469 obserwujących
1731 notek
4786k odsłon
  3117   0

Niedziela na wsi

Niedziela na wsi zaczyna się od Mszy Świętej w pobliskiej kaplicy.Kościół parafialny, zabytkowy, znajduje się 14 kilometrów od nas - byłam w nim tylko dwa razy w ciągu 18 lat, wizyt na plebani nie liczę - był czas, że woziłam Proboszcza Bez Samochodu. Kaplica jest blisko, tylko 3 kilometry.
Może ktoś się kiedyś spóźnił na Mszę, ja nigdy tego nie widziałam.Wszyscy, łącznie z Proboszczem przybywają wcześniej. Proboszcz udaje się do pokoiku w którym spowiada chętnych, my zasiadamy na czerwonych poduszkach - pamiątce po p.o.proboszcza Pustelniku. Twierdził, że nie może brać żadnych pieniędzy i to co mu zostało na koniec urzędowania wydał na te poduszki.
No więc siedzimy w ławkach - nie ma zupełnej segregacji, ale jednak tylko nieliczni Panowie siedzą między kobietami - większość z tyłu kaplicy.Proporcje jak w mieście - 2/3 kobiet. Czekając podziwiamy wystrój - co tydzień inna rodzina sprząta kaplicę i dekoruje ją kwiatami.Nasz wiejski chór  przygotowuje się do śpiewania pod opieką Organistki.
Proboszcz - już czwarty - tak jak pozostali nigdy nie porusza żadnych politycznych wątkow.No chyba, że za takie można uznać modlitwy wiernych - trzy pierwsze zawsze dotyczą Ojczyzny.
Z tacą bywa różnie - kiedyś zbierał Sołtys, teraz sam Proboszcz.Ale w koszyczku tyle samo - złotówki, dwuzłotówki, czasami zaplącze się jakiś papierek. Jest też różnica przy przekazywaniu sobie znaku pokoju - nie ma skłaniania glowy, wszyscy podają sobie ręce, pewnie dlatego, że wszyscy się znają. Więc i intencje mszalne są boleśnie znajome. Kiedy pada nazwisko to nawet ja wiem - to Sąsiad, który zmarł w zeszym roku, a to Sąsiadka ...albo ich rodziny.
Nieustająco podziwiam wiejskie dzieci. Nie wiem jak "oni" to robią, ale każde wie jak się ma zachowywać na Mszy. Dzisiaj w ławce przede mną niespełna roczne dziecko na rękach matki - nawet nie pisnęło przez godzinę.
Najtrudniej zauważyć coś, czego nie ma. Dopiero wychodząc uświadomiłam sobie, że to Proboszcz zwyciężył w potyczce z Młodzianami. Co prawda podstępem, ale zawsze. Otóż młodzież lubiła sobie przesiadywać w tym pokoiku do spowiedzi - jeden nawet w fotelu Proboszcza. "Nowy" zwracał uwagę na niestosowność, ale puszczali mimo uszu. Teraz fotel zastąpił zwykły klęcznik, a pokoik pusty:))
Po Mszy kilka niespiesznych rozmów przed kaplicą a potem jedni się rozjeżdżają - samochodami, rowerami, inni - ci co mieszkają blisko - na piechotę.Większość tylko 200 metrów, bo za chwilę otwiera sklep - także będąca na Mszy Pani Sklepowa. No i ustawia się kolejka po słodycze, wino czy drobiazgi o których się w tygodniu zapomniało. Bo przecież w niedzielę się nie pracuje,jest czas na odwiedziny rodziny czy sąsiadów.
Ja korzystam z pierwszego chyba w te wakacje Dnia Bez Deszczu. Siedzę w fotelu ogrodowym i słucham ciszy.Żadnych hałasów więc słychać leciutki szum liści - sprawdzam na fladze - ani cienia wiatru, przelatującą osę, pitolenie jakiś ptaków, czasami w oddali dzikie gęsi.
Koty trzymają się blisko - Ufka na trawie podwoziem do góry - chyba też docenia wiejskie uroki, Zuzia pod fotelem. Piggi na ławce. Dwie gdzieś się włóczą albo śpią na strychu.
Kiedyś czytałam książkę o starszej pani przebywającej trzy dni w niebie. Była trochę zdziwiona, bo odwiedzając swoich krewnych, znajomych, widziała ich w różnym anturażu. Dopiero Bóg wyjaśnił jej, że każdy ma taki raj, jaki sobie wymarzył.
No więc jeśli mogę prosić to ja bym chciała właśnie taki letni słoneczny dzień na wsi - nie musi to być niedziela, a od czasu do czasu, aby nie było nudno, słoneczny mroźny styczeń - ze śniegiem, takim pod biegówki.



 

Lubię to! Skomentuj80 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale