Jestem świeżo po obejrzeniu filmu "Krzyż" Ewy Stankiewicz. Kto nie wie o czym traktuje owy film, zaraz się dowie. Otóż film jest zapisem wydarzeń, które miały miejsce po tym, jak zakończyła się tygodniowa żałoba narodowa w Polsce po 10 kwietnia. Mimo antyreklamy medialnej postanowiłem obejrzeć "Krzyż". Film ten zapadł mi w pamięć. Powiem nawet więcej: film mną wstrząsnął. Wstrząsnął tak potężnie, że przez pierwszą godzinę po filmie milczałem, a przez kilka kolejnych zastanawiałem się, czy istnieją jeszcze jakiekolwiek normy społeczne i granice moralne. Zastanawiałem się gdzie jest Europa, a gdzie już dziki zachód. Rozumiem, że ktoś się nie zgadza, by pod Pałacem Prezydenckim stał krzyż, ale czym innym jest negowanie tego symbolu w przestrzeni publicznej, a czym innym robienie sobie z niego jaj. Komuś mogło nie podobać się to, że pod Pałacem układane są znicze, kwiaty, portrety ofiar wśród których, przypominam, była głowa Państwa Polskiego. Czy to, że ktoś nie lubił prezydenta Kaczyńskiego, upoważnia do sikania na palące się znicze i ustawione portrety oraz zdjęcia? Czy to jest wymówką dla tego, który buduje krzyż z puszek po piwie Lech? Czy domaganie się śmierci drugiego Kaczyńskiego hasłem: "jeszcze jeden" i rozrywanie pluszowej kaczki jest usprawiedliwione niechęcią do tego polityka? Czy hasło: "Precz z krzyżami, na stos z moherami" i podobne jest jeszcze objawem niechęci czy już nienawiści? Czy marginalizacja innej poglądowo grupy społecznej to większa europejskość? Czy to, że ktoś nie był przeciwnikiem krzyża można swobodnie traktować jako zarzut? Czyż nie tak zaczynały się zmiany w pewnym państwie sąsiadującym z II RP gdy do władzy doszedł pewien brunet z wąsem? Zaczynało się podobnie... Ośmieszanie pewnej grupy społecznej,marginalizacja jej, sianie nienawiści w stosunku do niej... a potem... Każdy wie, co się działo
Polecam zobaczyć film "Krzyż" Ewy Stankiewicz, aby zobaczyć jak polacy reagowali na poszczególne wydarzenia tamtego okresu.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)