Przegląd subiektywny Przegląd subiektywny
275
BLOG

Podpalimy cały świat

Przegląd subiektywny Przegląd subiektywny Rozmaitości Obserwuj notkę 0

Upolitycznić można wszystko. Nawet czemuś, co ze swej natury jest polityczne można nadać drugie a nawet trzecie dno. W PRL-u takim wydarzeniem na którym komuniści wszystkich demoludów zbijali polityczny kapitał była II wojna światowa. Radzieckie zwycięstwo nad faszyzmem, a dopiero w drugiej kolejności polskie, było argumentem do trzymania w ryzach państw, które znalazły się w zasięgu wpływów radzieckich. Oczywiście nie bez zgody aliantów. Bohaterska i zwycięska Armia Czerwona, u której boku walczyła bohaterska Armia Ludowego Wojska Polskiego, stanowiły cluepropagandy tamtych czasów. Tak jakby w wojnie uczestniczyły tylko te dwie Armie. Tak jakby D-day, drugi front, bitwa o Anglię, czy atak na Pearl Harbor nigdy się nie wydarzyły.

Wtedy wydawało mi się, że to skłonność do upolityczniania politycznego skończy się wraz z upadkiem chorego systemu socjalistycznego. Rozczarowanie przyszło jednak szybko, ze strony, po której spodziewać się można wszystkiego. Upolityczniono Kościół. Mówi się o nim więcej, jednak nie w kontekście przeżycia duchowego czy rozważania teologicznego, ale w kontekście zaangażowania politycznego księży. Kościół przestał być zjawiskiem mistycznym a stał się zjawiskiem politycznym.

Drugie życie polityczne przeżywa znacząca data z najnowszej historii Polski. „Zatroskani obywatele” postanowili „uczcić” 30 rocznicę wprowadzenia stanu wojennego 13 grudnia 1981 r. Pytanie premiera Donalda Tuska „gdzie wtedy byli ci zatroskani” należy uznać za retoryczne. To jednak nie przeszkadzało uczynić z niej powodu do manifestowania wydumanych haseł: „Polsko obudź się”, „Euro macht frei” i skandowania imienia lidera „Jarosław, Jarosław...”. Warto by dołożyć: „Panie Kaczyński niech pan ratuje Polskę przed Polakami”.

Kaczyński i jego ugrupowanie gotowi są upolitycznić wszystko, co może kojarzyć się w jakikolwiek sposób ze sprawą narodową, z postawą patriotyczną. To z tego powodu terminy naród, tradycja, suwerenność, patriotyzm budzą dziś niechęć zamiast dumy. Kojarzą się z zadymą polityczną, zawłaszczeniem, wąską, nieuprawnioną interpretacją, która sprowadza się do narzuconego sposobu ich pojmowania. Mają to samo podłoże i powodują podobne spustoszenie, co PRL-owska indoktrynacja, zwłaszcza w umysłach młodych ludzi. Nie wszyscy przecież chcą być kojarzeni z radykalizmem, któremu towarzyszy zacietrzewienie i głuchota na wszelkie próby nawiązania dialogu. Dawne budowanie „Nowego Człowieka” zastąpione zostało budowaniem „Prawdziwego Polaka”.

Trudno zgodzić się na deprecjonowanie najważniejszych w państwie wartości. Warto być patriotą. Suwerenność to coś, co jest dla nas najważniejsze. Tradycja jest tym, co buduje każdy, nie tylko nasz naród. Nie mogą być one jednak oderwane od rzeczywistości, także tej politycznej, i niepoddane cezurze upływającego czasu, w świecie, który zmienia się w tak błyskawicznym tempie. Państwa nie są już jedynymi graczami na poziomie międzynarodowym, ich suwerenność zewnętrzna napotyka na przeciwności, których wcześniej nie było. Dawne środki okazują się nieskuteczne w jej utrzymaniu. Państwo działające w pojedynkę ma tu niewielkie pole manewru. Sprawy nie rozstrzyga unia fiskalna czy Federacja, jest to jednak jakaś alternatywa, która może okazać się skuteczna w jej utrzymaniu. Nikt jednak nie ma wyłączności na jedynie słuszną interpretację rzeczywistości i wybór najlepszej drogi, bez względu na to jak wielki byłby jego marsz z pochodniami.

Polska, jej suwerenność, patriotyzm i tradycja są ważne dla wszystkich Polaków. Jest z czego być dumnym. Nie warto z nich rezygnować z powodu grupki głośno krzyczących przegrańców.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości