Adrian Walczuk Adrian Walczuk
165
BLOG

Ławeczka

Adrian Walczuk Adrian Walczuk Rozmaitości Obserwuj notkę 2

 

             
                Około 11 rano usiadłem sobie na ławeczce. Podkreślam tu słowo "sobie", które zgodnie z teorią prof. Bralczyka jest cudownym określeniem na czynność, która nie ma służyć czemukolwiek konkretnemu, tylko ot tak sobie właśnie. Usiadłem, bo miałem 2 godziny do lekcji jazdy, a moje poprzednie plany na ten czas przepadły. Miejsce spoczynku wybrałem nieprzypadkowe, bo po pierwsze pobliskim chodnikiem przechadza się sporo ludzi (lubię obserwować ludzi), a po drugie po lewej miałem widok na moje kochane liceum. Wyciągnąłem gazetę, rozłożyłem się wygodnie i oddałem powolnej lekturze, co jakiś czas z rozrzewnieniem spoglądając na szkołę, która co rusz przywracała w mojej głowie kolejne bezcenne wspomnienia.
               
                Po jakimś czasie z prawej strony ciężkim, sztywnym krokiem nadszedł starszy pan w dresach i półbutach (bez skarpet), na głowie miał czapkę z daszkiem. Widząc, że chce usiąść, odruchowo odsunąłem się, żeby zrobić mu więcej miejsca. Powiedział, że nie trzeba, zmieści się. I usiadł, też sobie. Od tego momentu moja siedzenie sobie było już trochę inne, bo ów pan zakłócił intymność mojego posiedzenia. Nie mogłem już w pełni skupić się na czytaniu, co jakiś czas bowiem nachodziły mnie przemyślenia: o czym myśli? jaka jest jego przeszłość? czy myśli o niej? czy o starości, schorzeniach? a może nie myśli o niczym, tylko tak sobie? A nieznajomy tylko siedział i patrzył, co jakiś czas lekko odwracając głowę w kierunku jakiegoś przechodnia. Przywitał się z kobietą jadącą wózkiem, w końcu nagle zebrał się do wstawania. Kiedy w końcu się podniósł i niczym robot obrał kierunek na prawo, powiedziałem "do widzenia", myśląc że to już koniec naszej krótkiej znajomości. On jednak odparł, że za chwilę wraca, i faktycznie, poruszając się ociężale dotarł do końca chodnika, po czym wrócił na swoje miejsce.
               
                Ćwiczenie powtórzył kilkakrotnie, w międzyczasie jeszcze parę razy witał się z będącymi najczęściej w jego wieku sąsiadami. Pewni ludzie zatrzymali się przy nim na dłużej. Kobieta pytała go: "jak się pan trzyma?"," czy wszystko w porządku?", "co tam u Angeliny?". Na wszystko odpowiadał tak samo, łagodnym i spokojnym, choć zapowietrzonym i ochrypłym głosem: "dobrze". Nieznajoma powiedziała jeszcze: "ale najważniejsze, że się pan nie poddaje", na co on pokiwał głową, pożegnali się i znów zapanował spokój. Zakres moich przemyśleń na temat tajemniczego pana poszerzył się. Sympatia jaką darzyli go sąsiedzi była wyczuwalna nawet w prostym "dzień dobry", do tego imponowała mi konsekwencja w co kilkunastominutowych, bynajmniej niezbyt relaksujących dla niego spacerach, które dodatkowo okazały się walką z chorobą.
               
