Do znudzenia należy Czytelnikom powtarzać, że wszystkie "innowacje" w jakie zamieszani są politycy - zwłaszcza w Polsce - mają drugie, trzecie, a niekiedy i czwarte dno i podniecanie się dobrodziejstwem Warszawy jest zazwyczaj przedwczesne i najczęściej okazuje się podniecaniem szczerbatego na suchary. Trzeba bowiem pamiętać że w znakomitej większości urzędnicy - nominowani w ustawionych konkursach, lub wręcz z ich pominięciem (jeden z najlepszych absurdów ostatnich dni, swoją drogą: ministra Mucha proponuje ogłoszenie konkursu na nowego selekcjonera, sama bez żenady przyjmując w trybie nagłym swoich kolegów) - są zainteresowani tylko i wyłącznie przetrwaniem na danym stanowisku, notorycznie rozglądając się za "czymś lepszym". Jednym z podstawowych wyróżników takowych partyjnych "znajomków" (którzy byli swoją drogą zawsze, lecz dopiero podczas dwóch kadencji PO zjawisko przyjęło gargantuiczne rozmiary) jest oto przeświadczenie o "byciu ponad" i ciągłe utryskiwanie na zarobki, na marne stanowisko, etc. To prawdziwa gangrena Polskiej służby cywilnej, obrzydzająca młodym, rzutkim ludziom chęci do wspólnej wytężonej pracy nad naprawą Polskiego systemu urzędniczego. Przy okazji to jeden z największych zarzutów do Donalda Tuska, który porzucił gdzieś swoje górnolotne zapewnienia z expose (a słynne zmniejszenie administracji o 10%?) i przez palce patrzy na powolne, ale konsekwentne tworzenie z PO największego biura pośrednictwa pracy w Kraju.
Jednym z największych realnych - bo namacalnych - sukcesów rządu miały stać się Orliki, otwierane z wielką pompą przez pierwszo - i drugoligowych oficjeli w najmniejszych nawet gminach. W założeniu Orliki owe miały stać się olbrzymią szansą na usportowienie młodzieży, niestety (nie jest to wina PO) w więszości stoją puste, bo dzieciarnia ma telewizję, konsole i makdonaldy. Smutny znak Naszych czasów. Gminy w każdym razie - korzystając z preferencyjnego sytstemu - rzuciły się gremialnie na budowanie boisk, bo przecież większości mało interesujących się polityką wyborców będzie można wmówić, że to władza lokalna zbudowała, a chody w Stolicy ma takie, że sam wiceminister przyjechał. Doprawdy, jeden Orlik wart jest z pięć kilometrów chodników albo dobrą kanalizację.
Powiadają jednak, że chytry dwa razy traci - w żaden sposób oczywiście nie obwininiam gmin o chytrość, bo cóż złego jest w korzystaniu z szansy, niemniej za nadmierne zaufanie do rządu Donalda Tuska (vide: podwykonawcy na A2) przyjdzie im sporo zapłacić. Firma, która projektowała Orliki wysłała do ponad 160 gmin wezwania do zapłaty za budowane w ramach rządowych programów boiska. Zarzut jest nielichy, bo rozchodzi się o prawa autorskie do projektu : gminy miały korzystać z zamieszczonych na stronie internetowej ministerstwa Sportu projektów boisk bez uzyskania pozwolenia czy zapłacenia owej spółce. Ruszają pierwsze procesy sądowe, jedne z najwyższych roszczeń spółki wynosi 600 tysięcy złotych (uśredniając, nawet 300 tysięcy dla biednej, biorącej - dzięki przemyślanym ustawom - na swoje barki całą edukację gminy to nóż w plecy).
Ministerstwo sportu zdobyło się na poradzenie gminom by nie wchodziły w żadne ugody, nie tworząc w ten sposób precedensów i nie przyznając się pośrednio do winy. Zdaniem urzędników Joanny Muchy zamiary spółki - wybranej swojego czasu w przetargu Państwowym - są "niejasne", co wystawia fatalne świadectwo ludziom odpowiedzialnym za wybór owej firmy. Naturalnie, obecnie trudno ustalić któż coś tak naprawdę podpisywał i nikt na dobrą sprawę konsekwencji nie poniesie. Spółka projektowa utrzymuje natomiast, że przekazała projekt wzorcowego Orlika (za 25 tyś. złotych) Polskiemu Stowarzyszeniu Rozwoju Infrastruktury Sportowej, które to stowarzyszenie przekazało dokumentacje ministerstwu, a resort wrzucił dane do sieci. Zdaniem spółki przekazanie projektu nie było równoznaczne z przeniesieniem praw autorskich czy udzieleniem licencji na korzystanie z projektu, co rodzi nieśmiałe pytanie, kto zaklepałby wydanie takich pieniędzy na projekt, który można sobie tylko pooglądać.
Resort odpędził dziennikarzy zadających pytania, cóż to właściwie za firma i o co w tym bałaganie, wywołującym niepotrzebną nerwowość gmin chodzi. Urzędnicy ograniczyli się do lakonicznej informacji, że nie uznają zasadności tych pretensji. I nic więcej - żadnych obietnic pomocy prawnej dla gmin, żadnych deklaracji załatwienia sprawy z firmą na wysokim szczeblu, a przecież ministerstwo powinno dysponować kompletem dokumentacji i - jeśli racja jest po jego stronie - bez większego trudu obalić wszystkie zarzuty owej spółki. Mówi się, że jak nie wiadomo o co chodzi, to najpewniej chodzi o pieniądze. Tak jest pewnie i tym razem - skoro, zdaniem urzędników, pisma z żądaniem zawarcia ugody dostają nawet gminy nie mające u siebie Orlików, ktoś wyczuł tu dobrą okazję do zarobienia paru groszy.
Cała sprawa rodzi jednak niepokój - przede wszystkim o jakość urzędników zasiadających w ministerstwie sportu. Urzędników, wśród których z pewnością znajdzie się wielu doskonałych fachowców - jak we wszystkich ministerstwach - odpowiedzialnych jednak przed zblazowanymi politykami, nierzadko "zesłanymi" na nowe staonwiska i pielęgnującymi swoje frustracje. Polityków, którzy jak ognia unikają jednoznacznych opinii (bo albo nie wiedzą, o co chodzi, albo boją się odpowiedzialności) a do podpisywania papierów wolą wyznaczyć kogoś, kogo w razie czego łatwo będzie poświęcić. Tu pewnie będzie tak samo - okaże się, że za wybór projektu tej zachłannej firmy odpowiada "ktoś", za umieszczenie projektu z (rzekomo) niepewnymi prawami autorskimi na ogólnodostępnej stronie "ktoś inny", za uśmiechy do gmin, że cała sprawa jest dopięta na ostatni guzik i budujcie panowie! jeszcze "ktoś inny". Ot, jeśli dziennikarze zdecydują się nadal podrążyć temat, a sądy przyznają racje owej spółce, wówczas trzeba będzie znaleźć kozła ofiarnego i wyrzucić z wilczym biletem lub ukarać naganą do akt. Koledzy partyjni zostaną wówczas "przeszeregowani" do kolejnej zawłaszczonej instytucji publicznej i z głodu z pewnością nie umrą.
Oto właśnie partyjniacka Polska, rządzona przez Zorganizowaną Grupę Poszukiwania Etatów pod szyldem Partii Miłości. Żal, że przez to tracimy kolejne szanse na rozwój i naprawę Kraju.
1831
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (11)