Kocioł Czarownic. Niegdyś najwspanialszy polski "stutysięcznik", miejsce niezapomnianych meczów i koncertów, do niedawna - największa Mekka kibica piłki nożnej w Polsce. Stadion Śląski - do dzisiaj swoją drogą mający w swojej nazwie człon "Narodowy", co oznacza, że mamy takowe dwa w Polsce. Kiedy tylko dowiedzieliśmy się o przyznaniu Nam organizacji Euro, od razu stał się jednym z faworytów na goszczenie piłkarzy, ot, choćby z tego powodu, że jako jedyny istniał w jako - takiej formie. Wprawdzie już wówczas był bez zadaszenia, z fatalną widocznością i nader kiepską infrastukturą, ale w przygotowaniach do Euro upatrywano właśnie wielką szansę na poprawę stanu stadionu - legendy.
Projekt modernizacji - naturalnie odtrąbiony z wielką pompą, naturalnie "zawłaszczony" od razu przez śląskich polityków, czyli tworzony przy jakimkolwiek braku mierzenia sił na zamiary - został przyklepany i rozpoczęła się modernizacja śląskiego giganta. Urząd Marszałkowski - formalnie właściciel obiektu - pozaciągał kredyty wszelkiej maści i zapewnił, że wszystko pójdzie jak z płatka, a Śląski będzie wspaniałą areną na Euro. Później nadeszło pierwsze rozczarowanie - oferta chorzowska została oddalona wraz z krakowską; trywializując - wszyscy hurraoptymiści, tak chętnie dotąd fotografujący się (gierkowską szkołą, z kaskami na głowach, etc.) na placu budowy obudzili się z ręką w nocniku. Cóż, powiedziało się A, trzeba było powiedzieć i B - kredytów raczej zwracać nie sposób, umowy z firmami też są podpisane i lepiej nie ciągać województwa po sądach.
Władze wojewódzkie - złożone z nominatów partyjnych partii, która zwyciężyła, czyli PO - wymyśliły przeto, że Stadion powstanie (troszkę na zasadzie : "zastaw się, a postaw się"), i my wszystkim pokażemy, jaki błąd popełniliście pomijając Śląsk przy wyborze miast - gospodarzy. Przy okazji - inspirowana przez lokalny "arcypolski" dodatek Gazety Wyborczej - zainicjowana została przez koalicjanta PO (RAŚ) wszechwojewódzka dyskusja o kolorze krzesełek na remontowanym stadionie. Autonomiści uznali, że skoro stadion ma w nazwie "Śląski", to krzesełka powinny być w barwach śląskich, czyli żółto-niebieskich, i, dalibóg, więcej czasu poświęcali na batalię odnośnie takiej pierdoły, niźli patrzenie na ręce zarządowi województwa przy okazji rozdawania kasy na Stadion.
A było na co patrzeć, bo Śląski okazał się być największą w Polsce studnią bez dna. A przy okazji na modernizację padło swoiste fatum. Niby wszystko szło sprawnie, do czasu nieszczęśliwego incydentu - podczas podnoszenia konstrukcji zadaszenia pękły tzw. "krokodyle", to jest elementy łączące te liny i, mówiąc kolokwialnie - trzymające dach do kupy. Wszystko to postawiło dalszy remont pod znakiem zapytania i od tego czasu stachanowskie tempo robót znacznie spadło, oczywiście w interesie samych robotników i firm - dłużej popracują, więcej kasy z województwa wyciągną. Pękającymi "krokodylami" na największej budowie na Śląsku zajęła się inspekcja budowlana i wyniki jej prac mają być znane do końca bieżącego roku, chociaż tajemnicą poliszynela w regionie jest fakt, że Stadion "osiada" z jednej strony i takowe pęknięcie było tylko kwestią czasu, a większość (trzymających język za zębami) wtajemniczonych modliło się jedynie o to, by "krokodyle" poszły podczas budowy, co skutkowałoby jedynie wydłużeniem prac, a nie podczas meczu, co skutkowałoby kryminałem.
Województwo przeto - głównie przez rozbuchane ambicje swoich włodarzy, podsycane przez lokalną prasę - stanęło przed niełatwym dylematem. Wycofać się z budowy nie można, kontynuować za bardzo też nie ma już po co, bo nawet jeśli Stadion powstanie - a w końcu go zbudują - to co z nim dalej? Ma grać na nim Ruch Chorzów, GKS Katowice? Hm, może i jest to recepta, ale po pierwsze - frekwencja mizerna, po drugie - rzeczone drużyny prędzej czy później doczekają się własnych aren. Coś się przebąkuje o koncertach gwiazd, cuś o mityngach lekkoatletycznych. Generalnie - większego pomysłu brak, a wszystko tłumaczy prosta zasada "po nas choćby potop". Dlategóż włodarze z PO zdecydowali się na rozwiązanie najbezpieczniejsze - niechże budowa się ślimaczy, trwa w nieskończoność - co rusz zresztą marszałek wychodzi do dziennikarzy i solennie obiecuje, że to już na pewno za pół roku, za rok, no, najwyżej za dwa lata - a pieniędzy przecież i tak nie wydajemy swoich. Mało kto bąknie o tym, że z okazji przedłużającej się modernizacji już teraz planuje się zamknąć w kwocie pół miliarda złotych (która z pewnością wzrośnie), które to wydatki powolutku, a nieubłaganie wiodą województwo do stracenia resztek wiarygodności kredytowej. Tak też się w Polsce buduje - warto o tym pamiętać, gdy władze centralne z uśmiechem przekonują Nas do bycia dumnymi z Kraju, któremu się udało. Pewnie, jesteśmy dumni, ale to w żaden sposób nie zwalnia z krytycznego przyglądania się temu, co jest pod propagandowym dywanem.
Na koniec zaś ciekawa zagadka - Stadion Śląski, jak każda szanująca się instytucja samorządowa ma oczywiście dyrekcję i pracowników zatrudnianych w trybie "znajomościowym". Ponieważ zaś dyrektor Stadionu - jednocześnie radny miejski Katowic - każdorazowo zapytany, dlaczego remont się przedłuża odpowiada, że on "żadnego wpływu na remont nie ma", to rodzi się pytanie, po cóż utrzymywać etaty jego i jego współpracowników, skoro przez ostatnie kilka lat - i przez parę kolejnych - na "nic wpływu mieć nie będą"?
Rozwiązanie ciekawej zagadki jest nader proste - jeden, jedyny głosik owego "wieloetatowego" radnego miejskiego Katowic jest przysłowiowym "języczkiem u wagi" dla posiadania większości przez przewodniczącego rady miejskiej (z PO), nomen omen też zatrudnionego jeszcze dodatkowo na etacie w innej jednostce samorządowej. Jeśli Guiness prowadzi też rankingi najdroższych łapówek politycznych - to myślę że takowa w kwocie pół miliarda złotych winna być w samym czubie.
Cieszmy się Euro, ale rozglądajmy się na boki. I pamiętajmy te nazwiska przy kolejnych wyborach.
898
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (14)