trescharchi trescharchi
1245
BLOG

Na co Polsce minister Nowak?

trescharchi trescharchi Polityka Obserwuj notkę 30

Premier go chwali. Rząd - siłą rzeczy - też chwalić go musi. Po ciemnej epoce grabarszczyzny, kiedy większość wspaniałych planów wymienionych w Tuskowym expose z 2007 r. wzięło w łeb - nadeszła nowa jakość. Młody, ambitny minister, wprawdzie nie mający absolutnie żadnych kompetencji do zarządzania infrastrukturą, niemniej cieszący się sympatią prezydenta, umiarkowaną przyjaźnią premiera i przede wszystkim szerokim frontem spłacających kredyty kolegów z Młodych Demokratów, którzy dzień i noc domagali się nowych posad. Zmieszanie wszystkich tych składników (nie zapominajmy o coraz większej niechęci z jaką Polacy traktowali Grabarczyka, który mógł być sondażowym balastem) dało wyśmienity efekt - oto Sławomir Nowak został ministrem od dróg, kolei i całej reszty (przy czym cała ta reszta nie istnieje w mediach, zatem również i w świadomości Rodaków).

Minister Nowak zrobił oczywiście wszystko to, do czego zobowiązywała go lojalność partyjna - wpierw porozdawał co atrakcyjniejsze posadki, do absurdalnych rozmiarów nadymając swój "gabinet polityczny". Później zaś, wzorując się na swoim szefie, który z kolei wzorował się na Gierku, odwiedzał rozliczne place budów w asyście zaprzyjaźnionych dziennikarzy, raz za razem utwierdzając wszystkich niedowiarków w przekonaniu, że "będzie dobrze". Miał przy tym ułatwienie, bo chociaż stan Polskiej kolei i dróg leży daleko od dobrze, to zawsze można to wszystko zwalić na poprzednika, jako że sam rządzi mnisterstwem zbyt krótko. Wprawdzie Nowak musi uważać z krytyką Grabarczyka, bo jakiś przytomniejszy żurnalista zapamięta i spyta premiera dlaczego ten, co tyle nabroił zasiada teraz we władzach Sejmu, zresztą obok Ewy Kopacz, która dokładnie tak samo naknociła w zdrowiu i zwinęła żagle.

Problem z ministrem Nowakiem jest innej natury. Nikt w rządzie nie ma mu za złe, że objeżdża propagandowo Polskę i w żywe oczy okłamuje Polaków, jak jest dobrze - w końcu w tej czy innej formie robi to od pięciu lat cały gabinet Donalda Tuska. Wprawdzie przewinął się w międzyczasie łączony - Grabarczykowsko-Nowakowy - skandalik z oszukanymi przez Państwo i spółkę DSS podwykonawcami autostrady, ale najpewniej mały prztyczek w nos młokosowi nie zawadzi, coby nie poczuł się zbyt pewnie. I cóż się okazało? Ano, młokos poczuł się zbyt pewnie i zaczął działać na własną rękę, co w zbieraninie amatorskich karierowiczów, jawiących się Polskim rządem jest jasnym sygnałem, że Nowak chce zbierać punkty dla siebie. Naturalnie, zawsze jest prostsze wytłumaczenie - że minister chce działać w interesie Państwa, ale szanujmy się, proszę - tacy ludzie z pewnością nie lgną do rządu Donalda Tuska, bo nie mieliby tam czego szukać.

Nowak przeto postanowił przeprowadzić nowelizację ustawy o drogach publicznych, mającą w zasadzie szczytny cel - zwolnienie busów przewożących nieszczęsnych niepełnosprawnych z opłat drogowych. Idea, jak powiadam, słuszna, natomiast jej projektowanie - który to już raz w rządzie PO-PSL? - woła o pomstę do Nieba. Czegóż się zresztą spodziewać od resortowych specjalistów, zatrudnianych po znajomościach? Na nowelizacji suchej nitki nie pozostawiły zarówno Ministerstwo Finansów, jak i UOKiK, co naturalnie w żadnej sposób nie zmąciło dobrego humoru i nienagannego uśmiechu ministra-modela. Urzędnicy Rostowskiego wskazują, że Nowak gardłuje o większe środki na drogi, a jednocześnie zwalnia z opłat na drogi grupę przewoźników, w dodatku zupełnie nie precyzując, jakie warunki musi spełniać pojazd przewożący niepełnosprawnych. W dodatku setki stron papieru poszły na darmo, bowiem Finanse zadecydowały, że system opłat za drogi (osławiony, "profesjonalnie" wprowadzony ViaTOLL) działa jeszcze zbyt krótko, by oszacować skutki finansowe proponowanych przez Nowaka zmian.

Jeszcze większą niespodziankę dla Nowaka przygotował UOKiK - zdaniem Urzędu proponowany projekt jest po prostu sprzeczny z prawem unijnym, bo zaburza konkurencję wśród prywatnych firm. Naturalnie można zakładać, że w szeregu pozatrudnianych "z polecenia" urzędników Nowaka znalazł się jakiś radca prawny, obeznany w przepisach unijnych, ale przecież nie sposób wymagać od niego kontrolowania takich rzeczy, bo zawsze można wypuścić projekt "na czuja" i a nuż się uda. Skoro robi tak premier, dlaczego nie miałby robić jego wierny akolita, minister Nowak?

Warto na koniec nadmienić, że jeszcze niedawno - jak zwykle uśmiechnięty - Nowak przekonywał dziennikarzy, że przyjęcie projektu jest kwestią kilku tygodni. Mamy zatem dwa rozwiązania tej szarady, jedno gorsze od drugiego. Albo minister oficjalnie okłamywał żurnalistów, a za ich pośrednictwem społeczeństwo, wiedząc o tym, że projekt nie przejdzie z racji powyższych zastrzeżeń, albo za infrastrukturę w 40-milionowym Kraju w środku Europy odpowiada człowiek nie zdający sobie sprawy z jakości projektów, jakie wypuszczają jego urzędnicy. Strach się bać.

trescharchi
O mnie trescharchi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (30)

Inne tematy w dziale Polityka