Gdyby ktoś nie zauważył i nie zapamiętał z licznych "pogadanek" służb prasowych Rady Ministrów, jesteśmy już w XXI wieku, ba my, jako Polska, jesteśmy tegoż stulecia forpocztą w Europie. Po opływającej w sukcesy półrocznej prezydencji cała Unia Europejska - wedle narracji Platformy - pochyliła głowę w niemym podziwie nad Polskimi sukcesami. Furda stare, zapyziałe państwa - to idzie młodość, pracowitość i przebojowość Zielonej Wyspy. Jesteśmy już tak dobrzy, że większość swojej siły intelektualnej już wyeksportowaliśmy na Zachód, by nieść kaganek oświaty wśród ciemnego europejskiego luda. Niech tam walczą o nowe patenty, niech tam studiują i podnoszą prestiż tubylczych uczelni - po prostu prometeizm pełną gębą.
Ukoronowaniem wiodącej roli Polski w nowoczesnej Europie jest oczywiście przyznanie Nam organizacji mistrzostw, a co za tym idzie - wielki skok cywilizacyjny Naszego Kraju. Piszę to bez złośliwości, bo mimo generalnej nędzy ze strony rządowej możemy i musimy być z przygotowania turnieju dumni, niezależnie od tego, co będzie potem, a że za wesoło nie będzie, to więcej niż pewne. Machnijmy też ręką na śmieszne w gruncie rzeczy zabiegi propagandowe PO, jako żywo przypominające agitki z zamierzchłych czasów. "Ten typ tak ma". Problem jednakowoż leży gdzie indziej, bo Polska rzeczywistość w zasadzie nijak ma się do tego, co opowiadają Nam z nienagannymi uśmiechami Graś, Rostowski, Tusk, Kopacz (słyszeliście Państwo panią marszałek? Kobieta domaga się werbalnego "przepraszam" od Baracka Obamy...zapomniał wół jak cielęciem był. Paradne!).
Problemem współczesnej Polski, za którą główną (ale nie jedyną) odpowiedzialność osobiście ponosi rządzący od pięciu lat Donald Tusk jest niesamowite natężenie "bareizmu" na kilometr kwadratowy. I dokładnie jak wówczas, kiedy tworzył mistrz absurdu - jest prawda czasu i prawda ekranu. Nie wiem, może to spędzenie większości życia w głębokim PRL-u implikuje takie zachowania całej klasy rządzącej, może tutaj należy szukać odpowiedzi na ich zdumiewającą ślepotę i wmawianie Nam (a chyba przede wszystkim sobie), że jest wspaniale, chociaż nie jest. Ale jeśli taki świat równoległy pomagają konstruować nawet - zdawałoby się - inteligentni, opiniotwórczy dziennikarze, gotowi na wszystko, byleby nie dopuścić pewnych osób i pewnych światopoglądów do władzy, to dlaczego się dziwię?
Pretekstem do tej notki stały się doniesienia z pięknej Opolszczyzny, obdarzonej płatną od wczoraj autostradą relacji Gliwice - Wrocław (w dużym skrócie). Ponieważ rząd (władają Nami historycy, proszę zważyć) najwyraźniej skłania się do odrodzenia w Polsce prasłowiańskiej struktury gminnej, pierwszym krokiem w tym zacnym celu było postawienie na drodze średniowiecznych, swojskich budek pobierających myto, w których białogłowy za garść dukatów dają glejt na dalszą jazdę, a za porządek odpowiadają halabardnicy z ochrony. Ekspertem nie jestem, i skoro ktoś mądrze prawi w telewizji, że takowa budka ze szlabanem to idealne i wygodne rozwiązanie, to muszę mu uwierzyć, chociaż między Bogiem a prawdą gdyby wszedł wczoraj między Gliwiczan tkwiących w rozpaczliwym korku do kilku ledwie czynnych stanowisk, pewnie szybko pożałowałby swoich mądrości.
Pobieraniem myta zajmują się Austriacy, co też jest zjawiskiem ciekawym i "znakiem Naszych czasów", czyli Europy multi-kulti. I tu pojawił się pewien problem. Wytłumaczenia problemu są dwa - albo Austriacy tak wysoko cenią sobie rozwój Polski Donalda Tuska, że żyją w przeświadczeniu o całkowitym "zhelikopteryzowaniu" Naszej służby ratunkowej, albo - zgodnie z jednym z najgorszych dla rozwoju Polski rozwiązań, czyli wyborem najtańszej opcji w przetargu - po prostu pokpili sprawę. W ten sposób, w - przypomnijmy - XXI wieku, w środku kontynentu europejskiego powstały autostrady bez pasów awaryjnych dla służb ratowniczych, które wprawdzie myta płacić nie muszą, niemniej winny swoje w sznurku samochodów odstać, aby darmowo przejechać.
