0 obserwujących
34 notki
67k odsłon
  963   0

Nie możemy być wasalami

Jak żyć w kryzysie? Jakie były jego przyczyny i jak z niego wybrnąć, to pytania stawiane dość powszechnie w Europie. Tam się toczy dyskusja. Tam nawet czasem zabiera głos minister Sikorski. Pora, aby poważna dyskusja o naszej roli na arenie międzynarodowej rozpoczęła się i u nas.

Mylna diagnoza kryzysu europejskiego

To nie jest kryzys zaufania do polityki monetarnej i fiskalnej państw europejskich. To kryzys całej koncepcji integracji europejskiej. Stworzenie europejskiego pieniądza dla państw o drastycznie różnym poziomie rozwoju i bez jasnego podporządkowania politycznemu centrum zapowiadało, że kiedyś takiego suwerena europejskiego, ośrodek decyzyjny, mający prawo ustalać politykę monetarną, fiskalną i budżetową będzie należało powołać. Z perspektywy lat można mniemać, że brak politycznego suwerena nad walutą europejską nie był aktem zaniedbania. Kilkanaście lat temu nie było klimatu do podjęcia decyzji o powierzeniu Berlinowi i Paryżowi politycznej władzy nad UE. I dzisiaj tego klimatu nie ma. Może zatem taniej będzie odejść od utopii i powrócić do waluty rozliczeniowej? Może wtedy poznamy tajemnicę mitycznych rynków finansowych, a międzynarodowy kapitał odzyska ojczyznę?

Fałszywa debata

Jednak w pożądanej debacie zaczynają pojawiać się fałszywe tony. Słyszymy europejski żargon, iż lekarstwem na problemy jest pogłębianie integracji europejskiej. Nie wiadomo o co chodzi konkretnie, ale zawołanie o więcej Europy w Polsce brzmi ładnie, nowocześnie, postępowo, europejsko. To beztroskie i bezmyślne slogany jeszcze z czasów euro-entuzjazmu.

Pojawiają się też upiory z okresu debat rozbiorowych. Niektórzy głoszą, iż Polska nie może sobie pozwolić na suwerenną, podmiotową politykę zagraniczną, tak jak niegdyś nie miała prawa wybić się na niepodległość. To awanturnictwo, potrząsanie szabelką i marzenia o mocarstwowości, utrzymują. Tyle znaczymy dla Europy o ile spolegliwie współpracujemy z Rosją, twierdzą jedni. Możemy rozwijać się tylko w politycznej i gospodarczej symbiozie z Niemcami. Zatem Germanio prowadź podpowiadają inni.

Błędna terapia

Nietrafna diagnoza prowadzi do promowania antydemokratycznej terapii. Koncepcje, aby dyscyplinować i koordynować politykę finansową, gospodarczą, społeczną, a nawet budżety narodowe przez jakieś niesprecyzowane, europejskie, polityczne centrum decyzyjne, oznaczają utratę suwerenności danego państwa. Kto zagwarantuje, że takie centrum będzie stało na straży wspólnego, europejskiego dobra. „Kto będzie strzegł strażników?”.

Właśnie o podatki i dysponowanie budżetem spieraliśmy się przez wieki z naszymi władcami i robiliśmy rewolucje. Kto ma władzę nad budżetem państwa, ten może decydować, jak bronić bezpieczeństwa, jak chronić nasze zdrowie, jak uczyć nasze dzieci, jak modernizować kraj. Kto ma wpływ na tworzenie budżetu, może też wskazywać, kto ma go realizować – jaka partia i jaki premier w danym kraju. Przekazanie tych uprawnień zewnętrznemu centrum, oznacza, że nie wyborcy, demokratyczny suweren narodu, będą decydować o rozwoju kraju.

Podmiotowość zamiast wasalizacji

Polska racja stanu nie została zrealizowana przez samo wejście do Unii i NATO.Nie wystarczy być w tych instytucjach i płynąć z głównym nurtem. Nie są to kluby altruistów. Kryzys pokazał, że UE jest polem rywalizacji interesów narodowych państw członkowskich.

Racją stanu jest zajęcie pozycji, która umożliwiłaby współdecydowanie o polityce Unii i NATO, przynajmniej wobec sąsiadujących z nami państw na wschodzie. Tam rozpościera się strefa deficytu demokracji, a zatem niestabilna i nieprzewidywalna. Stamtąd mogą płynąć zagrożenia, również o charakterze militarnym. Współkształtowanie polityki wschodniej Unii i NATO to zatem nasze żywotne interesy bezpieczeństwa.

Nie jest prawdą, iż nie przyjmując euro nie możemy współuczestniczyć w debacie europejskiej. Uczestniczą w niej państwa spoza strefy euro jeśli posiadają silne aktywa międzynarodowe. Podmiotową pozycję można odbudować przez odzyskanie roli rzecznika interesów państw regionu, odrestaurowanie intensywnej współpracy z państwami nordyckimi, bałtyckimi, grupą wyszehradzką oraz Rumunią. Przez podjęcie wysiłków na rzecz zbudowania autonomicznego regionu (np. karpackiego) w naszej części Unii Europejskiej. Przez powrót do roli wiarygodnego promotora europejskich ambicji państw bałkańskich i wschodnio-europejskich. Przez powrót do polityczno-wojskowej i gospodarczej, szczególnie w dziedzinie energetyki, współpracy z USA. Przez powrót do naszej obecności (nie koniecznie wojskowej) na Bliskim Wschodzie, ważnym regionie sąsiadującym z Europą. Podmiotowość wymaga odzyskania atutów i instrumentów, które straciła koalicja PO-PSL. Nasza rola w Unii i NATO wzrośnie też jeśli zdołamy ulokować na stanowiskach decyzyjnych znacząco większą grupę naszych ekspertów z różnych dziedzin.

Tylko odzyskanie podmiotowej pozycji w Unii, a nie samo przyjęcie euro, pozwoli nam zadbać o nasze interesy gospodarcze, właściwy udział w budżecie, bezpieczeństwo energetyczne, powstrzymanie niekorzystnych dla Polski restrykcji z pakietu klimatycznego i zapobieganie ewentualnym ograniczeniom eksploatacji gazu łupkowego.

Nie jesteśmy skazani na wasalizację, na podporządkowanie się Europie niemieckiej, do której zmierza strefa euro. Choć rzeczywistość znowu wpycha nas w XIX-wieczny dylemat: bić się czy nie bić? Kiedyś o wolność, a dziś o suwerenność, o możliwość podejmowania kluczowych decyzji gospodarczych, o prowadzenie polityki monetarnej i fiskalnej w sposób samodzielny, przyczyniający się do realizacji naszych celów rozwojowych. Dzisiejszy wysiłek o utrzymanie suwerenności nad naszymi decyzjami gospodarczymi to nie romantyczna walka z globalizacją o imponderabilia. To realny, twardy fakt, iż pozostając poza strefą euro i sferą restrykcji finansowo-budżetowych proponowanych przez Niemcy i Francję, mamy szansę rozwijać się szybciej.

(Gazeta Wyborcza, 8 września 2012)
Lubię to! Skomentuj9 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale