12 obserwujących
153 notki
142k odsłony
187 odsłon

Na pograniczu snu i jawy

Wykop Skomentuj4

Próbuję przypomnieć sobie swój najpiękniejszy sen w życiu. Kiedyś dawno temu śniło mi się, że potrafię latać. Był to sen, któremu towarzyszyła niezwykła euforia, poczucie szczęścia i wolności. Być może to mrok mojego realnego ówczesnego życia tak „wywindował” ten sen, że nawet po kilkudziesięciu latach wciąż na jego wspomnienie powraca bezkresna radość mu towarzysząca.

Śniły mi się też kiedyś latające domy. Płynęły sobie wolno po niebie, nisko zawieszone, jak białe kłębiaste chmury w pogodny dzień nad pustą i ukwieconą łąką. Patrzyłem sobie na nie i cieszyłem się tym co jest. Towarzyszyło temu wyobrażeniu czyste piękno, spokój i świeżość. Tęsknota za idyllą raczej nieosiągalną w realnym świecie. Ale ręki bym sobie uciąć nie dał, że był to sen. Być może to było tylko popuszczenie wodzy fantazji, gdzieś w dalekiej przeszłości.
Przechowuję też w pamięci podobne doświadczenia na jawie, które również owiane są owym spokojem i radością. Chociażby to wspomnienie znad mazurskich jezior, kilkadziesiąt lat wcześniej. Płynęliśmy wtedy ze znajomymi jachtem. Dzień też był pogodny, dokładnie taki jak ten na łące z latającymi domami. Świeżość i radość odbierania wszystkiego wokół też była podobna do tej na łące. O ile mnie teraz pamięć nie zwodzi, to było na Jeziorze Dargin. Przestrzeń wodną przyozdabiały białe żagle, gdzie tylko wzrok sięgał, wyraźnie kontrastowały z ciemną tonią jeziora. I wówczas, zupełnie zaskakująco, ktoś na którymś z jachtów na wodzie zaczął grać na flecie. Dźwięk fletu rozprzestrzeniał się po wodzie. I znowu pojawiła się idylla, piękno, ciepło w sercu i błogość. Trudno to doświadczenie zamknąć w słowach. Wydaje się to takie nierealne, choć odbyło się przecież na jawie.
Z pogranicza snu i jawy są również obrazy Zdzisława Beksińskiego. Też tam odnajduję piękno na styku snu i jawy, choć w tym przypadku to piękno owiane mrokiem. Przestrzenie w tych dziełach są bardziej niepokojące niż idylliczne, to nie wspomniana już błogość znad ukwieconej łąki i dźwięk fletu niosący po wodzie. To inny wymiar piękna, to nieskrępowana i przejmująca wizja ludzkiej podświadomości, ale tajemnicza i niepokojąca.
Obejrzałem wczoraj francuski film z 1986 pt. „ Zła krew”. Fabuła w kontekście tematu notki jest nieistotna, wątek kryminalny filmu schodzi na plan dalszy. Ważne jest tutaj poczucie, że jesteśmy na pograniczu snu i jawy, oglądając ten film. Pięknie to zostało tutaj przedstawione, to niedopowiedzenie i cała ta senna aura opowieści.
Nurtuje mnie pytanie, skąd we mnie nagle taka potrzeba uchwycenia tego wymiaru na pograniczu snu i jawy. Raczej tego owianego błogością słonecznej łąki niż mroku rodem z obrazów Beksińskiego? To chyba stan mojego ducha za tym stoi. Pragnienie „ odlotu”, gdy nie układa się najlepiej. Tak czy siak, fajnie czasami „odlecieć” , ale też ważne aby nie „ odlecieć” zbytnio od ziemi. Jak to ktoś kiedyś trafnie uchwycił: „ Stąpać mocno po ziemi, ale z głową w chmurach”.

Wykop Skomentuj4
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości