Kto odważny, może zaryzykować stwierdzenie - gdyby IPN nie istniał, dla wygody byłych towarzyszy z SLD należałoby go wymyślić. W końcu już nieodżałowany Andrzej Zaucha śpiewał niegdyś, że "warto mieć wroga" - i słowa te do dzisiaj nie straciły na aktualności. Do laski marszałkowskiej trafił projekt likwidacji IPN i zniesienia obowiązku składania oświadczeń lustracyjnych. Można rzec : nihil novi, jeszcze się taki polityk SLD nie urodził, który by przyjął do wiadomości istnienie i działalność tej instytucji państwowej.
Instytucji, o której naturalnie warto i trzeba dyskutować, bo w pewnym momencie pozostawiono IPN "samemu sobie" - z jednej strony ucinając mu fundusze (i to drastycznie!) a z drugiej twardo wymagając sprawnej realizacji ustawowych działań, jak gdyby tylko czekając na moment, w którym osłabiona brakami kadrowymi instytucja zacznie się "zapychać" od napływających spraw. Warto tu przypomnieć zamieszanie z "Krzyżem Wolności i Solidarności" - pośpieszna weryfikacja kandydatów do odznaczeń na "uprzejme, choć naglące prośby" pałacu prezydenckiego skutecznie sparaliżowała pracę poszczególnych oddziałów IPN, angażując w czasochłonne poszukiwania gro spośród i tak przetrzebionych (fundusze!) kadr. Więc z jednej strony IPN jest be, a z drugiej strony cacy - wówczas, kiedy jest do czegoś potrzebny i kiedy wywiązuje się ze swoich obowiązków szybko i sprawnie. Co ciekawe, nawet "Wyborczej" zdarzy się od czasu do czasu wysmarować jakiś pochlebny artykuł o tak zazwyczaj krytykowanych "śledczych" Instytutu - niestety, dotyczy to tylko i wyłącznie prób wyjaśnienia zbrodni wojennych na Żydach. Ale kto wie, może będzie to jakiś przełom na przyszłość?
Leszek Miller, człowiek, który - nie ma co owijać w bawełnę - podczas swojej kariery w PZPR z pewnością naocznie przekonał się co oznacza agentura, wszechwładza SB i kto jest TW, a kto nie, argumentuje projekt jak zwykle, to jest oszczędnościowo. Ma pewnie trochę racji, bo zamieszanie związane z budynkiem IPN przy ulicy Towarowej - i horrendalnych cenach płaconych za wynajem - z pewnością instytucji nie służy i winno być już wyjaśnione o wiele wcześniej. Z pewnością część winy za to zamieszanie ponosi Skarb Państwa - i kolejni ministrowie nim zarządzający. Czy to przez lenistwo, czy przez złą wolę nie udało się rozwiązać tej drażliwej kwestii z właścicielem budynku - Ruchem - i w sprawie zapanował nerwowy impas. Szef SLD nie byłby też sobą, gdyby nie uciekł w typowy populizm, jak dla przykładu (doprawdy, chwytająca za serce u starego komunisty) fałszywa troska o dobre imię Lecha Wałęsy rzekomo doznającemu "bezustannego polowania" z rąk krwiożerczych "policjantów historii". Tu należy się zatrzymać i zapytać, czy Leszek MIller wreszcie przeczytał książkę "SB a Lech Wałęsa" i czy odnosi się do jej zawartości merytorycznej. Bo tak całkiem na marginesie, to rzeczona książka winna pobić jakiś rekord Guinessa w kategorii najczęściej komentowanej a nie czytanej pozycji w historii.
SLD po likwidacji IPN (i zaprzestaniu nagonki na tak zacne persony jak Lech Wałęsa) planuje, że obowiązki Instytutu przejmą prokuratura, minister kultury i Archiwa Państwowe - naturalnie, wszystko celem oszczędności, chociaż przezornie działacze lewicy wstrzymali się od wyliczenia, ile taka zmiana może kosztować. Powstać miałoby też specjalne archiwum obywatelskie, w którym każdy Polak mógłby dostać wgląd do kopii akt dotyczących swojej osoby i swojej działalności w okresie PRL. Projektowi przyklasnął - czemu nie należy się dziwić - Ruch Palikota. Warto jednak przypomnieć, że ich szefowi IPN specjalnie nie przeszkadzał, gdy trzeba było na przykład ( jeszcze jako członek Partii Miłości, to też warto zapamiętać) występować do Instytutu z wnioskami proszącymi o sprawdzenie, czy Kaczyńscy są powiązani rodzinnie ze stalinowskim prokuratorem wojskowym i czy to nie godzi w ich "etos antykomunizmu". Gdzież teraz miałby zwrócić się biedny Palikot w swoich poszukiwaniach prawdy? Niepotrzebny mętlik, którego ów człowiek - zgodnie ze swoim wykształceniem filozoficznym (wykładnia prokuratury) nie jest w stanie ogarnąć. Palikotowi zaproponujmy wobec tego kandydata o wiele bliższego i pewniejszego - pewien zaprzyjaźniony redaktor zaprzyjaźnionej gazety z całą pewnością powiązany jest rodzinnie ze zbrodniarzem stalinowskim, co nie przeszkadza mu stroić się w piórka demokraty i miłośnika wolności. Doprawdy, nie warto grzebać się w zagrzybiałych dokumentach, skoro okazja czyha za rogiem.
Niestety poza Ruchem Palikota wniosek nie zostanie poparty przez nikogo, co nie wróży mu długiego żywota. Cała sprawa - bardzo chciałbym w to wierzyć - może przynieść jeden pozytywny skutek, mianowicie rzeczową, konkretną (tylko z kim? i kogo?) debatę o przyszłości IPN, bowiem utrzymywanie na dłuższą metę takiego niepewnego status quo jest szkodliwe i dla Państwa, i dla tej instytucji. Z pewnością IPN wymaga reformy, wymaga innego sposobu finansowania i innych zadań ustawowych - choćby pion śledczy, do którego skuteczności i jakości działań można mieć wiele pretensji i zarzutów. W tejże sprawie trzeba wzorować się na zachodnich przykładach - choćby Instytucie Gaucka, a nie przyzwalać na Polską "improwizację". Niestety, miast tego kadencja prof. Kieresa była kadencją trudnych początków, kadencja śp. Janusza Kurtyki była nieustanną walką o przyprawienie mu "gęby" PiS-owca, a kadencja dra Łukasza Kamińskiego jest jak dotąd nieprzenikniona w swoich celach i zamierzeniach. Kto wie, może ów projekt będzie szansą na dostrzeżenie problemów, nękających IPN? Tylko czy w Sejmie i w przestrzeni publicznej znajdą się ludzie, których nie cechuje zacietrzewienie i nienawiść do drugiej strony sporu? O to - w zwłaszcza tak drażliwej sprawie jak przeszłość - będzie niezwykle trudno. Ale zrobić to trzeba.
A tytułem suplementu chciałem tylko zauważyć, że w projekcie SLD nie zauważyłem pomysłu na to, kto ma przejąć - całkiem prężnie i fajnie działającą - rolę edukacyjną IPN, polegającą na pokazywaniu tamtych czasów młodzieży gimnazjalnej i licealnej. Pozwolę sobie domniemywać, że pomysłodawcy przewidują utworzenie na nieodżałowanym Rozbracie "Muzeum Czynu i Idei", w którym pogadanki o "trudnych wyborach tamtych czasów" snuć będą Jerzy Urban, Leszek Miller, Józef Oleksy (bez przekleństw prosimy, dzieci słuchają!) i inni? Paradne.
654
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (7)