Niemal powszechnie zarzuca się ludziom nie będącym sympatykami Platformy Obywatelskiej - a to, że wciąż jest tam bardzo wiele zacnych person, nie ulega wątpliwości - iż ich zainteresowanie planami tej partii jest cokolwiek chorobliwe i z pewnością związane z "ośrodkami decyzyjnymi" pewnej jątrzącej w Polskim życiu publicznym partii opozycyjnej. W miarę logiczny to punkt widzenia, niemniej krytycy krytyków zapominają o pewnej najistotniejszej rzeczy - odpowiedzialności Donalda Tuska i jego współpracowników za Polskę. Jestem przekonany, że już samo rządzenie Krajem przez ostatnie pięć lat daje mandat do patrzenia władzy na ręce, co jest tym bardziej potrzebne biorąc pod uwagę - delikatnie mówiąc - mało profesjonalny styl uprawiania polityki przez rząd PO-PSL.
Stąd nieco zabawne są zapowiedzi płynące z łona PO, a dotyczące szeroko zakrojonej "ofensywy" Donalda Tuska zaplanowanej na po wakacjach, być może z nadzieją, że zrelaksowani w Tunezjach i Egiptach Polacy łatwiej przełkną zmiany. Zmiany na gorsze, które naturalnie są potrzebne - naprawa Państwa nigdy nie jest lekka, łatwa i przyjemna - jednak rzecz w tym, jak się do tych zmian zabieramy. Przykład ACTA był niepokojącym preludium, zaś przykład całkowicie amatorskiej (tempo uchwalenia, brak "postawienia się" mundurowym, etc.) próby naprawy systemu emerytalnego był już potwierdzeniem braku pomysłu na Państwo wśród rządzących Nami ludzi, zapatrzonych we własne stołki i wahające się sondaże.
Szkoda wobec tego, że - jestem przekonany - nawet sympatycy PO nie traktują zapowiedzi "wzmożonej pracy" powakacyjnej jako czegoś innego niż kolejnego "skoku na słupki poparcia". Naprawdę, szczerze żałuję iż nie doczekaliśmy się w Polsce rządu (a ten wszak cieszy się legitymacją drugiej kadencji) którego intencje i zamiary możnaby tłumaczyć troską o Kraj - nie zaś tanimi, kuglarskimi sztuczkami opracowanymi gdzieś w osławionej "bibliotece" w Kancelarii Premiera. Cóż Nas przeto czeka? Ano, kolejny - odtrąbiony w mediach jako przykład "pracowitości" - festiwal pustych gestów, wielkich słów, pohukiwania na opozycję i (z pewnością) karczemnych awantur w Sejmie, gdzie słowo "zdrada" i "hańba" będzie fruwało częściej niż "k...mać!" na stadionach.
Donald Tusk ma przeto wygłosić duże wystąpienie, w którym zechce - nie wątpię, że hurraoptymistycznie - przedstawić sukcesy swojego rządu w ciągu ostatniego roku i przedstawić nowe wyzwania, jakimi - w zależności od wahań słupków - trzeba będzie zająć się w bliższej i dalszej przyszłości. Przy czym liczba wyzwań jest wprost proporcjonalna do zbliżania się kolejnych wyborów i o tym też trzeba będzie pamietać, nim podniecimy się jak łysy na grzebień i szczerbaty na suchary. Czekać Nas też ma rekonstrukcja rządu - chociaż tu głosy są podzielone pół na pół. Z pewnością lipiec będzie bardzo gorącym czasem dla Arłukowicza i ministrowanie "młodego, zdolnego" lekarza z Pomorza może skończyć się gigantycznym skandalem zdrowotnym. Oby nie, bo to kwestia zdrowia i życia chorych. Na giełdzie nazwisk do wymiany jako pierwsza figuruje ministra Mucha, dziś eksponowana z okazji Euro, a po wakacjach mogąca spokojnie schować się do jakiejś ciemnej norki i przebiedować z zatrudnianymi po znajomościach kolegami do kolejnych wyborów.
Zresztą, słowami swoich prominentnych działaczy - Ireneusz Raś chociażby - PO sama przyznaje, że ofensywa takowa jest prowadzona celem "lepszego skomunikowania się z opinią publiczną". Oby tylko nie wyglądało to jak słynne spotkanie u premiera w sprawie ACTA, gdzie grupki mniej lub bardziej zainteresowanych dość oględnie pogadały między sobą, a potem sprawa błyskawicznie przycichła. Mówi się też o "grubych" reformach, których Polska potrzebuje jak kania dżdżu - czyli o KRUS-ie i emeryturach górniczych. Jak się niegdyś mawiało, pic na wodę fotomontaż - być może PSL dzisiaj wykazuje umiarkowane zainteresowanie tematem, jednak kiedy przyjdzie co do czego, z pewnością nie zawiążą sobie takiej pętli na własnej szyi, bo jakiekolwiek - nawet powierzchowne - grzebanie przy ubezpieczeniach rolniczych kosztowałoby ich przegraną wyborczą. Zaś górnicy jak to górnicy - skrzykną się w kilkadziesiąt autobusów i Warszawa po raz kolejny wypełni się gryzącym smrodem palonych opon, dając przy okazji asumpt członkom Partii Miłości (konkretnie: posłowi Markowi Plurze, reprezentantowi Narodu) do wypowiadanych z pogardą słów o "pijanej hołocie".
Rafał Grupiński - inny ważny działacz Platformy - wskazuje też na potrzebę konkretnej nowelizacji ustawy o działalności leczniczej, aby "wyjaśnić kwestie hospicjów", tak, by wszystko było gotowe do końca 2014 roku. Cóż, może "polecę" tanim populizmem, ale końca 2014 roku wielu pacjentów hospicjów nie doczeka, a problemy z ich funkcjonowaniem z pewnością zaczną się o wiele wcześniej; skoro tak fundamentalną zmianę emerytalną udało się - tylko po to, by uspokoić gniew Naszych wierzycieli - "opchnąć" w kilka tygodni, dlaczego nowelizacja tak gardłowego problemu musi wlec się ponad dwa lata? Rozumiem, że lenistwo w podpisywaniu rozporządzeń i w ogóle, cieżkiej codziennej pracy jest w resorcie Arłukowicza nową świecką tradycją, ale wszak Arłukowicza za dwa lata w resorcie nie będzie - trzeba przecież będzie rząd "przewietrzyć" i przygotować etaty dla nowych "odszczepieńców" z innych partii, których przyciągnie się politycznymi łapówkami.
Ostatnią sprawą - w której z pewnością głos decydujący będzie miała "grupa konserwatystów" skupiona wokół Jarosława Gowina, to kwestia in vitro. Projekt ustawy (maczała w nim palce posłanka Kidawa - Błońska, więc z pewnością nie jest to arcydzieło merytoryczne) ponoć błąka się gdzieś w sejmowych korytarzach, ale próba debaty nad nim ukazałaby społeczeństwu coraz większe podziały, jakie rysują się w łonie Platformy Obywatelskiej. Toteż projekt najprawdopodobniej na światło dzienne tak prędko nie wyjdzie, a szkoda, bo zamiatanie problemu pod dywan i udawanie, że się go nie widzi nie jest na dłuższą metę dobrym pomysłem, zaś Polskie rodziny (zwłaszcza nie mogące mieć dzieci) zasługują jak sądzę na porządną debatę o problemach in vitro.
Konkludując - w 2013 roku czekać Nas będzie trzecie expose Donalda Tuska, robione już na zasadzie: "wicie, rozumicie" czy "zdarza się, że popełniamy błędy", w czwartym expose (2014) premier będzie się już skupiał na reklamowaniu swojej osoby pod kątem pretendowania do zaszczytów w Unii Europejskiej. Taki mamy rząd fachowców, niestety.
Tylko - im dłużej wpycha się różne rzeczy pod dywan, to poza utrudniającymi chodzenie po nim wybrzuszeniami, zaczynają się one psuć. Ktoś w końcu tegoż fetoru zgnilizny może nie wytrzymać, panie premierze.
629
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (20)