Wysłuchałem dzisiaj na Polsacie dyskusji z udziałem Romana Kuźniara (oby został tam w górach, nasz pacyfista) Pawła Wrońskiego - "świetny" materiał na szefa MON i Romualda Szeremietiewa, byłego wiceministra MON, którego brzydko załatwił obecnie nam panujący, pożal się Boże, prezydent, który jak sam wyznał, wiedział, ale nie powiedział, że generałowie w MON robią go w to, co ma koń pod brzuchem. Trwał jednak w resorcie (MON) ku chwale Ojczyzny.
Kuźniar to miły chłopiec w krótkich spodenkach, który o obronności wypowiada żałosne ogólniki, nie mające żadnego związku z rzeczywistością. Nie wie co to konflikt zbrojny na średnią choćby skalę. Nie wie jakie siły i środki ma nasza armia, ale kocha min. Klicha za kulturę osobistą i trzeszczące przy profesjonalizacji armii ponoć kości. Kości tak trzeszczały, że dymisje podpisywał już następca :)
Wroński jest fantastyczny jak zawsze. Wg niego nic nam nie grozi, bo jesteśmy w NATO! Nikt nas nie atakuje i na pewno tego nie zrobi w najbliższym czasie! Mamy podpisane dokumenty, pacta sunt servanda - Założymy się? Dopiero trzeźwa uwaga Szeremietiewa uświadomiła słuchającym, że nie jest to taka sielanka, bo tej NATO-wskiej pomocy trzeba jeszcze doczekać, czyli mieć siły i środki aby się bronić i obronić. Ani Kuźniar, ani tym bardziej Wroński nie odrobili lekcji nie tylko z II wojny, ale nawet z konfliktu w Gruzji.
Pokazano też materiał jakimi to siłami i środkami dysponujemy. Na papierze i w prezentacji wygląda to, że ho, ho! Jednak rzeczywistość skrzeczy gdy się wie ile mamy okrętów zdolnych do wypłynięcia w morze, nadających się do akcji obronno - zaczepnych - pomijam obronno-zaczepne kutry :)
Ile mamy samolotów zdolnych do akcji? Na pewno nie 112 czy 119 jak podawał Polsat. Chyba, że podawał z samolotami "bojowymi ćwiczebnymi" trenażerami i makietami.
Ile mamy czołgów zdolnych przejechać tak ze 200-300 kilometrów?
Szeremietiew wysłuchując głupot wygadywanych przez obu panów tylko głową kręcił z niedowierzaniem wrzucając co jakiś czas uwagi oparte na faktach, które były trudne do zbicia więc Wroński się tylko uśmiechał - brodate słoneczko, a Kuźniar pozwalał sobie się nie zgadzać.
Prowadzący co mnie zaskoczyło pozwalał sformuować myśli swoim rozmówcom, co było dla mnie "nowością" w polskim dziennikarstwie szczególnie po wyczynach napastliwej "stokrotki".
Jeśli nasz prezydent ma takich doradców jak Kuźniar i czyta takich publicystów jak Wroński to czekam na atak Białorusi, która po własnym bankructwie uzna, że trzeba się na kimś odkuć i zapewne zawita do nas, bo nie ma łatwiejszego przeciwnika do pokonania jak polska armia.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)