trescharchi trescharchi
1037
BLOG

"Pierwszy macher" Ewa Kopacz.

trescharchi trescharchi Polityka Obserwuj notkę 14

Nie wiem wprawdzie, czy zgodnie z Muszą nowomową nie powinno pisać się "pierwsza machra", niemniej zarzut pozostaje zarzutem, obojętnie jak wykoślawione formy polszczyzny przybierze. Trzeba obiektywnie przyznać, że zeznania i nagrania Beaty Sawickiej - ofiary politycznego zamordyzmu oszalałej z nienawiści prawicy (copyright: głównie "Wyborcza", ale narrację podejmują i inni żurnaliści) - są prawdziwą kopalnią wiedzy o Państwie Polskim rządzonym przez Platformę Obywatelską. Przy czym, żeby była jasność - ludzie tacy jak Sawicka, traktujący politykę tylko jako sposób na szybkie nabicie kabzy i odreagowanie kilkunastoletniego biedowania (w tym wypadku na etacie nauczycielskim) doskonale znaleźliby się w każdej partii, bo przecież o jakieś głębsze ideologie poza "kasa, Misiu, kasa" posądzać ich nie sposób. Niemniej, kolesiostwo, nepotyzm i przypominające czasy siedemnastowiecznej magnaterii budowanie siatki "klientów", panujące w partii Donalda Tuska znacznie takie kariery ułatwiają. Nie wspominając już o pozostawaniu przez pięć lat przy "korycie".

Sawicka - rozkochana do nieprzytomności przez "lowelasa", który rozkochał też elektorat żeński, lądując w Sejmie - zasłynęła ostatnio "zleceniem" na Bogu ducha winnego Schetynę, bowiem ów działacz ją "denerwował". Dlatego też, zgodnie z dziwnie rozumianą wykładnią wszechobecnej miłości, zadeklarowanej przez Donalda Tuska, starała się napuścić na niego zakapiorów z Pragi, by wybili "Grzesiowi" z głowy próby blokowania jakże prężnie kwitnącej kariery pani poseł. A pamiętacie Państwo, ileż było larum i darcia szat, że to prawica sama pobiła swoją aktorkę Cugier - Kotkę? Jak widać, nawyki takie rozprzestrzeniają się we wszystkich ugrupowaniach, a Platforma bynajmniej żoną Cezara nie jest. Swoją drogą ciekawe, o ilu takich "zleceniach" na towarzyszy partyjnych nigdy się nie dowiemy - jak mniemam, w tak prymitywnej i brutalnej (w znakomitej większości) klasie politycznej takie zachowania godne dresiarzy pod trzepakiem są na porządku dziennym. Podobnież obfity w "k" i "ch" język, jakiego nie powstydziliby się żadni gimnazjaliści.

Im dłużej człowiek się w słowa płaczliwej Beaty Sawickiej wczytuje, tym bardziej jak na dłoni Platforma jawi mu się nie jako partia polityczna, gotowa zmieniać i naprawiać wymagające tego Państwo, jeno jako wielką grupę znajomych (i wrogów, vide: zlecenie na "Grzesia"), którzy umówili się na wzajemną pomoc w trudnych czasach kapitalizmu. Pomoc w osiągnięciu osobistej pozycji i majątku, najlepiej cudzym (Krajowym) kosztem. Można długo pisać o osobistych marzeniach Beaty Sawickiej - bardzo chciała zostać senatorem, bo to i prestiż, i "wiele się jeździ po świecie". Kto mnie przekona, że to jednostkowy wypadek, taka dama? Przypuszczam, że wątpie. Tym właśnie musiał zostać skuszony jeden z największych kłamców i "przekręciarzy" w poprzednim rządie, Bogdan Klich, który w nagrodę za swoje niegodne czyny wylądował tam, gdzie pragnęła dostać się Sawicka. Można też długo pisać o marzeniach finansowych Sawickiej - o, to prawdziwa studnia bez dna, aż obrzydzenie człowieka bierze. Tak jak na kreskówkach zdarzają się karykaturalne postacie, które zamiast źrenic mają symbol dolara - tak my nad Wisłą mamy taką kreskówkową panią polityk z partii rządzącej. Cicha, nieśmiała, płacząca blondynka potrafi pleść tylko o pieniądzach. Więcej pieniędzy, jeszcze więcej, tu sto tysiaczków, tam nieco mniej, tu potrzebuję, tam muszę cholercia wydać. Nóż się w kieszeni otwiera.

Nie wiem, czy Beata Sawicka - wykluczyć tego nie można, bo pokłady mitomanii wydają się w niej tkwić całymi garściami - mówiła prawdę, czy koloryzowała, ale przy powołaniu się na swoje wpływy opowiadała nieco o Ewie Kopacz, wówczas kierującej pracami sejmowej komisji zdrowia. Zdaniem Sawickiej dzisiejsza pani marszałek jest "pierwszym macherem" - i może bardzo wiele załatwić. Biorąc pod uwagę powtarzane co rusz zapewnienia oskarżonej posłanki o tym, że najlepszy (znów te pieniądze) biznes robiony będzie na prywatyzacji służby zdrowia, brzmi to co najmniej niepokojąco, zwłaszcza, jeśli weźmie się pod uwagę rządy Ewy Kopacz na stanowisku ministerialnym i cały bałagan, jaki pozostawiła swemu następcy. Czy ów bałagan był tylko skutkiem potwornej niekompetencji - a po władczyni ZOZ-u w Szydłowcu specjalnych talentów spodziewać się nie sposób - czy próbą ukrycia czegoś, co odbywało się pod bałaganem, nie wiemy. Oby tylko niekompetencją - jakkolwiek to zabrzmi, lepsze to dla Państwa. Im dłużej rządzi Platforma, tym bardziej trafne stają się nieśmiertelne już słowa Mira (przy okazji - dlaczegóż jest on ciągle zapraszany do telewizji? Jako kto?) o dzikim Kraju. Niestety.

A Ewa Kopacz? Cóż, cokolwiek dziś powie, czy ktoś jeszcze tej kobiecie w cokolwiek uwierzy? Kto raz kłamał przed kamerami, ten zawsze zrobi to ponownie. Już zwłaszcza we własnej obronie.

trescharchi
O mnie trescharchi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (14)

Inne tematy w dziale Polityka