W czerwcu zapanował - tak wyczekiwany, a uzasadniony - optymizm. Wiele rzeczy się Nam udało. Przez okrągły miesiąc mieliśmy odpoczywać od wojen Polsko - Polskich (bezskutecznie; gro dużych chłopców bawiących się w coś, co w ich mniemaniu jest dojrzałą polityką skutecznie nie dało Nam o sobie zapomnieć) i oglądać świetny futbol. Świetny futbol istotnie jest, Polacy - ewenement! - nie grają ostatniego meczu o honor, przyjeżdżający kibice są zachwyceni Polską i Polskimi kobietami, restauratorzy zarabiają, słowem - jest dobrze. Wszystkie "śliskie" sprawy zepchnięto pod dywan, gdzie spokojniutko czekają na swoją kolej. Spotkałem się z wieloma głosami, jakoby rząd Donalda Tuska nie był rządem Polskim, nie składał się z Polaków, itd. - dla niedowiarków zamacham przed nosami koronnym argumentem : ów rząd, jak chyba żaden inny w perfekcyjny sposób stosuje typowo Polską zasadę "jakoś to będzie", co czyni go najbardziej Polskim gabinetem w historii powojennej, oczywiście po górnolotnych "patriotach" ocalających Naród podczas zawieruchy PRL.
Przy okazji Euro wyszły jednak pewne kwestie - roboczo nazwijmy je prestiżowymi - które powinny być załatwione bez względu na wszystko, głównie z powodu powagi Państwa. Doprawdy, jest coś takiego - zdaję sobie sprawę, że lata komuny nader skutecznie wyprały z mentalności Polaków jakikolwiek szacunek do opresyjnego, kompromitującego się na każdym kroku Państwa, a ostatnie "wolne" dwudziestolecie nie zrobiło niemal nic (wielka w tym wina polityków do dziś zasiadających w sejmowych ławach, we wszystkich bez wyjątku ugrupowaniach i gardłujących o "hańbach" i "zdradach narodowych") by sytuację poprawić. Dlatego Państwo oszukujemy, dlatego "kombinujemy", dlatego połowa z Nas nie chodzi na wybory a druga połowa zaciera ręce, gdy coś się rządzącym nie uda. A ponieważ z reguły się nie udaje - efekt żałosnego upartyjnienia Polski - szlachetne dłonie aż bolą od zacierania. Przyznaję bez bicia - w Euro upatrywałem niezłą (bo umiędzynarodowioną) szansę na poprawę stosunku Obywatela do Polski, a Platforma miała (czas przeszły, niestety, uzasadniony) świetną okazję do pokazania wszystkim w Kraju i za granicą - o, patrzcie, wypełniamy swoje zobowiązania, Państwo jest prężne, dobrze zarządzane, słowem : godne szacunku.
I nawet mimo tego, że do zwolenników sposobu "rządzenia" Krajem przez grupki partyjnych amatorów pod egidą Donalda Tuska nie należę, chciałem, by im się udało, bo przecież Tuski przychodzą i odchodzą, rozpłakane Sawickie trafiają do więzienia, Schetyny cudem unikają wpie...olu, skompromitowane "Mira" chcą zostać szefami PZPN, ale Polska trwa - i zalążek takiego szacunku, do którego można byłoby się w przyszłości odwoływać przy odbudowaniu zaufania Polak - Kraj, byłby rzeczą niezwykle fajną. Niestety, było jak zawsze - propaganda sukcesu z niesamowitym rozmachem (zważmy na TVP : nawet krytyczny Juskowiak został cichutko odsunięty od ziejącego "zadekretowanym" optymizmem Szpakowskiego) wskazywała Nasze sukcesy, których oczywiście nie brakuje. Chodzi jednak o to, by plusy nie przysłoniły Nam minusów, jak mawiał klasyk.
Rzetelne, dobre przygotowanie się do Mistrzostw pozwoliłoby na spokojne oczekiwanie tego, co będzie po ich zakończeniu. Miast tego - "specustawa" o przejezdności (aż strach pomyśleć - skoro precedens został uczyniony, jakie "specustawy" czekają Nas w przyszłości?) i przede wszystkim : Stadion Narodowy. Nasza obecna duma i Nasz przyszły wstyd. Sztandar, który miał okazję stać się symbolem - symbolem zdrowego, nowoczesnego Państwa budującego swoje epokowe dzieła w sposób praworządny, zaplanowany, oszczędny i od A do Z, w terminie. Zamiast tego, gdy opadnie futbolowa gorączka, zostaniemy z absurdalnie przepłaconym Stadionem, którego podwykonawcy do dziś nie otrzymali pieniędzy za uczciwą i wykonaną pracę. Zamiast tego mamy Narodowe Centrum Sportu, na oczach Polaków bezczelnie obrzucające się sutymi nagrodami, w którym - całkiem publicznie - znajdują bezkonkursowe zatrudnienie znajomi amatorki sportowej, ministry Muchy. Narodowe Centrum Sportu które negocjacje z podwykonawcami - ludźmi nierzadko znajdującymi się na granicy bankructwa, ludźmi gotowymi zwolnić swoich pracowników - kończy pozorną zgodą, następnego dnia przesyłając im ustalenia całkowicie różniące się od wypracowanych, po raz kolejny przesuwając terminy wypłat. Tym podwykonawcom, którzy poszli na rękę wszystkim - Polakom, piłkarzom, rządowi - i nie zablokowali Stadionu Narodowego, by dać innym okazję do przeżywania radosnego święta. Tak, panowie i panie - koledzy i koleżanki (tam głównie "koleżeństwo" gra pierwsze skrzypce) z Platformy Obywatelskiej - poważnego Państwa się nie zbuduje. I coraz bardziej wątpię, że kiedykolwiek mieliście taki zamiar.
Zamiast tego - minister Sikorski "namawia" niezawisłe sądy do bycia surowymi wobec chuliganów (nie chodzi o wybielanie bandyterki, tylko o antypaństwowy precedens). Ale mamy i szczęście w tym nieszczęściu - jak dotąd Donald Tusk nie przyznał się przed kamerami do chęci zabicia jakiegoś sędziego.
809
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (2)