniczona.
- Miliony ludzi muszą pozostać w kraju lub do niego wrócić.
- Inwestycje muszą rzeczywiście napłynąć.
- A Europa sama musi w roku 2040 czy 2045 nadal oferować Ukrainie wystarczająco dużą premię gospodarczą.
Dlatego w 2026 r. nie można uczciwie powiedzieć, że wiemy, który z dwóch światów zapewniłby temu samemu przeciętnemu człowiekowi większy skumulowany dobrobyt życiowy. Wiemy natomiast coś innego. Rzeczywista Ukraina zdecydowała się ponieść ogromny i natychmiastowy koszt w zamian za możliwość wyboru własnej przyszłej trajektorii. W hipotetycznym świecie „Janukowycza 2.0” obywatel unika dużej części tego kosztu, ale akceptuje znacznie mniejszą swobodę strategiczną własnego państwa i potencjalnie bardziej ograniczony system polityczny. Dla polityka, historyka czy stratega centralnym pytaniem może być suwerenność. Dla zwykłego trzydziestolatka pytanie może być inne:
Ile lat mojego życia, majątku i bezpieczeństwa kosztuje dana trajektoria - oraz czy obiecane korzyści kiedykolwiek zdążą mi ten koszt zwrócić?
To pytanie nie jest ani prorosyjskie, ani proukraińskie. Jest po prostu pytaniem o człowieka zamiast o mapę.
I odpowiedź na nie poznamy prawdopodobnie dopiero za kilkanaście lub kilkadziesiąt lat.



Komentarze
Pokaż komentarze (6)