Prawdą jest, że w pewnym momencie swojego uczestnictwa we Wspólnocie warto "zamknąć usta, a otworzyć uszy". Mnie zdarzyło się to na samym początku. Wróciłem z terapii, nauczony już wszystkiego, wyposażony w różne narzędzia (z których czasem korzystam, jak np. lista sygnałów ostrzegawczych). Dziwiło mnie, że ludzie w AA, nie umieją poradzić sobie np. z głodem.
I pojawił się człowiek, który przyszedł na swój pierwszy mityng, a jeden z bardziej doświadczonych przyjaciół powiedział mu podczas przerwy: Obyś nie wytrzeźwiał za szybko. Te słowa zaskoczyły mnie tak bardzo, że już do końca mityngu obijały mi się w głowie. I jakoś niedługo potem padł tekst o uszach.
Bywają mityngi, gdy nic nie mówię, ale rzadko, bo wychodzę z założenia, że po to są, by się wypowiadać. Mam tendencję perfekcjonizmu, dlatego też staram się wypowiedzieć na początku, żeby nie układać specjalnie wypowiedzi, bazować na tym, co już powiedziane. Swego czasu prowadziłem szkolenia, dlatego nie mam problemu ze śmiałością, wyrwania się przed szereg, a wypowiedź na początku daje mi spokój podczas słuchania innych.
I to jest jedna strona medalu, druga jest bowiem taka, że uważam, że każdemu wypowiadającemu się należy się szacunek. Za brak szacunku uważam sprawdzanie czegoś na telefonie (nawet pod stołem), komentowanie (nawet do ucha kogoś obok), a już szczególnie uśmieszki czy wręcz wybuchy śmiechu, szczególnie, gdy wypowiada się nowicjusz. Nie twierdzę, że mnie się nie zdarza zareagować na wiadomość czy telefon, aczkolwiek raczej podczas początku mityngu, gdy czytane jest to, co znam. I to staram się zwalczać. U siebie.



Komentarze
Pokaż komentarze