Polska Armia stoi rzeczywiscie juz nie tylko w rozkroku ale na skraju dosyc stromej doliny, zeby nie powiedziec przepasci.
W wypadku Casy stracilismy praktycznie dowodztwo sil lotniczych, doswiadczonych pilotow, w katastrofie Tu-154 los (?) odebral nam wielu kolejnych generalow, fachowcow cenionych w calym NATO.
Minister Klich razem z pacyfistami z Rady Ministrow zdolal pozbyc sie rekruta dla polskiej armii, ale fachowcow i wystarczajacej ilosci ochotnikow nie zdolal zgromadzic.
W GROMie byly burdy, klotnie i pretensje, zreszta gotuje sie tam pewnie do dzisiaj.
Emerytowani generalowie nie szczedza krytyki i przestrzegaja przed zblizajaca sie katastrofa w wojsku.
Dzisiaj rozpedzono na cztery wiatry 36 pulk lotnictwa specjalnego (latwiej pozbyc sie kompromitujacych dokumentow?), nowa miotla zamiata, nikt w wojsku nie moze czuc sie bezpieczny ze swoja posada.
Szeregowi zolnierze to widza, sredni szczebel dowodczy obserwuje, wysokie szarze maja glowy zajete tym jakby sie tu zabezpieczyc, a gotowsc bojowa, mozemy sie domyslac, kwili i kwiczy.
Rzad najwyrazniej nie ma zaufania do wojska jesli chodzi o przemieszczanie VIPow droga lotnicza, bedzie wynajmowal LOT...
czy to wszystko przypadki, czy ktos zrecznie prowadzi nasza armie do rozkladu?


Komentarze
Pokaż komentarze (6)