trescharchi trescharchi
1560
BLOG

Dwie twarze Donalda Tuska.

trescharchi trescharchi Polityka Obserwuj notkę 17

Donald Tusk udzielił wywiadu włoskiemu dziennikowi "La Stampa" - jednemu z poczytniejszych w tamtym kraju. Zawsze cieszy, kiedy Polscy politycy są zapraszani do wypowiedzi w zagranicznej, opiniotwórczej prasie. Należy również docenić, że premier stara się grać rolę odpowiedzialnego, konkretnego polityka europejskiego. Nawet jeśli robi to we własnym interesie - tajemnicą Poliszynela jest przecież jego marzenie o ważnym stołku brukselskim - to dobrze, że pokazuje swoją roztropną twarz, której argumentów nie musimy się wstydzić za granicą. Fajnie również, iż nie popełnia takich lapsusów jak minister Sikorski, rozpowiadający w niemieckiej prasie o tym, że zupełnie go nie martwią rosyjskie rakiety przy Naszych granicach, a o wiele bardziej możliwy rozpad strefy euro.

Oczywiście, nie możemy zapominać, że z przekroczeniem Polskiej granicy (Bogu dziękować, nikt nie oskarżył go nigdy o przemyt narkotyków, jak pewnych wiekowych bohaterów Polski Podziemnej) Donald Tusk - niczym rzymski bóg Janus - zmienia swoją dojrzałą, europejską twarz na twarz dostosowaną do Polskiej, raczkującej jeszcze niestety demokracji. W Kraju ów statysta, chcący gorąco uchodzić za interesującego, mającego coś do powiedzenia polityka europejskiego formatu przepoczwarza się w polityka złośliwego, małostkowego i zawistnego, nie potrafiącego prowadzić konstruktywnego dialogu zarówno z opozycją, jak i z własnym Społeczeństwem. Ktoś powie - no tak, cała Nasza "elitarna" klasa zgromadzona na Wiejskiej i po różnych radach nadzorczych Państwowych spółek specjalnie się - z małymi, godnymi podziwu wyjątkami - od Donalda Tuska nie różni, niemniej wydawałoby się, że piastowanie fotela premiera po raz drugi z rzędu zobowiązuje. No cóż, istotnie okazało się, że zobowiązuje, niestety do utwierdzania się w poczuciu o własnej nieomylności, a całej formacji Donalda Tuska - o traktowaniu Kraju jako źródło cennych łupów materialnych. Wielce to przypomina Wikingów, tyle że oni łupili i wyjeżdżali.

Donald Tusk wypowiada się zatem dojrzale - dokładnie tak, jak powinen rządzić. Słusznie wskazuje italskim żurnalistom, że przykład Grecji powininen zadziałać na Polskę jak kubeł zimnej wody i winniśmy uczyć się na błędach Hellady. Słusznie prawi, że należy odpowiednio wyważyć proporcje między oszczędnościami, a wzrostem gospodarczym, by nie przeholować z radykalizmem w którąś ze stron. A jednocześnie wypowiadając te interesujące, rzeczowe słowa o gospodarce doskonale wie, że w Polsce czeka na niego zapatrzony w siebie finansowy kuglarz, Jacek Rostowski, który prowadzi politykę finansową Państwa na mielizny, a z resortu którego jak szczury z tonącego okrętu uciekają ostatni prawdziwi fachowcy, co zęby sobie zjedli na finansach publicznych.

Są i inne plusy - trzeba pochwalić Donalda Tuska za konkretny głos piętnujący populizm partii Geerta Wildersa w Holandii, uderzający również w tamtejszych Polaków. Dobrze, że taki sprzeciw jest głośno wypowiadany i słyszany w Europie. Dobrze też, że premier dostrzegł - jeno szkoda że na obczyźnie - iż Polacy pracują bardzo ciężko za niewielką część średniej pensji w bankrutującej Grecji. Problem w tym, że - cokolwiek mówić o uwarunkowaniach zewnętrznych - wiele winy za taki stan rzeczy ponosi on sam i jego pięcioletnie rządy. I po raz kolejny - dobrze, że premier dostrzega wiodącą rolę Niemiec w dźwiganiu na swoich barkach ciężaru finansowania Unii Europejskiej. Szkoda jednak, że nie prowadzi polityki Polskiej w kierunku zwiększenia konkurencyjności i wytworzenia naturalnej przeciwwagi dla wpływów niemieckich w Naszym regionie, jakby zapominając o tym, że Angela Merkel - przy całej jej osobistej sympatii do niego - wybrała już sobie sojusznika w postaci Francji, i kolejnych jej nie trzeba, co najwyżej poszukiwani są przez nią lojalni przytakiwacze, których nigdy dość.

Nie zabrakło naturalnie elementów humorystycznych, jako że premier jest wesołym mężczyzną o duszy wiecznego chłopca-piłkarza. Otóż Donald Tusk stwierdził, że Platforma Obywatelska jest "umiarkowaną centroprawicą" - cokolwiek to może znaczyć. Myslę, że z takim stwierdzeniem polemizowaliby zarówno Dariusz Rosati, Bartosz Arłukowicz czy Jarosław Gowin. Konkludując - w słowach, w wywiadach pisanych i mówionych (poza częstymi wpadkami Sikorskiego i Komorowskiego, no i ucieczkach "by złapać samolot" z brukselskich szczytów) otoczenie Donalda Tuska z nim samym prezentują się nieźle. Europa jest bardzo czuła na punkcie tego, co się mówi - na Zachodzie gazety i dziennikarze są nieco dojrzalsi niż u Nas, toteż każde odpowiedzialne, konstruktywne słowa zaowocują pojmowaniem Polski jako kraju statecznego i pewnego.

Szkoda tylko, że to pustosłowie, a po powrocie do Kraju Donald Tusk zdejmuje europejski garnitur i wpada w sam środek politycznego piekiełka. Piekiełka, które sam pomagał tworzyć, i którego pożar od wielu lat gasi benzyną, mimo wszystkich deklaracji o miłości ważniejszej niż polityka. Zaś najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że premier pokazuje - patrzcie, jestem koncyliacyjnym, ugodowym politykiem, zatroskanym o losy mojego Kraju i całej Europy. Chcę być z Wami, chcę wspólnie tworzyć prężnie działającą Unię (na dzień dzisiejszy to niestety czystej wody oksymoron). Czyli potrafi się tak zachowywać, kiedy ma w tym konkretny interes. Sympatycy PO powiedzą z pewnością, że w Polsce Donald Tusk musi krakać tak, jak te wrony między które wszedł, a ich oskarżenia o psucie debaty publicznej niedwuznacznie (albo i dwuznacznie) powędrują w stronę jątrzącej opozycji. Ale, ale, kto z obecnie rządzących jest bez winy w tej materii, niech pierwszy rzuci kamieniem.

Wątpię, by takowi się znaleźli. Donaldzie Tusku (ponoć czytasz Salon, kto wie...)! Bądź w Polsce choćby w kilkunastu procentach taki, jak jesteś za granicą. Wtedy istotnie będzie żyło się lepiej.
 

trescharchi
O mnie trescharchi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (17)

Inne tematy w dziale Polityka