Nie od dziś wiadomo, że jeśli ktoś się na czymś niespecjalnie zna, to raczej głosu na arenie publicznej zabierać nie powinien. W Polsce niestety owo mądre przekonanie jest uporczywie spychane na dalszy plan, a każdy Rodak za punkt honoru stawia sobie "fachowe" wypowiadanie się o wszystkim dookoła, nierzadko przemawiając w taki sposób, że dogmat o nieomylności papieży może się schować . Dlatego - ujmując rzecz raczej żartobliwie - mamy w Kraju kilkanaście milionów ministrów finansów, kilkanaście milionów Franciszków Smud (Smudów?), w ogóle: piękna Polska ekspertami stoi. Tak jak powiadam, gdy zajmują się tym zwykli ludzie, ot, wówczas jest to zabawną przywarą. Gorzej, gdy takie zachowania przejawiają ludzie, których wybraliśmy na Naszych przedstawicieli - a dalibóg, oprócz pielgrzymowania po darmowe bilety LOT-owskie jest to jedna z tych rzeczy, które posłowie robią najlepiej.
Jarosław Kaczyński nigdy - w przeciwieństwie do "haratającego w gałę" Donalda Tuska - utożsamiany ze sportem nie był, aczkolwiek (co przyznają nawet osoby mu niechętne) przy okazji wypłynięcia rozmowy z Torańską robi pewne wrażenie profesjonalna rozmowa o klasach wagowych w boksie. Jedna jaskółka wiosny nie czyni, a dla sportowych rządów PiS-u wiosna skończyła się, mówiąc lapidarnie, już na Lipcu. Tym razem - nie sposób odpędzić się od wrażenia, że tylko i wyłącznie PR-owo i na fali odpadnięcia Polaków z Mistrzostw - PiS zaproponował "uzdrowienie" Polskiej piłki nożnej. Rzecz jak najbardziej słuszna w swoim założeniu - wbrew coraz atrakcyjniejszej (wielkie pieniędze, stadiony) otoczce futbol w Naszym Kraju nadal jest w straszliwym bagnie, a prokuratura wrocławska z pewnością nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Cóż, PZPN - główny winowajca całego bałaganu - cieszy się bezkarnością pod płaszczykiem FIFA i UEFA i nikomu jeszcze nie udało się z nim wygrać, zresztą dobór rycerzy wysyłanych na krucjatę też był fatalny : śp. Dębski, Lipiec i Drzewiecki źdźbła w oku piłkarskiej centrali poszukiwali, belek w swoich oczach nie dostrzegając. To znaczy : w końcu dostrzegli, jeno dla jednego skończyło się to śmiercią, dla drugiego więzieniem, a dla trzeciego...no cóż, wedle Mirosława Sekuły nic się nie stało.
Jako się rzekło, inicjatywa słuszna - szkoda tylko, że jednopartyjna. Ale trzeba Kaczyńskiemu uczynić wyrzut : nie to miejsce, nie ten czas, już abstrahując od mglistej "ustawy o futbolu", jaką zapowiedział prezes PiS. Kto wie, może potrzebna jest jakaś interdyscyplinarna, specjalna ustawa o transparencji finansów w sporcie, bowiem futbol jest na świeczniku tylko z powodu swojej popularności - podczas gdy w innych związkach sportowych, w większości opanowanych nadal przez "z zawodu działaczy" odbywają się ordynarne "przewały", niszczenie karier młodych, obiecujących zawodników i defraudacja Państwowych pieniędzy na dużą skalę. Ale jak już powiadałem, w kilka dni po odpadnięciu Polaków takich rzeczy się nie robi - zanadto przypomina to rozliczanie winnych gdy pył z pola bitwy jeszcze nie opadł. Zresztą PZPN-owi należy się pewna dygresja - bo i ministra Mucha niezmiennie amatorsko trzepocąc rzęsami była łaskawa "objechać" centralę piłkarską za klęskę sportową - Związek istotnie zrobił wszystko, albo i jeszcze więcej, by piłkarze nie musieli się o nic martwić (no, może poza "biletami"). Sportowcy mieli wszystko podane na złotej tacy i mieli po prostu grać. Nie można zatem PZPN-owi czynić wyrzutów za słaby wynik sportowy, chociaż z pewnością "zarżnięcie" systemu szkolenia młodych piłkarzy spada na konto włodarzy Związku.