                Siedziałem mniej więcej na środku ławki, toteż po mojej lewej stronie było jeszcze trochę miejsca, zajmowanego tylko przez mój plecak. Postanowiła to wykorzystać niska starsza pani w ciemnych okularach i długiej letniej spódnicy w kwiaty. Z daleko już przywitała się z moim dotychczasowym towarzyszem, kiedy usiadła ucięli sobie krótką pogawędkę o tym, jak się czują, po czym ona zapytała go czy plan jest taki jak zawsze. Okazało się, że tak: "jeszcze chwilę posiedzę, potem pójdę do domu, wezmę tabletkę, wypiję kawę i przyjdę z powrotem". I po chwili faktycznie poszedł, zostawiając mnie z nową towarzyszką. Ona, podobnie jak on, także wykazała niezwykłą zdolność do swobodnej, niczym niezmąconej kontemplacji. Tak jak poprzednik często pozdrawiała się z przechodzącymi, jedna z sąsiadek przyszła nawet wyżalić się jej, że ktoś wyrzucił jakieś odpadki pod jej drzwiami i teraz będzie na nią bo ma w domu kota, a mężowi nie może powiedzieć bo mąż tego kota nie znosi. Emerytka, z równie stoickim co pan, który poszedł "na kawę i tabletkę" spokojem starała się zrozumieć i pocieszyć utrapioną lokatorkę bloku.
               
                Tymczasem ja przywitałem się z zaledwie jednym znajomym, odbyłem króciutką rozmowę przez telefon z przyjacielem, aż w końcu po przewróceniu kolejnej strony gazety moim oczom ukazał się wielki tytuł "Śmierć idzie z Rosji". Do czego zmierzam? Podczas, gdy śmierć idzie z Rosji, stronę wcześniej Ludwik Dorn planuje zmianę układu sił na polskiej scenie politycznej, a jeszcze parę kartek dalej trwa palący spór o pogrzeb gen. Jaruzelskiego, Spokojny Emeryt w Dresach przemierza po raz enty swój krótki, a jednak wycieńczający odcinek. Robi to, bo chce żyć w pełni, na tyle na ile pozwolił mu los. Nie narzeka, nie jest gderliwy, ot, korzysta z ładnej pogody, siedzi sobie, ogląda świat, przyjaźnie wita się z ludźmi. Podobnie Niska Emerytka w Kwiecistej Spódnicy, do szczęścia nie potrzebuje niczego więcej niż miejsca na zgniłozielonej drewnianej ławce, słońca i błękitnego nieba.
               
                Trudne sprawy wielkiego świata polityki, biznesu, Rosji, Ukrainy, choć niewątpliwie ważne, tak bardzo są oderwane, tak dalekie od rzeczywistości Emerytów z Ławeczki. Tam wszystko wciąż się pieni, ściera, ginie i odradza, wszyscy chcą działać, tworzyć, niszczyć. Trwa nieustanny ruch, przepływ informacji, w medialnym kotle mieszają się ze sobą oskarżenia, pochwały, zażalenia, obawy. Generalnie, bez przerwy wszystko się zmienia. A tymczasem tu, na ławeczce w Wejherowie, jak zakonserwowany, dzień za dniem upływa w ten sam nostalgiczny sposób. Powoli, od spacerku do spacerku, od "dzień dobry" do "dzień dobry". Myślę, że Emeryci z Ławeczki mogą nie znać się na obecnych warunkach geopolitycznych, na ideologii "Gender", na Euro-parlamencie. Pewnie świat mógłby ich tego nauczyć, ale właściwie po co? Oni posiedli mądrość, jakiej on, jak na razie, przyswoić nie może. Ta mądrość to prawdziwa Cisza Wnętrza, bodaj najprostsza droga do uchwycenia czystej radości z życia.
               
                Kiedy dochodziła 13 pożegnałem Panią z Ławeczki i udałem się na moją lekcję jazdy. Wyjechałem na drogę, znowu mi nie szło, Cisza Wnętrza gdzieś uciekła... no cóż, może jeszcze powróci, oby nie dopiero na mojej ławeczce za pół wieku, czego sobie i Wam życzę.

Lubię obserwować i poznawać ludzi, interesuję się piłką nożną, polityką i sprawami Kościoła. Kocham mój kraj i chciałbym w moim życiu zrobić dla niego coś dobrego.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Rozmaitości