trescharchi trescharchi
1398
BLOG

Racjonalizatorskie pomysły Boniego - by żyło się lepiej.

trescharchi trescharchi Polityka Obserwuj notkę 10

Po raz któryś z kolei na przestrzeni ostatnich pięciu lat wszyscy ci, którzy uwierzyli w uspokajające zapewnienia urzędników Donalda Tuska (vide: choćby podwykonawcy na A2) budzą się ze swojego marzycielskiego snu z ręką w nocniku. Wiele miesięcy konsultacji, debat, rozmów, wymiany uśmiechów i gorączkowych telefonów jak zwykle sprowadziło się do scenariusza znanego ze wszystkich innych "komunikacji" ze społeczeństwem rządu PO - pogadaliśmy sobie, było miło, ale i tak zrobimy po swojemu, bo Państwo to my! To nasz prywatny folwark, a wzniosłe bzdury o tym, że Państwo jest dobrem wspólnym zarządzanym jeno przez reprezentantów Narodu to niech sobie klepią studenci politologii. Albo filozofii - posiadanie wykształcenia filozoficznego (o dziwo) pozwala człowiekowi na unikanie wielu nieprzyjemnych zatargów finansowych z powodu nabytego "lekkiego stosunku" do wartości materialnych. Precedens został już uczyniony w przypadku Palikota i serdecznie zalecam stosowanie go jak najczęściej.

Tym razem znów - znów po raz kolejny, swoją drogą - nie popisał się Michał Boni. Być może nader ambitnego pana ministra zabolało to, że z okazji Euro znalazł się gdzieś na bocznym torze, a w świetle fleszy świeci znów popełniająca lapsusy za lapsusami ("pseudokibole" + nieuzasadnione ataki na PZPN) całkowita amatorka, ministra Mucha, jedna z najgorzej opłacanych modelek w Polsce. Inne piękne panie za chodzenie po wybiegu i wdzięczenie się do publiki kasują spore wypłaty, ona dokładnie za to samo dostaje marne dziesięć tysięcy na miesiąc, w dodatku pozbawiono ją jedynej przyjemności w postaci darmowego fryzjera pod ręką. Wróćmy do Boniego. Minister Administracji i Cyfryzacji postanowił raz na zawsze doprecyzować przepisy o zbiórkach publicznych, które obecnie - tu pełna zgoda - są chaotyczne i nazbyt restrykcyjne, a przez to bardzo często blokujące wiele zacnych inicjatyw. Do dziś trzeba powiadamiać wszystkich świętych w Kraju o tym, że zbiórkę chce się przeprowadzać, a długie czapkowanie w urzędniczych gabinetach może skutecznie zniechęcić porządnych, konkretnych ludzi zupełnie nie rozumiejących całego przepisowego rozgardiaszu sprowadzającego się do słów "nie, bo nie".

Boni chce do stosownej ustawy - pamiętającej jeszcze początek lat 90. - dopisać do terminu zbiórki publicznej kwestię transakcji bezgotówkowych, dokonywanych najczęsciej w sieci. Taka poprawka została wniesiona do owego mitycznego projektu ustawy która ma rozdzielać kompetencje MSW i jego resortu (jeszcze raz powtórzmy, bo to w sumie zabawne - w świetle prawa resort Boniego nie ma własnych kompetencji, a zatem nie ma sensu istnienia). Ludzie zajmujący się "zbieractwem" na codzień mają o tym pomyśle jak najgorsze zdanie. Po pierwsze, wskazują, prace nad nowymi przepisami odbywały się w atmosferze ogólnej zgody na uczynienie ich bardziej przystępnymi i liberalnymi - to obiecywali im urzędnicy Boniego. Rzeczywistość okazała się odwrócona o 180 stopni, zaostrzenie przepisów jeszcze bardziej wyhamuje rozwój organizacji dobroczynnych. Po drugie, z powodu bałaganu w przepisach - którymi nikt przez niemal dwadzieścia lat nie zechciał się zająć - wiele zbiórek niejako "omijało" prawo, kierując się na zasadzie, że co nie jest zakazane, to jest dozwolone. Nowe przepisy Boniego ukrócą takie procedery ale nie zaproponują niczego w zamian.

Szczęściem w nieszczęściu organizacje pozarządowe znalazły przyjaciela w Henryku Wujcu, który z racji pełnienia swojej funkcji przy prezydencie też nie zostawia na pomysłach resortu suchej nitki, wskazując błędy zaróno proceduralne jak i merytoryczne. Urzędnicy Boniego - i sam minister - uspokajają, że protesty są przedwczesne, bo wszystko "wymaga jeszcze uzgodnień i wspólnej debaty". No tak, tylko że doświadczeń ze wspólnej debaty z Bonim zarówno organizacje pozarządowe, jak i ci, co walczyli z ACTA, z pewnością nie będą miło wspominać. Zasadniczo - nie pierwszy to raz, tylko już prawo serii - minister co innego obiecuje, co innego zapewnia, a jeszcze co innego robi i nie sposób nie mieć wrażenia, że po raz kolejny próbowano uparcie wprowadzić złe przepisy (by pokazać, kto tu rządzi, i że motłoch nie będzie urzędnikom niczego dyktował?) kuchennymi drzwiami, i tylko przytomność umysłu i trzymanie ręki na pulsie przez zainteresowanych sprawiły, iż Boni musi po raz kolejny rozpowiadać swoje truizmy o braku złych intencji i o rzekomym pragnieniu kolejnych debat publicznych.

Obok wojska i finansów resort Boniego jest jedną z największych "stajni Augiasza" - obejmując swoim zasięgiem masę rzeczy, które powinny być szybko i konkretnie poprawione dla dobrego funkcjonowania Państwa. Tymczasem ze świecą szukać osób, które dobrze wspominają współpracę z tym ministrem, podobnie jak nie mieści się w głowie, że w 40-milionowym Kraju w środku Europy do dzisiaj nie uchwalono ustawy która po prostu rozdziela kompetencje dwóch ministerstw. Co oczywiście w żaden sposób nie przeszkadza ministrom i ich "gabinetom politycznym" prowadzenia "bezkonkursowych" naborów swoich kolegów na dobrze płatne stanowiska i czekania na przydział zadań. W gruncie rzeczy to im chyba na rękę. Jak tu pociągnąć Boniego do odpowiedzialności politycznej, skoro potrafi przed premierem zwalić winę na swoje niejasne kompetencje?

Panie Miro, po raz kolejny - dziki kraj.

trescharchi
O mnie trescharchi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Polityka