Głośna a wulgarna debata, w której rozmawiano o projekcie PiS dotyczącym uchwały o zwrocie wraku Tupolewa, rozkładającego się gdzieś na smoleńskiej pogodzie i niepogodzie, zakończyła się tak jak większość kłopotliwych debat w tym sejmie frustratów i nienawistników - karczemną, upokarzającą Majestat Rzeczypospolitej awanturą. Jak zwykle język rozsądnej polityki, prowadzonej z szacunkiem dla swojego oponenta (a jeśli nie dla niego, to dla tych milionów wyborców, którzy dali mu mandat) zastąpiły prostackie epitety godne kłótni gimnazjalistów pod trzepakiem w otoczeniu łuskanego słonecznika i taniego piwa z popularnej sieci dyskontów. Słowa, jakie padły, nie dadzą się już odwrócić a żadna ze zwaśnionych stron nie zdobędzie się na słowo "przepraszam". Nie te elity, nie ci ludzie, niestety.
Z tamtej debaty - obserwowanej przez Polaków zatroskanych o swój Kraj z prawdziwym bólem serca - zapadło w pamięć wiele obraźliwych inwektyw, wypierających język konkretów. Tym bardziej bolesnych, że wszyscy bohaterowie tamtego dnia w Sejmie zapomnieli, iż debatują w cieniu śmierci swoich przyjaciół i zwykłych ludzi, frunących do Katynia dla pokłonienia się grobom bliskich. To było wydarzenie haniebne, a media z jednej i drugiej strony barykady odtrąbiły zwycięstwo swoich faworytów, przeciwników mieszając z błotem. Sprawa jednak przycichła, a mi w pamięci pozostało jedno stwierdzenie, jak sądzę, niegodne premiera rządu Rzeczypospolitej - wściekłe słowa (któż jeszcze uwierzy, że ten człowiek mówi prawdę, udając miłość i szacunek dla ludzi?) odnośnie "adresu do cara". Trzeba było chwili braku kontroli, by Donald Tusk pokazał wszystkim to, co naprawdę myśli o demokratyzacji Rosji, to, jakim nabożnym szacunkiem darzy silniejszego sąsiada - kto wie, może to wspomnienie z okresu studiów historycznych, albo podskórny lęk przed rosyjskim niedźwiedziem, lęk który ma w sobie zaszczepionych większość pamiętających czasy PRL. Niemniej - premier rządu Polskiego nie powinien się bać, nawet silniejszych od siebie.
Ruch Palikota napisał list, który złożył w ambasadzie Rosji. Z jednej strony list jest pewnym zjawiskiem pozytywnym, bowiem popierający Palikota wyrażają nadzieję, że wszelkie bulwersujące wydarzenia związane z awanturami podczas przemarszu rosyjskich kibiców nie położą się cieniem na stosunkach Polska - Rosja. Wprawdzie w liście Ruch Palikota dopuszcza się znacznego nadużycia, pisząc o "przyjaźni między obu krajami", ale sam pomysł takiego oświadczenia nie wydaje się być niczym złym, wręcz przeciwnie - ot, wydawałoby się, rozsądna partia pisze to, z czym utożsamiają się w znakomitej większości Polacy. Problem tkwi gdzie indziej - i jest problemem bulwersującym, od razu narzucającym porównania z owym Tuskowym "adresem do cara". W liście do Rosjan Ruch Palikota pisze o inspirowaniu "grupy bandytów" przez Radio Maryja, przez PiS, przez ruch Solidarni 2010. W wypowiedziach publicznych posłowie RP dodają, że Kaczyński i Macierewicz robią wszystko, by zrujnować "i tak trudne stosunki (skoro trudne stosunki - gdzie tu przyjaźń? Przypis autora) z naszym wschodnim sąsiadem".
Pamiętają Państwo doskonale furię Donalda Tuska podczas tamtej nieszczęsnej debaty, jego pełne pasji oskarżenia o próbę załatwiania własnych partykularnych celów politycznych i zaszkoczenia konkurentom PiS-u ponad głowami innych partii. Tu mamy wypisz wymaluj identyczną, ba!, nawet poważniejszą sytuację - legalnie działająca Polska partia polityczna, mająca swoją reprezentację w Sejmie, bez konsultacji na forum sejmowym pisze we własnym imieniu list do ambasady obcego państwa, w którym to liście bez żenady oskarża konkretne ugrupowanie do szczucia bandytów na obywateli rosyjskich. Jeśli nie nazwać tego "donosem", albo "adresem do cara", to zupełnie nie wiem, jakie określenia mogłyby się jeszcze nasunąć.
I żeby nie było wątpliwości - tu nawet nie chodzi o to, że jest to PiS, że atakowany jest Kaczyński. Tak samo trzeba protestować, gdy ktoś z PiS-u napisałby list do prezydenta Stanów Zjednoczonych i imiennie oskarżałby w nim polityków Ruchu Palikota o szczucie na obywateli amerykańskich. Doprawdy, to nie jest bycie szkolnym skarżypytą, który skarży się "Pani", że ktoś go kopnął. To jest dopiero "adres do cara" - bulwersujący, poniżej pasa i poniżej godności Polskich parlamentarzystów. Nie wolno pozwalać na takie precedensy - a sam Donald Tusk, tak dbały o "pranie brudów" w Polsce, powinien ostro zareagować. Czy się odważy, czy może rezerwuje swoje mocne, grube słowa tylko dla jednej znienawidzonej partii? To chyba będzie jeden z najważniejszych testów, dających odpowiedź na pytanie, czy premier jest tylko partyjnym premierem, czy premierem Nas wszystkich, dbających o jakość życia publicznego w Polsce.
A Rosjanie muszą tylko zacierać ręce - stali się oto arbitrem w sprawie, a sami Polacy donoszą im wzajemnie jedni na drugich. Ot, sympatyczny powrót do czasów PRL, a kto wie, może i wcześniej. Jeśli gdzieś w zakamarkach ambasady uchował się jakiś portret Nikołaja Repnina, czas najwyższy go odkurzyć i powiesić w widocznym miejscu. I czekać na pierwszych "donosicieli" z Ruchu Palikota. Historia uczy, że po takim pierwszym kroku z pewnością znajdą się naśladowcy.
1321
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (13)