0 obserwujących
34 notki
67k odsłon
  3463   0

Luzacka dyplomacja w rytmie pop

Przez media przeleciała ostatnio informacja o polsko-chińskim video-klipie parodiującym koreański hit Gangnam Style. Na tle modnej piosenki, nakręcony został z bolywoodzkim rozmachem klip w polskiej ambasadzie w Pekinie z udziałem naszego ambasadora w roli głównej. Media biją brawo, bo to taki nowoczesny chwyt marketingowy. No i wreszcie coś światowego na święta. A mógł być obciach, gdyż komuś w polskiej ambasadzie, na wzór śpiewanych życzeń ambasady amerykańskiej, jeszcze przyszłoby do głowy zrobić coś o Bożym Narodzeniu lub nawet zaśpiewać polską Kolędę!

Nie można oczekiwać powagi od polskich urzędników jeśli dla polskiego premiera haratnąć w gałę ma większe znaczenie niż głosowanie w Sejmie. Krajowy i międzynarodowy luz prezydenta oraz jego trywialne lapsusy też nie wspierają etosu urzędników państwowych. Wygłupy polskiego ambasadora są więc niestety skutkiem konsekwentnego luzactwa polskich polityków sprawujących obecnie władzę oraz błaznowania Radosława Sikorskiego.

Ryba psuje się od głowy, jak głosi popularne polskie przysłowie. Minister Sikorski już dawno odszedł od poważnego zachowania. Jeszcze w kampanii wyborczej zapowiadał dorzynanie watah. Zamiast poważnej wykładni problematyki międzynarodowej lepiej wychodzą mu pyskówki medialne z opozycją. Zamiast merytorycznej debaty preferuje ćwierć-inteligentne, lakoniczne wpisy na ćwierkaczu. W ten sposób był nawet w stanie odnieść się do Powstania Warszawskiego. Prymitywny, luzacki styl Sikorskiego, przy braku celów i wyzwań polskiej dyplomacji, musi odbijać się na zachowaniu urzędników MSZ.

Pamiętamy jak przed laty młody doradca Sikorskiego założył sobie damskie majtki na hełm podczas ministerialnej wizyty w Afganistanie. Następnie córka ministra Rostowskiego, zatrudniona też w charakterze doradcy w MSZ reklamowała się na portalach społecznościowych na tle wulgarnych bilbordów. W czasie polskiej prezydencji w Unii Europejskiej Sikorski próbował też szokować Europę trywialnymi gadżetami. Były wtedy popularyzowane zabawki-bączki, parciane torby oraz komiksy pełne wulgaryzmów. Ostatnio pojawiły się na stronie MSZ, przy oczywistej aprobacie Sikorskiego, blogi polskich dyplomatów i urzędników z centrali na Szucha. Ambasadorowie polscy dywagują tam nad zachowanie polityków państw goszczących ich. To urąga zasadom dyplomacji. Co więcej, dyrektor polityczny MSZ (urzędnik państwowy) pozwala sobie na polityczne polemiki z opozycją. W tym kontekście wygłup ambasadora Chomickiego nie może dziwić. Jest to konsekwencja braku istotnych wyzwań dla polskiej dyplomacji oraz przyzwolenie Sikorskiego na takie pajacowanie.

Takie zachowanie nie licuje z etosem dyplomacji. Wiem, że zadania i działanie dyplomacji powinno ewoluować i dopasowywać się do zmieniających się okoliczności i nowych środków. Są jednak granice takich zmian.

Zasadą w dyplomacji jest, aby nie utożsamiać przekazu wiadomości z przekazującą osobą. To należy rozumieć, iż nie strzela się do posłańca. Dyplomata może przekazywać wieści dobre lub złe, ale nie powinien być z nimi utożsamiany. On przekazuje tylko informacje i decyzje, które zostały podjęte gdzieś na szczytach decyzyjnych jego państwa. Ta zasada powinna gwarantować dyplomacie nietykalność. Dyplomacja powinna też przedstawiać rzeczowe argumenty i majestat państwa w sposób profesjonalny, zgodny z konwencjami i protokołem dyplomatycznym.

Dyplomacja powinna wreszcie uwzględniać kulturowy i polityczny kontekst państwa przyjmującego ambasadora. Chiny to kraj ceremoniału, protokołu i sztuki zachowania twarzy. To światowe mocarstwo nuklearne. Druga gospodarka świata oraz stały przedstawiciel w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. To nie jest państwo, które bezkrytycznie chłonie zwesternizowane wynalazki Korei Południowej czy nawet Japonii. 

Czy w tym kontekście, przesłanie przekazane Chinom przez ambasadora Chomickiego może być traktowane poważnie? Wątpię!

Obrońcy zachowania ambasadora Chomickiego podkreślają, że Polska jest handlową marką i trzeba ją sprytnie sprzedawać. Należy to robić zgodnie z zasadą: wyróżnij się albo giń. Mam wątpliwości czy tak należy popularyzować nasz kraj.

Czy wszystko jest na sprzedaż? Co chce w swoim klipie sprzedać ambasador Chomicki? Co polskiego promuje? Polski fortepian i dwie panie w strojach regionalnych? Poza tymi wątpliwościami estetycznymi, można też mieć zastrzeżenia prawne. Czy polski ambasador zasadnie promuje zagraniczną firmę i czy jest zgodne z prawem międzynarodowym robienie tego na obszarze polskiej ambasady?

Wiem, że dla lemingów zapatrzonych w nowoczesnego, europejskiego ministra Sikorskiego każda forma odejścia od konwenansów jest godna pochwały. Ale kiedyś trzeba przestać robić na złość Kaczorowi i PiS-owi. Trzeba odejść od zachowania i dyplomacji w stylu Kuby Wojewódzkiego. Kiedyś trzeba zacząć realizować polskie interesy narodowe.

 

Lubię to! Skomentuj75 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale