Jeśli ktoś żyje w przekonaniu, że średnia wieku w kadrze kierowniczej SLD upodabnia ów klub do klubu AC Milan - to uprzejmie przypominam, iż był niegdyś taki rozdający jabłka ludowi pracującemu miast i wsi działacz nazwiskiem Napieralski. Swego czasu zdobył nawet liczący się wynik w wyborach prezydenckich, co wszystkim epigonom lewicy w Polsce dało asumpt do - prowadzonych całkiem na serio - rozważań o wielkim powrocie SLD na Państwowe salony i powtórki zwycięstwa parlamentarnego po rządach AWS. Niestety, delikatnie mówiąc, Napieralski nie spełnił pokładanych w nim nadzieji, okazując się politykiem słabym, nudnym i wyjątkowo bezbarwnym, toteż "stara gwardia" postarała się o jak najszybsze strącenie go w niebyt.
Dlatego musiał się Napieralski ucieszyć, że coś w tych ciężkich czasach udało mu się wygrać. Wprawdzie tylko w batalii sądowej, ale podczas "lat chudych" nawet najdrobniejsze sukcesy muszą cieszyć to lewicowe serce. Dawno, dawno temu na antenie Polskiego Radia Napieralski wypowiedział obrazoburczą - zwłaszcza dla działającej w sposób jawnie łamiący standardy dziennikarskie katowickiej "Wyborczej" - opinię, w której dziwił się śląskiej Platformie Obywatelskiej zawiązującej koalicję z Ruchem Autonomii Śląska, ugrupowaniem wręcz marzącym o oderwaniu tego pięknego regionu od Polski. RAŚ-iści zagotowali się w sosie własnym i natychmiast wykoncypowali pozew sądowy, bowiem dążą przecież jedynie do autonomii, a Śląsk przy Polsce (czy raczej w ich mniemaniu Polska przy Śląsku) może łaskawie pozostać. Ruch Jerzego Gorzelika domagał się przeprosin i symbolicznej kwoty na hospicjum (pochwalamy!).
Jako się rzekło, ku uciesze Napieralskiego, a ku zdziwieniu śląskiej "elity" (montowanej nieudolnie przez jeszcze bardziej nieudolnych żurnalistów śląskiego dodatku "GW" - naprawdę, radzę ów dodatek przeczytać; w zasadzie takie wypociny winno się analizować na studiach dziennikarskich) sąd pozew oddalił. Być może RAŚ wytłumaczy sobie, że był to sąd w Warszawie, toteż specjalnych preferencji spodziewać się nie można było. W uzasadnieniu wyroku oddalającego Polski sąd zgodził się, że w programie Ruchu nie ma wprawdzie postulatów o terytorialnej secesji (chociaż z ostatnich wypowiedzi "polityka" Gorzelika wynika, że Ruch bardzo chce powiększyć swoje autonomiczne lenno o Opolszczyznę) niemniej nikt głowy nie da, czy w mitycznym autonomicznym Śląsku obowiązywać będzie nadal Polskie prawo. Ekspert - konstytucjonalista powołany przez sąd określił wręcz plany Ruchu jako plany "równoległej państwowości", a sędzia dodała, iż Napieralski po prostu "odpowiedział na obawy społeczne".
Naturalnie, Jerzy Gorzelik i jego przyjaciele, domagający się autonomii nie skupili się na tym, by wytłumaczyć opinii publicznej - a szansa jest niebagatelna, bo proces był medialny - o cóż tak naprawdę im chodzi, i dlaczego konstytucjonalista wytknął im luki logiczne w programie Ruchu, miast tego skwitowali wyrok sądu jako "osobliwe wyjaśnienie" i w zgodzie z "Polską duszą" (a jednak, chciałoby się zakrzyknąć) zapowiedzieli apelację. Abstrahując od gniewnych pohukiwań autonomistów - ich prawo, trudno, by przyjęli zły wyrok z pokorą - niezawisły sąd jednoznacznie wskazał rzecz wyjątkowo bulwersującą, którą jednak lokalne władze PO z pewnością (w imię utrzymania większości i ciepłych stołków) zbagatelizują. Jeszcze raz powtórzmy, bo warto - podobnie jak w przypadku "Gazety Stołecznej" tak i w przypadku śląskim regionalna wierchuszka PO korzysta z niesłychanego parasola medialnego usłużnych dziennikarzy, kompromitujących się obroną swoich "faworytów" w sposób niesłychany.
Z wykładni sądu wynika przeto, że Platforma Obywatelska - partia rządząca Polską, partia posiadająca lidera (Donalda Tuska) co rusz zapewniającego o swojej dumie z sukcesu Naszej Ojczyzny, partia, której szef śląskich struktur (broniący uporczywie Gorzelika) Tomasz Tomczykiewicz był niedawno szefem klubu, weszła w koalicję z tworem postulującym "równoległą państwowość", a zatem, w przełożeniu na prostszy język - z tworem antypolskim i antypaństwowym. Byłoby to nawet zabawne, gdyby nie było takie straszne - tyle, że większośc w sejmiku wojewódzkim dla zblazowanych działaczy jest jak widać warta każdej ceny, i nawet obsztorcowanie marszałka śląskiego przez prezydenta Komorowskiego (a obsztorcował równo, bulwersując się obecnością Jerzego Gorzelika w wierchuszce władzy) nie przyniosło żadnego efektu. Hipokryzja istotnie najwyższych lotów, jak na dłoni pokazująca, że w imię nienasyconej żądzy władzy i dopchania się do "koryta" działacze PO gotowi są - parafrazując - "pójść do łóżka" z każdym. Co warte podkreślenia - jest to możliwe tylko w przypadku PO; PSL specjalnie silnych struktur na Śląsku nie posiada, PiS po wpadce z Samoobroną z pewnością nie chciałoby kolejnego flirtu z czymś wielce pokrewnym (abstrahując od "opcji niemieckiej" i niechęci RAŚ do takowej koalicji) , zaś SLD...no cóż, SLD na Śląsku nie jest już tym, czym było kiedyś.
Warto o takich drobnostkach - w skali Kraju - pamiętać, kiedy słucha się przemówień Donalda Tuska, zwłaszcza z okazji Euro ociekających truizmami i rzekomą dumą z Kraju. Warto pamiętać, że członkowie jego rządu (Tomczykiewicz poszedł do ministerstwa, na ten przykład) przykładali ręce do zawiązania porozumienia z ugrupowaniem dążącym do "równoległej państwowości". Warto pamiętać o takiej niegodnej Polskiego polityka hipokryzji i przypomnieć to sobie nad urną wyborczą. Że zaznaczając krzyżyk przy kandydatach PO na Śląsku - nie tylko głosujemy np. na posła Plurę (nazywającego Polaków "pijaną hołotą") ale i na ludzi, którzy dla spijania Państwowej śmietanki nie przejmują się aliansem z Ruchem Autonomii Śląska.
Zaś panu Napieralskiemu trzeba pogratulować wygranej. Może nieco rozjaśniło to jego smutne, bezbarwne dni, spędzane gdzieś w samotności na bocznym torze. Na pocieszenie - Leszek Miller też długo czekał na kolejną szansę, a koledzy wybaczyli mu nawet romans z partią Andrzeja Leppera.
1232
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (14)