Jeszcze raz przypominam : tkwimy w "tygrysie Europy" i "szóstej potędze Unii Europejskiej" - dlatego płatna (pogrubienie moje) autostrada nie miała do wczoraj planu awaryjnego i strażacy nie mieli możliwości poćwiczenia na tym odcinku. Pal licho, byleby szybciej łapać forsę, nieprawdaż? GDDKiA nie widzi w tym żadnego problemu - bramki są, kasa płynie, a wypadki zawsze się zdarzają. Pozostał jedynie problem tych nieszczęsnych, wszędobylskich karetek. Dlategóż przedstawiciel Państwa Donalda Tuska (trzeba to podkreślać w nieskończoność) - wojewoda opolski pozwolił pojazdom ratowniczym na taranowanie bramek. Na taranowanie bramek (a jak któryś nie trafi, i wjedzie w pobierającą myto białogłowę?) stanowczo nie zgodziło się za to opolskie GDDKiA, nie wydając jednak przy okazji kluczy do furtek awaryjnych rozsypanych na całej długości drogi. Zaś opolskie pogotowie ratunkowe z pewnością rozpisuje już przetarg na uzbrojenie swoich karetek w stalowe spychacze przed maską.
Wyobraźmy sobie hipotetyczną sytuację : kamperami zmierza na Euro liczna włoska (uwielbiają ten sposób podróżowania) reprezentacja kibiców, albo co tam! bez kozery powiem, gdzieś na lotnisku jest mgła i komfortowym busem suną piłkarze Francji. Bramki - cóż, normalna rzecz, u nich też autostrady są płatne, więc kierowca karnie ustawia wóz w kolejce samochodów. Kibice z aut machają, piłkarze ziewają i bawią się iPodami. Gdzieś w oddali słychać syrenę - cóż, normalna rzecz. W pewnym momencie piłkarze widzą, jak samochody zaczynają gwałtownie odjeżdżać na boki - cóż, dziwna rzecz. I nagle dźwięk przybiera na sile - wzzzzziuuuuuut ! - mija ich czerwona, rozpędzona, wyjąca torpeda i w drobny mak rozwala bramkę obok. Pobladła, minięta o centymetry pani z punktu poboru uśmiecha się niepewnie, a ochroniarze natychmiast podbiegają z rezerwowym, całym szlabanem, pobranym z "rezerwowego" stosu ułożonego obok. Gdyby Bareja żył, wszedłby na scenę, machnął kapeluszem i wyrzekł do publiczności : moja rola skończona, rzeczywistość wyprzedziła fikcję.
Bogu dziękować, pod koniec piątku (zważmy - komuś chciało się jeszcze "robić" po 12-tej przed weekendem, należy pochwalić) austriacka firma zobowiązała się do otwierania bramek na widok samochodu ratowniczego (a zatem rozpisany zostanie najpewniej konkurs na stanowisko autostradowego "majtka" umieszczonego na balonie obserwacyjnym lub bocianim gnieździe), czyli demolki nie będzie, a i biletu obsługa karetki czy wozu bojowego straży pożarnej nie będzie musiała kupować. GDDKiA - po fali oburzenia przetaczającej się przez internet - zobowiązała się natomiast do wyposażenia wszystkich wozów w system viaTOLL. Wszyscy są zadowoleni, wojewoda zaś cofnął przykaz taranowania, ale taki "destrukcyjny" charakter z pewnością nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Można było załatwić wszystko bez kompromitowania się wzajemnie? Można było. Tylko po co, wszak w obecności mediów i społeczeństwa - weselej.
Doprawdy, Polska Donalda Tuska jest pełna lokalnych smaczków. Warto je katalogować - przecież pan premier czyta regularnie Naszą blogosferę. Zmienić może nic nie zmieni - wyborów w najbliższym czasie nie ma - ale pośmieje się z kolegami przy dobrym winku, i kto wie? A nuż go coś ruszy.
863
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (11)