Kaczyński chce przeto wprowadzić do PZPN kuratora - po negocjacjach z UEFA i FIFA. Wiele takich prób już było, efekt będzie łatwy do przewidzenia : obie organizacje międzynarodowe to prawdziwe państwa w państwie i nie zgodzą się na żaden, absolutnie żaden precedens. Co oczywiście nie zwalnia z obowiązku debaty o kondycji Polskiej piłki nożnej, ale w szerszym (nie partyjnym) gronie, nie przy podszeptach europosła Czarneckiego, w sprawę (jako były kandydat na prezesa PZPN) niewątpliwie emocjonalnie zaangażowanego. Poza tym - jeśli PiS tak dużo mówi o etyce w Polskim życiu publicznym, to wybieranie sobie na sztandar postaci Michała Listkiewicza, mającego wprawdzie doskonałe kontakty za granicą (lepsze już niż w Polsce, gdzie jest odsunięty na boczny tor) ale i wyjątkowo źle zasłużonego dla Polskiego futbolu jest gorzej niż zbrodnią, jest błędem i hipokryzją. No chyba, że działamy na zasadzie "wróg mojego wroga jest moim przyjacielem", ale w takie rzeczy można bawić się przy partiach politycznych szachów, a nie podczas naprawy Państwa, a nie ulega wątpliwości że wyczyszczenie Polskiej piłki ze wszystkich "działaczy" umoczonych w niejasne interesy jest elementem naprawy Kraju.
Listkiewicz natychmiast od pomysłu Kaczyńskiego się zdystansował, przypominając rzekome ciosy, jakie dostawał jeszcze od PiS-owskiego ministra Lipca. Zapowiedział też, że w żaden sposób nie będzie pomagał we wprowadzeniu kuratora, co też wielkim zaskoczeniem nie jest. Przy okazji wspomina, jak to politycy Ruchu Palikota zaproponowali rozwiązanie PZPN-u i zastąpienie go nowym, ot tak po prostu. Jak widać, w przypadku sportu monopol na błędy i niezgrabności nie należy tylko do PiS-u. Zbigniew Boniek - drugi z wymienionych przez Kaczyńskiego dżentelmenów - jeszcze na zaproszenie nie odpowiedział. Ale nietrudno przewidzieć, co odpowie.
Nikt nie każe Kaczyńskiemu znać się na piłce - zresztą, przypadek "sportowca" Donalda Tuska, który nic (mimo dwóch kadencji rządzenia) z "chorym człowiekiem Polskiej piłki" - PZPN nie zrobił pokazuje, że nawet "znawcy" mają z tym niemały problem. Ale, skoro Kaczyński nie rozumie realiów Polskiego futbolu to primo : pyta się bardziej oblatanych w tym temacie doradców (czyż to nie Adam Hofman chciałby w "gabinecie cieni" być ministrem sportu? Czy raczej ministrem kiepskiego PR-u?) albo, co doradzam serdecznie jako secundo : daje sobie na wstrzymanie, nie biegnie do kamer trzeciego dnia po odpadnięciu Polaków, bo pośpiech jest złym doradcą i rodzi wizerunkowe błędy takie jak ów opisywany. A bez pośpiechu można wszystko przedyskutować w szerokim, konstruktywnym gronie (o ile takowe jest do Kaczyńskiego dopuszczane; sądząc po widoku ciągle tych samych, zblazowanych twarzy, raczej nie) i wymyśleć, że postawienie na Listkiewicza jest krokiem wstecz, powrotem do mroczniejszych czasów Polskiego futbolu i zaciągnięciem u tego człowieka długu, o który Listkiewicz z pewnością nie omieszkałby się upomnieć.
Cóż, jak na dłoni wyszła największa słabość Polskiej opozycji (nie odnosi się to zresztą tylko do PiS) - brak dobrej, zgranej drużyny fachowców, brak działającego i punktującego niezliczone błędy rządu "gabinetu cieni"; można naturalnie debatować o PZPN-ie z Ryszardem Czarneckim i Michałem Listkiewiczem, ale z pewnością nie tędy droga do uzdrowienia Polskiego futbolu. Droga, która wymaga nowych nazwisk, za którymi nie ciągną się żadne historie z przeszłości. Młodych, rzutkich menedżerów, bo piłka już dawno przestała być piłką, a jest gigantycznym przedsiębiorstwem. A Platini, jeśli tylko zobaczy w tym zysk, dogada się z kimś takim bez problemu. Nie wracajmy do przeszłości, budujmy coś nowego.
2348
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (48)