Niegdyś prawa ręka Donalda Tuska, potem strącony w niebyt pośledniej komisji sejmowej a obecnie powoli przywracany do łask (w formie futbolowej) Grzegorz Schetyna udzielił Monice Olejnik wielce interesującego wywiadu. W tym miejscu chciałbym pogratulować wszystkim "szpecom" od poprawy wizerunku, bowiem niegdyś wicepremier absolutnie nie potrafił brylować w mediach - jąkał się, stękał, przewracał oczami, gadał bzdury, słowem, słuchanie go było niezwykle męczące, zresztą, złe języki w Platformie przyznawały otwarcie, że "Grześ" bardzo się publicznie spala. Obecnie wszystkie mankamenty zniknęły i Schetyna jedynie (od czasu do czasu) gada bzdury - szczere gratulacje dla osób nad nim pracujących.
Na początku Schetyna powiedział coś bardzo ważnego - i warto to zapamiętać, jako ewentualny argument do szermowania nim w przyszłości. Wziął bowiem publicznie, na antenie radia pełną odpowiedzialność za Euro, bowiem "...wszystko zaczęło się w 2007 roku, po naszym zwycięstwie wyborczym...". Słowem, odpada już pokutujące przecież w wypowiedziach prominentów Platformy narzekanie na dzisiejszą opozycję, która przez dwa lata swoich rządów pozostawiła tak katastrofalny stan Państwa, że Nam i Donaldowi ciężko to było naprostować, i głównie tym się zajmowaliśmy - stąd nie wszystko, co tak pięknie obiecaliśmy, mogło się spełnić. Trzeba docenić, że Schetyna nazwał rzeczy po imieniu i wziął na barki swoje i swoich kolegów pełną odpowiedzialność.
Trzeba też oddać Schetynie sprawiedliwość - w wielce taktowny sposób rozprawia się z pytaniami Moniki Olejnik odnośnie akcji "Solidarnych 2010" z ulotkami o morderstwie śp. Lecha Kaczyńskiego przez Rosjan, mimo, że dziennikarka otwarcie próbuje naciągnąć go na jakieś grubsze słowa. Schetyna odpowiada - chyba zgodnie z rozsądkiem - że wynoszenie takich spraw na zewnątrz, i to w czasie turnieju, gdzie kibice przyjeżdżają się bawić (a te sprawy - niestety - zupełnie ich nie obchodzą) jest niefortunne. Dobrze też, że nie dał się sprowokować Olejnik, pytającej go o to, czy organizowanie demonstracji w sprawie Telewizji Trwam w Brukseli jest "wstydem dla Polski". Tu się na chwilę zatrzymajmy, bo zadawanie takich pytań jest doprawdy nieuczciwe, pani Moniko. To była legalna manifestacja, z postulatami której można się nie zgadzać, ale czy dajmy na to francuscy rolnicy protestujący przed Europarlamentem przynoszą wstyd Francji? Czy te setki pochodów, marszów w obronie i przeciwko wszystkiemu, które przechodzą przez Brukselę, są dla kogoś powodem do wstydu? Albo mamy tę wolną Polskę, o którą walczyliśmy, albo mamy Kraj, w którym popularna redaktorka sugeruje, które manifestacje są wstydliwe, a które nie.
Później - cóż, później Schetyna wił się jak piskorz, próbując nie nazwać słynnego już "listu Sikorskiego" do Watykanu inaczej niż grubą kompromitacją swojego kolegi partyjnego. Wykorzystał starą zagrywkę wszystkich polityków z wszystkich partii - ot, zna całą sprawę tylko i wyłącznie z medialnych doniesień i w związku z tym nie będzie się wypowiadał. Stawia go to nieco w złym świetle jako szefa komisji spraw zagranicznych, że o takich efektach pracy ministra dowiaduje się z mediów, no ale - jego sprawa, cała Polska widzi. Bardzo wesołe jest też unikanie konkretnych odpowiedzi w sprawie kolejnej wielkiej gafy Sikorskiego - zapraszania na Twitterze doradców Obamy celem douczenia się historii. Schetyna tu jest rozdarty, bo Olejnik przypomina mu, że na początku ministra skrytykował, a dziś właściwie nie krytykuje, i to w ogóle, "sytuacyjna wypowiedź", było zamieszanie, pani redaktor, ja już nie pamiętam...ot, esencja klasy politycznej w najczystszej postaci.
No i wreszcie creme de la creme wywiadu, czyli oficjalna reakcja Schetyny na "miłość" jaką zapałała doń jego była partyjna koleżanka, Beata Sawicka. Jak wiadomo od wieków, od miłości do nienawiści jest już tylko krok, dlatego nieświadomy niczego Schetyna żył swojego czasu z widmem "wpier..." nad głową. Schetyna komentuje to tak, że "...nie wszyscy wytrzymują presję sejmu, władzy, Warszawy...", a co najlepsze - rozdziera szaty nad "wulgarnym językiem", bowiem - jak widać - tylko Sawicka używała przekleństw i prostackiego slangu w całej Platformie Obywatelskiej, ba! w całej Polskiej polityce.
Co najciekawsze - Schetyna nadal utrzymuje, że Ziobro i Kaczyński powinni stanąć przed Trybunałem Stanu, a cała sprawa Sawickiej była prowokacją służb - bowiem właśnie stenogramy pokazują, że "szukano słabości" i "słabych ludzi" których "zachęcano do złych rzeczy". Bowiem - tu pewna niespodzianka - kobieta, która Schetyny nienawidziła i chciała, by gangusy z Pragi mu "wpier...", nie jest złą, chciwą na forsę intrygantką. Tak utrzymuje Schetyna, tłumacząc, że przejście Sawickiej na Ciemną Stronę było bezczelnie sprowokowane przez jej politycznych przeciwników. No i racja, kobieta była przecież tak oszołomiona swoją przemianą, że nawet w kwotach, jakie dyktowała sobie do łapówek ciągle się myliła.
Sporo mówi się o zgłoszeniu Bialackiego do pokojowej nagrody Nobla. A ja powiadam : furda Bialacki. Zgłośmy Schetynę - żywy, chodzący przykład na biblijne przesłanie "zło dobrem zwyciężaj", broniącego swojej otumanionej koleżanki wbrew wszystkim suchym faktom.
No i w sumie ciekawe, czy byłby taki wielkoduszny, gdyby Sawicka nie poszła do agenta Tomka, tylko od razu do łasych na forsę gangusów. Chyba jednak nie - solidny "wpier..." zlecony przez "dobrą kobietę" mógłby skutecznie wyleczyć go z tych pokojowych zapędów.
1911
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (24)