trescharchi trescharchi
1154
BLOG

Walka o telewizję Trwam dryfuje na złe wody.

trescharchi trescharchi Polityka Obserwuj notkę 27

Minister Gowin w wywiadzie dla braci Karnowskich w "Uważam Rze" sam wyraża zdziwienie, że Telewizja Trwam nie dostała miejsca na multipleksie cyfrowym, miast tego cieszyć się mogą z takiego wyróżnienia malutkie telewizyjki produkujące "soft porno". Wskazuje też, że cała afera i poruszenie słuchaczy/telewidzów ojca Rydzyka jest w gruncie rzeczy balastem dla rządu i - parafrazując rzymską maksymę - Donald Tusk jest w tej sprawie niewinny, bo żadnej korzyści nie odnosi, wręcz przeciwnie, straty wizerunkowe są fatalne.

Z drugiej strony mamy głosy "obrońców" telewizji Trwam, którym racji też nie sposób w kilku argumentach odmówić. Z pewnością muszą czuć się skonfudowani, kiedy Krajowa Rada imputuje Fundacji niestabilność finansową - podczas gdy do tej pory narracja mediów kierowała się w stronę "bizantyjskiego przepychu" ojca Rydzyka i jego medialnego imperium. Zresztą, ojciec Rydzyk pokazał, że potrafi walczyć o swoje ukochane dziecko - korzystając z poparcia politycznego - i obie strony znalazły się w impasie. Wierząc głęboko w rozsądek ludzki jestem w stanie uwierzyć, że sami członkowie Krajowej Rady nie pałają wściekłą nienawiścią do toruńskich mediów - ot, po prostu, sprawy doszły już do takiego etapu, iż żaden z przeciwników nie może już wyjść ze sporu z twarzą. To źle wróży ładowi medialnemu w Polsce, niestety.

W mojej opinii jednak owo wsparcie polityków prawej strony było dla ojca Rydzyka pocałunkiem śmierci, uwolnieniem dżina z butelki, dżina, nad którym zapanować nie sposób. Wątpię, by politycy mieli w tej - podobnie jak w wielu innych, to nie jest kwestia przynależności partyjnej, jeno mentalności - czyste intencje. Wszystkie górnolotne słowa o wolności mediów i potrzebie wspierania katolicyzmu są jeno zasłoną dymną w walce o rząd dusz. Byłaby to nawet podziwu godna pragmatyka polityczna, gdyby nie dotykała tak licznej rzeszy starszych ludzi istotnie zagubionych w "nowej" (chociaż trwającej już przeszło dwie dekady) rzeczywistości. Z niepokojem czekam na moment, w którym ojciec Rydzyk podliczy (a rachmistrzem jest biegłym), ile kosztuje go przyjaźń z politykami i zdecyduje się poprosić o rachunek. Ot, będzie kolejna okazja dla środowiska "Wyborczej" do zacierania rąk z radości, że śmiertelni wrogowie znów się poróżnili.

Problemem jest inna sprawa - otóż walka o miejsce na multipleksie powolutku idzie w złą stronę. Można nawet bez kozery napisać : niepokojącą. Mówiąc zaś obrazowo - własne brudy powinniśmy prać we własnym Kraju, i lepiej nie mieszać do tego Unii Europejskiej, skądinąd bastionu laicyzacji Kontynentu, którą zamieszanie związane z sekowaniem telewizji katolickiej delikatnie rzecz biorąc obchodzi tyle, co zeszłoroczny śnieg. Ale naturalnie protestować w Brukseli można - protestują tam wszyscy, i warto jeszcze bardziej skonsolidować grupę wokół problemu, nawet jeśli głos będzie nieusłyszany.

Tymczasem komitet "SOS dla telewizji Trwam" ma zamiar wysłać do posłów PiS, SP oraz PSL -u listy z twardym domaganiem się, by adresaci wstrzymali się od ratyfikowania umowy o przyjęciu Chorwacji do Unii Europejskiej. Do czasu aż w Kraju "nie zostatnie zagwarantowana wolność mediów". Wedle przedstawicieli komitetu, sprawa rozszerzenia Unii może wrócić dopiero wówczas, kiedy prezydent, premier i cała PO poprze otrzymanie koncesji przez Trwam. Poseł Jaworski z PiS zapowiada, że będzie namawiał wszystkich kolegów partyjnych do poparcia tego wielce osobliwego pomysłu, naturalnie jeśli cała partia przyłączy się do protestu, to dłużna z pewnością nie będzie mogła być Solidarna Polska, skąd już dobiegają głosy o potrzebie "radykalnych środków", by wymusić "respektowanie zasady równości wobec prawa".

Autorzy tej idei nie ukrywają, że pomysł poddał im Ludwik Dorn, który tłumaczył swe przemyślenia w następujący sposób - "jest to normalna polityka, i trzeba szukać każdej okazji, by wymuszać na rządzie ustępstwa w ważnych sprawach". Przy okazji wspomniał o strefie euro i pakcie fiskalnym, które to postanowienia wymagają zgody dwóch trzecich Sejmu.  W zasadzie więc - mamy broń i nie zawahamy się jej użyć, spluwa jest już odbezpieczona, a nerwowy palec błąka się niespokojnie po cynglu. Wasz ruch.

Na reakcję PO nie trzeba było długo czekać, a głos zabrał w imieniu partii miłości ceniony ekspert od parku motorowego księży - poseł Paweł Olszewski, naturalnie pałając oburzeniem i nazywając całą sprawę "obrzydliwym szantażem", plus dodając swoje zwykłe opowieści o "niszowej telewizji". O dziwo jednak z niektórymi argumentami Olszewskiego nie sposób się nie zgodzić - w zasadzie nie wiadomo, czym biedna Chorwacja zawiniła w sporze Telewizja Trwam - Krajowa Rada. Głęboko nieetyczne i niesprawiedliwe jest stawianie na szali sprawy szansy na rozwój biednego, dotkniętego całkiem niedawną wojną kraju na równi ze swoimi partykularnymi interesami. Nie tędy droga, prawico z PiS-u i SP (PSL listy dostanie, ale zapowiada, że zignorują wezwania).

Powiadają, że w polityce zawsze trzeba myśleć szachowo - zaś prawdziwego męża stanu poznaje się po tym, iż patrzy o kilka ruchów naprzód. Polska prawica marzy - jak mniemam - nieustannie o wariancie węgierskim, wychodząc z założenia, że historia lubi się powtarzać. Jeśli wobec tego zdobędzie w przyszłości władzę, jak spojrzy w oczy Chorwatom - krajowi małemu, ale dumnemu - podczas państwowych wizyt? Jaką reputację zyska w Unii Europejskiej, jeśli zostanie przedstawiona przez PO (z pewnością z pewnym wyolbrzymieniem, ale okazja czyni złodzieja) jako "hamulcowi" gotowi poświęcić interesy wspólnoty na ołtarzu swoich bieżących spraw?

Chyba jest jeszcze okazja do opamiętania się. Nie można walczyć o prawa telewizji katolickiej dopuszczając się w tej walce do szantażu i zniechęcania do Nas Chorwatów, którzy wszak nic z Naszej wojenki medialnej nie rozumieją. Nie tędy droga, naprawdę.

trescharchi
O mnie trescharchi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (27)

Inne tematy w dziale Polityka