trescharchi trescharchi
536
BLOG

Rostowskiego wojna z Balcerowiczem.

trescharchi trescharchi Polityka Obserwuj notkę 2

Stało się! Najlepszy w historii III Rzeczypospolitej minister finansów - sądząc po atencji, jaką obdarza go Donald Tusk - poszedł na noże z kimś innym niż jątrząca opozycja. Mało tego, jako przeciwnika wybrał sobie człowieka wielce kontrowersyjnego, niemniej z pewnością na swoim fachu się znającego - Leszka Balcerowicza. Z tymże Leszkiem Balcerowiczem Rostowski ma zresztą na pieńku od momentu wystawienia w centrum Warszawy (tym samym centrum, które na powitanie tysięcy gości na Euro zostało rozkopane do fundamentów) tykającego zegara długu publicznego.

Zegar ów skutecznie psuł dobre samopoczucie ministra - proszę spojrzeć na jego wywiady, na jego wypowiedzi, na jego monologi sejmowe (wyłączając grożenie "oszalałym" prawicowcom) - zawsze dotąd cechującego się wręcz olimpijskim spokojem i ubierającego się w maskę roztropnego finansisty. W końcu etykieta ojca Zielonej Wyspy do czegoś zobowiązuje. Naturalnie oczarowani londyńskim szykiem wykształconego milionera dziennikarze przymykali oko na fakt, że większość jego wypowiedzi cechowało daleko posunięte pustosłowie, truizmy i uporczywe "jechanie" na tym jedynym sukcesie (bardziej wizerunkowym, niż realnym) owej zielonej plamki na mapie, która to zieleń miała w rozumowaniu ministra wykluczyć wszystkie inne pytania o kondycję Polskiej gospodarki.

Rostowski najpierw delikatnie zasugerował w RMF, że może czas najwyższy zegar ów zdjąć (w czym natychmiast poparł go przyczajony do tej pory ekspert od makro i mikroekonomii, redaktor Żakowski), bo w sumie tylko drażni ludzi, nie ma potwierdzenia w faktach i w zasadzie brutalnie zaprzecza temu wszystkiemu, co usilnie starają się Nam wmówić media i rząd. Balcerowicz apele zignorował, ba! mało tego, poszedł do "Tomasza Lisa na żywo" i ośmielił się zasugerować redaktorowi (który naturalnie czarnowidztwa do wiadomości nie przyjął), że Polskie finanse publiczne to w zasadzie wymagają więcej wytężonej pracy kompetentnych urzędników, niźli obowiązującej propagandy sukcesu. Propagandy sukcesu, tu trzeba dodać, która w sposób przemiły ociepliłaby emeryckie życie Edwarda Gierka gdyby wciąż był między Nami. Balcerowicz posłużył się w tym rozumowaniu przykładem stawek oprocentowania obligacji Czech, Szwecji i Polski, niedwuznacznie sugerując, że Nasz Kraj w oczach rynków finansowych nie jest tak idylliczny, jak to widzą Rostowski z Tuskiem.

Nastąpiła przeto ciekawa reakcja, bo oto minister Rostowski zdecydował się zejść ze swojego Olimpu (tak niedostępnego dla zwykłych, szeregowych posłów z ław opozycji, ośmielających się zadawać pytania londyńskiemu cudotwórcy) i odpowiedział oficjalnym komunikatem. Komunikatem dość sprawnym, wspartym konkretnymi przykładami, a mającym wydźwięk taki, że to wszystko nieprawda. I oto minister finansów Rzeczypospolitej zarzuca ignorancję lub kłamstwo innemu ministrowi finansów Rzeczypospolitej, a to wszystko w przestrzeni publicznej. Ot, taka walka kogutów - podobno profesorowie (Rostowski jest mianowanym, ale zawsze) tak mają, że muszą jeden drugiemu dowieść swoje racje, nie zważając na to, iż słucha ich cała Polska.

Najfajniejsze w tym wszystkim są jednak słowa Rostowskiego, cytuję : "Kłamstwo lub ignorancja są nie do przyjęcia w poważnym dyskursie publicznym...". Powiedział to członek rządu, którego koledzy z Rady Ministrów wielokrotnie - delikatnie mówiąc - mijali się z prawdą w dyskursie publicznym, o ignorancji nie wspominając. Można Balcerowicza osobiście nie lubić, można zarzucać mu wiele rzeczy, ale człowiek jednak udziela wywiadów, prowadzi wykłady, jeździ po Polsce nie po to, by zbić kapitał polityczny dla siebie czy jakiejś partii, jeno po to, by punktować niedociągnięcia obecnie rządzących. Nie można mu też zarzucać hipokryzjii albo wyczucia chwili, bo to samo robił piętnując politykę finansową PiS czy SLD, gdy te partie były u władzy. Rostowski zaś - to bardzo dlań charakterystyczne - każdą krytykę swojego kulgarstwa (inne słowo nie przychodzi mi na myśl) finansowego odbiera jako bezpośredni atak, na który trzeba natychmiastowo i nie przebierając w słowach (wspomniane "naskoczenie" na opozycję) odpowiedzieć.

Jak powiadam, można Balcerowicza nie lubić, ale nie sposób nie przyznać mu racji - w Polsce Donalda Tuska Państwem zarządzamy w imię propagandy sukcesu, rozpaczliwie poszukując drobnostek i błahostek potrzebnych do "odtrąbienia" zwycięstwa. I nie sposób odmówić Balcerowiczowi kompetencji - jeśli mówi o fatalnym stanie finansów Kraju, o wołającym o pomstę do Nieba sposobie zarządzania ministra Rostowskiego, o tym, że już teraz zadłużamy Nasze wnuki i prawnuki, to coś jest na rzeczy.

Szkoda, że minister Rostowski woli doszukiwać się kłamstwa i ignorancji jedynie u innych.

trescharchi
O mnie trescharchi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka