Nie od dziś wiadomo, że "Gazeta Wyborcza" na swoje wątłe barki medialne wzięła nader chwalebną misję prometejską, to jest edukowania Polaków w dziedzinie prawdy i tylko prawdy historycznej, no a co jak co, ale historię to mieliśmy w porównaniu z innymi krajami wyjątkowo zagmatwaną. Rzecz to ze wszech miar godna najwyższego uznania, przynajmniej w samym pomyślunku, bowiem nader często redaktorzy z Czerskiej zbliżają się niebezpiecznie do prawdy wprawdzie, ale prawdy wedle śp. księdza Tischnera stojącej na trzecim dopiero miejscu spośród wszystkich prawd.
Podstawowym narzędziem nauczania Polaków, jak rozumieć mają swoją historię są - poza specjalnymi dodatkami historycznymi - tzw. komentarze na drugiej stronie, zwykle stanowiące całą esencję tego, co też w danym tygodniu "Wyborcza" chce Nam wszystkim przekazać i objaśnić. Zazwyczaj są to sprawy aktualne, komentowane przez "redaktorów" (cudzysłów nieprzypadkowy) nader ochoczo i prędko - bo liczy się tu przede wszystkim czas, aby nie daj boże odchuchany, wychowany czytelnik nie miał czasu pomyśleć samodzielnie. Niekiedy jednak - poza oczywistymi oparami absurdu i naiwności - sprawy przybierają charakter niegodny Polskiej prasy i ludzi piszących po Polsku. Słowa może patetyczne i łzawe, ale mocne i potrzebne - w Państwie tak boleśnie dotkniętym morderczym reżimem komunistycznym pisanie komentarzy takich jak popełnił ostatnio imć Rafał Zasuń jest czynem - nie bójmy się takich określeń - haniebnym.
Sprawą najbardziej aktualną jest marsz z radzieckimi symbolami (sierp i młot) ulicami boleśnie doświadczonej przez Sowietów Warszawy. Rafał Zasuń w swoim komentarzu polemizuje ze swoimi kolegami po piórze (m.in. Ewą Milewicz), którzy zapytują czy wobec tego należy być tak samo liberalnym wobec obecności swastyki na Polskich ulicach. Wiadomo, że hydra nazizmu, notorycznie odradzająca się wszędzie - w opozycji, na stadionach, u zwykłych ludzi - jest w Polsce palącym problemem społecznym, toteż porównanie komunizmu i faszyzmu podziałało na redaktorów z Czerskiej jak płachta (nomen omen: czerwona) na byka. I w związku z tym Rafał Zasuń poczuł się w obowiązku napisać rzeczy haniebne. W Polskim dzienniku opinii - jednym z największych na rynku - znajdujemy oto takie słowa jak "...nie zgadzam się z tym porównaniem. Nie dlatego, że komunizm zabił mniej ofiar niż faszyzm, bo mógł zabić więcej, choć tak naprawdę wszelkie liczby są mocno względne...". Święcie wierzę - chociaż może to nadzieja matkująca głupiemu - że znajdzie się jakiś przyzwoity może nawet nie profesor, ale doktorant historii i na spokojnie wytłumaczy owemu dziennikarzowi gigantyczną skalę zbrodni komunistycznych, a nauka pójdzie ręka w rękę z głośnym i rozpropagowanym protestem Rady Etyki Mediów. Albo jest i droga łatwiejsza - proszę Rafała Zasunia o telefon do zaprzyjaźnionego z redakcją ministra Sikorskiego, poproszenie do słuchawki jego żony, autorki bardzo dobrej książki o piekle Gułagów, i ona delikatnie (być może redaktor Zasuń nie zrozumie bluzgów w obcym języku) wyjaśni, czyich ofiar było jednak więcej o kilkanaście razy, plus postara się objaśnić, jakim chamskim policzkiem w twarz dla milionów ofiar z wielu krajów jest prostoduszny zapisek o "mocno względnych" liczbach.
Redaktor Zasuń nie popisał się zresztą tylko w obliczeniach matematycznych - oto utrzymuje w swoim komentarzu, że komunizm jako ideologia jest martwy, a dziś "nikt w jego imieniu nie buduje łagrów". Nawet wpisy zwolenników "Wyborczej" pod pisaniną redaktora proponują wycieczkę na Kubę czy do Korei Północnej, gdzie obyczaje może się zmieniły, ale zbrodnicza ideologia tłumacząca wszystkie łajdactwa pozostała od wieków ta sama. Stąd dziwi - ale i bulwersuje - taka konstatacja, że "sierp i młot i czerwona gwiazda" mają dziś dla większości ludzi na świecie taki sam ładunek emocjonalny jak "czapka frygijska, czyli żaden". Doprawdy, ciężko spodziewać się czegoś takiego w Polskiej prasie - a jednak jest, czarno na białym, do przeczytania i przełknięcia. Myślę, że nawet Lech Wałęsa zapłonąłby chęcią do "spałowania" autora takich bezwstydnych bredni.
A ponieważ "Wyborcza" ma to do siebie, że wszystkie porównania mające pokazać słuszność jej sugestii pokazuje w sposób wielce infantylny - prostacko spłycając fakty do tezy - stąd nie mogą zdumiewać w tekście Zasunia takie kwiatki jak "...Rozumiem ludzi dawnej opozycji, którzy walczyli z opresyjnym systemem, i dziś przemarsz w Warszawie Rosjan noszących jego symbole uważają za nietakt. Ale czy pałkarze ZOMO bijący opozycjonistów nosili czerwone gwiazdy? Czy na legitymacjach funkcjonariuszy SB widniał sierp i młot? Bynajmniej. Zomowcy mieli czapki z tym samym orłem, choć bez korony, który dziś jest symbolem RP. Maszerowali pod biało-czerwoną flagą i śpiewali Mazurka Dąbrowskiego...".Ręce opadają, doprawdy.
A całe zamieszanie chyba najdoskonalej tłumaczy robiący furorę w sieci obrazek - porównanie. Gonienie i zciąganie przez służby porządkowe transparentów z napisami "Czwarty rozbiór Polski 17 września 1939 r." rozstawionych przez Polskich kibiców w połączeniu z nader "wytartymi już" z ładunku emocjonalnego sierpami i młotami, umieszczonymi gdzieś na stadionach przez kibiców rosyjskich. Subtelna różnica, a widoczna jak na dłoni, gołym okiem, prosto z mostu - właśnie tak, jak lubi tłumaczyć świat "Gazeta Wyborcza".
Jeszcze raz powiadam, wszyscy jesteśmy Polakami i większości z Nas - system komunistyczny kojarzy się z cierpieniem, pogardą dla człowieka i krwią płynącą po dotkniętych nim krajach. Reagujmy na takie haniebne teksty, pisane przez innych Polaków.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)